>>
Pies policyjny działa jak broń
Prezydent Lech Kaczyński podpisał w poniedziałek ustawę o pozwach zbiorowych. To nowatorskie jak na polskie warunki prawo pozwoli wspólnie dochodzić roszczeń osobom, które poniosły podobną szkodę wyrządzoną przez tę samą instytucję. Tyle że pozew zbiorowy musi złożyć przynajmniej 10 osób. Według Ministerstwa Sprawiedliwości, które przygotowało projekt ustawy, postępowanie grupowe ułatwi dostęp do sądu w przypadku małych roszczeń, gdy składanie pozwów indywidualnie byłoby zbyt kosztowne. W grupie łatwiej zgromadzić dowody i wywalczyć korzystny werdykt. To także sposób na walkę z firmami, które stać na najlepszych prawników.
Pierwszy pozew może dotyczyć koncernu RWE. Panią Alicję z Warszawy pod koniec 2008 r. odwiedził inkasent tej firmy. - Stwierdził, że mój licznik pokazuje bardzo duże zużycie energii. Okazało się przy okazji, że wyświetlacz jest uszkodzony. Inkasent mógł jednak odczytać dwie pierwsze cyfry - opowiada kobieta. Po kilku dniach przyszedł rachunek na prawie 10 tys. zł za okres od maja do listopada. - Gdy prąd dostarczał Stoen, naliczał opłaty za dwa miesiące. Wynosiły 200-300 zł - kontynunuje.
Pani Alicja złożyła reklamację. Po tygodniu przyjechała do niej komisja z RWE. Założyła nowy licznik, a stary zabrała do sprawdzenia. Wynik ekspertyzy klientka dostała dopiero w maju ubiegłego roku i to po licznych interwencjach. W ekspertyzie napisano, że pomimo uszkodzenia wyświetlacza licznik działał prawidłowo. Dopiero wówczas zainteresowana mogła złożyć wniosek o przeprowadzenie niezależnego badania. - Gdy próbowałam to zrobić osobiście w biurze obsługi klienta, które RWE ma przy ulicy Tyszkiewicza w Warszawie, powiedziano mi, że wniosku nie przyjmą bez podania powodu przeprowadzenia badań. Ostatecznie wniosek został przesłany listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. W odpowiedzi RWE napisał, że nie może go uwzględnić, gdyż licznik pani Alicji został w międzyczasie zamontowany u innego klienta. Stare dane zniknęły. W ten sposób RWE uniemożliwił sprawdzenie licznika przez niezależne laboratorium. Pani Alicja z problemami zgłosiła się do biura Rzecznika Konsumentów. Ten wysłał pismo do RWE. - Napisali, że mieli prawo zamontować stary licznik komuś innemu, bo ja za późno złożyłam wniosek o niezależną ekspertyzę - twierdzi rozgoryczona warszawianka.
Najgorsze zdarzyło się jednak tuż przed świętami Bożego Narodzenia, gdy 14 grudnia RWE wyłączył pani Alicji prąd. Wtedy zdecydowała się zapłacić rachunek. Gdy ponownie udała się do biura RWE, chcąc uzyskać wyjaśnienie, kierownik placówki zarzuciła jej "nieuczciwość".
Kobieta nie zamierza się poddać. Kilka dni temu opublikowała w "Metrze" apel do osób z podobnymi do niej problemami z RWE o kontakt. Chce złożyć wspólny pozew przeciw koncernowi. - Zgłosiły się już trzy osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji. Dostaję kolejne e-maile i czekam na następne. Gdy będzie ich dziesięć, mam zamiar iść do sądu - deklaruje pani Alicja.
- Problem polega na tym, że w 2008 r., gdy nasz inkasent sprawdził licznik u tej pani, stwierdził, że pobór prądu jest o wiele wyższy niż zadeklarowany, gdy rozpoczynała budowę domu - twierdzi Joanna Kalbarczyk, dyrektor obsługi klienta RWE. Pani Alicja powinna zgłosić nam fakt zakończenia budowy i przejść na wiele niższą stawkę pobieraną od gospodarstw domowych. Miesięcznie w jej domu zużywane jest 700 kilowatogodzin prądu, a w podobnych domach w Warszawie jest to zwykle 3 tys. KWh rocznie.
- Takich spraw będzie więcej. Pozwów mogą się spodziewać głównie duże firmy, jak dostawcy energii, gazu, operatorzy telekomunikacyjni, biura turystyczne - prognozuje Paweł Olek z Federacji Konsumentów. - Właśnie w tym celu przyjęliśmy tę ustawę. Gdy dowody będą niezbite, osoby takie jak pani Alicja mają spore szanse na wygranie sprawy w sądzie - dodaje poseł Ryszard Kalisz.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl