>>
Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem Firma Ernst & Young oraz Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową przeprowadziły diagnozę na zlecenie minister Barbary Kudryckiej. Pracowali przy niej m.in. byli rektorzy. Raport ma pomóc w opracowaniu strategii rozwoju szkolnictwa wyższego do 2020 r.
Z raportu wynika, że bezpłatne studia w Polsce to fikcja, bo za kształcenie płaci ponad 60 proc. studentów - wliczając w to zaocznych, wieczorowych i studiujących na uczelniach prywatnych. Choć większość płaci, to i tak oferowana jakość wykształcenia jest niska - głównie na takich kierunkach jak ekonomia czy prawo. Uczelnie są rozdrobnione, nie mają znaczących dokonań naukowych i badawczych, kadra pracuje w kilku naraz.
Ministerstwo nie jest zdziwione wynikami. - To dopiero diagnoza, teraz czekamy na strategię proponującą co z tym zrobić. O szczegółach poinformujemy, gdy będziemy mieli komplet, prawdopodobnie w lutym - mówi rzecznik resortu Bartosz Loba.
Własną strategię zmian w szkolnictwie wyższym opracowali też rektorzy. Projekt przedstawili 2 grudnia. Potwierdza on, że uczelnie mają niski kapitał intelektualny. Przyczyn rektorzy dopatrują się w zbyt małych nakładach budżetowych, niedofinansowaniu badań naukowych i złych rozwiązaniach systemowych. Proponują, by uczelnie publiczne i prywatne mogły na równych prawach konkurować o budżetowe pieniądze. Oraz by w ciągu 10 lat wprowadzić czesne na studiach dziennych, w jednej czwartej płacone przez studentów.
Uczelnie to worek bez dna. Przejedzą każde pieniądze Wiktor Wojciechowski, z Forum Obywatelskiego Rozwoju, współautor raportu „Czego nie uczą polskie szkoły”: - Diagnoza dla ministerstwa nauki potwierdza wcześniejsze opracowanie FOR. Na uczelniach brakuje bodźców, które podnosiłyby jakość kształcenia. Państwowa Komisja Akredytacyjna ogranicza się do technicznego administrowania ilości godzin wykładów. Zarząd i nadzór uczelni nieraz reprezentuje jedna osoba.
Często podnoszony argument, że szkoły publiczne są niedofinansowane, może i jest prawdziwy, ale bez zmian w systemie bodźców wewnątrz uczelni i w Państwowej Komisji Akredytacyjnej, zwiększenie finansowania nie da efektów.
Kadrze akademickiej brak motywacji finansowej. System wynagrodzeń powinien odpowiadać rozwojowi naukowemu pracownika, ilości publikacji itp. Tak nie jest, więc większość zdolnych ludzi nie zaczyna nawet pracy naukowej i odchodzi do firm prywatnych, gdzie są bardziej doceniani.
Rozwój polskiego szkolnictwa dokonał się głównie poprzez otwieranie na uczelniach niepublicznych tanich kierunków, takich jak prawo, nauki społeczne, ekonomia. Nie potrzebują one wysokich nakładów finansowych ani zaplecza technicznego jak np. politechnika. Uczelnie te najczęściej oferują tytuł licencjata i z nim też młodzi przeważnie kończą swoją edukację. Mają mniejsze szanse na rynku pracy niż absolwenci z tytułem magistra - pracodawcy uważają, że licencjaci to ci, którzy nie poradzili sobie na studiach magisterskich.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl