http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuratura tropi dziennikarzy, nie przeciek

stan, PAP
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-11 19:37

Reporter TVN 24 Krzysztof Skórzyński usłyszał wczoraj zarzut ujawnienia tajemnicy śledztwa. Dziś zapewne to samo spotka Mariusza Gierszewskiego z Radia ZET. Obu dziennikarzom grożą dwa lata więzienia

Krzysztof Skórzyński
Fot. Slawomir Kaminski / AG
Krzysztof Skórzyński
ZOBACZ TAKŻE
Krzysztof Skórzyński z TVN 24 i Mariusz Gierszewski z Radia ZET wspólnie prowadzili dziennikarskie śledztwo w sprawie przecieku akcji CBA w resorcie rolnictwa. Misterna akcja specłużb, której celem było skompromitowanie ówczesnego wicepremiera Andrzeja Leppera, nie powiodła się. Dziennikarze, opisując sprawę, dotarli jednak do zeznań śledczych, złożonych w prokuraturze w Rzeszowie. Wykorzystali je w materiale z 4 stycznia ubiegłego roku, w którym dowodzili, że prokurator Jerzy Engelking, najbliższy współpracownik Zbigniewa Ziobry, wówczas ministra sprawiedliwości, mimo braku dowodów, wskazał na Janusza Kaczmarka, ministra spraw wewnętrznych i administracji, jako źródło przecieku w akcji CBA w ministerstwie rolnictwa.

Wczoraj w krakowskiej prokuraturze Skórzyński usłyszał zarzut z art. 241 kodeksu karnego "publicznego rozpowszechnienia bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Rzeszowie, w szczególności chodzi o fragmenty zeznań świadka, złożone w tym postępowaniu, zanim te materiały zostały ujawnione w postępowaniu sądowym". - Grozi mu grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do lat dwóch - mówi rzeczniczka krakowskiej prokuratury okręgowej Bogusława Marcinkowska. Skórzyński nie przyznał się i odmówił składania zeznań. Oświadczył, że działał zgodnie z prawem i obowiązkami dziennikarza, a tymi obowiązkami było informowanie społeczeństwa o sprawach, które są przedmiotem zainteresowania opinii publicznej. Dziś na przesłuchanie ma się stawić Gierszewski, który zapewne także usłyszy zarzuty. - Działaliśmy w granicach prawa. Razem z dziennikarzem TVN 24 prowadziliśmy dziennikarskie śledztwo i w wyniku tego śledztwa posiedliśmy pewną wiedzę. Stwierdziliśmy, że jest to ważne z punktu widzenia społecznego, aby ją ujawnić. To był nasz obowiązek - mówił wczoraj Gierszewski w wywiadzie dla portalu Gazeta.pl.

- To nie jest zamach na wolność mediów - twierdzi natomiast prokurator okręgowy w Krakowie Artur Wrona. - Media mają swoje obowiązki, a my mamy swoje. W materiale, który był publikowany, są cytaty z protokołu. To znaczy, że dziennikarze mieli dostęp do dokumentu, do którego nie mieli prawa dostępu, i o udostępnienie którego się nie zwrócili - wyjaśniał.

Rada polskiego Press Clubu i Rada Konsultacyjna Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zaapelowały wczoraj do ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego o objęcie postępowania "osobistym nadzorem". Za "interesującą" sprawę dziennikarzy uznał także prezydent Lech Kaczyński, który, jak zapewniają jego urzędnicy, "będzie się nią interesował".

Dominika Bychawska, koordynatorka projektu "Obserwatorium wolności mediów w Polsce" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

Ta sytuacja wygląda na spychanie przez prokuraturę odpowiedzialności za przeciek na dziennikarzy, zamiast przyjrzeć się, gdzie we własnych szeregach mógł on nastąpić. Takie postępowanie stoi w sprzeczności z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który w sytuacji, gdy jakieś zeznania lub informacje ze śledztwa były publikowane w prasie uznawał, że postępowanie dziennikarzy służyło dobru wyższemu. Każdy obywatel ma prawo dostawać informacje, a dziennikarz informować o działaniach wymiaru sprawiedliwości, a szczególnie prokuratur i sądów, co wiąże się z prawem do rzetelnego procesu, czyli jednym z praw człowieka.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów