Założenia do projektu nowelizacji ustawy o emeryturach kapitałowych przedstawiła wczoraj na konferencji minister pracy Jolanta Fedak. - Zachowujemy to, co najlepsze w systemie emerytalnym i proponujemy nowe rozwiązania, które, mam nadzieję, staną się przedmiotem ogólnonarodowej dyskusji - mówiła. Projekt zakłada, aby do OFE trafiało 3 proc., a nie jak jest teraz 7,3 proc. naszej pensji (różnica miałaby zostać w ZUS, do którego w sumie trafiałoby ok. 17 proc. wynagrodzenia). Minister Fedak podobny pomysł miała już jesienią ubiegłego roku. Tłumaczyła, że troszczy się o bezpieczeństwo emerytalnych środków, które dzięki temu zabiegowi byłyby mniej zależne od gwałtownych wahań na giełdzie, gdzie inwestują OFE. Ostro zaprotestowali przeciwko temu ekonomiści. Napisali nawet wspólny list do premiera. Poskutkowało, bo Donald Tusk polecił schować pomysł do szuflady. Zapowiedział jednak, że sprawa powróci, tylko "ministrowie będą musieli włożyć jeszcze trochę wysiłku, by przygotować lepszy mechanizm". Teraz pomysł wraca w nowym opakowaniu. Rząd proponuje dodatkowo, aby dać Polakom prawo rezygnacji z emerytury w OFE i powrotu do ZUS. Kobiety i mężczyźni po ukończeniu odpowiednio 55 i 60 lat mogliby przelać zgromadzone w OFE oszczędności do ZUS, by stamtąd dostawać emeryturę. Istniałaby też możliwość jednorazowej wypłaty pieniędzy z OFE i przeznaczenia ich na dowolny cel. Można by to zrobić po ukończeniu 65 lat pod warunkiem, że zgromadzony w ZUS kapitał wystarczyłby na wypłatę co najmniej dwóch minimalnych świadczeń, które dziś wynoszą ok. 1350 zł.
Eksperci nie mają wątpliwości, że to wszystko są zabiegi, mające obniżyć deficyt finansów publicznych. - Teraz ok. jedną trzecią przekazywanych do ZUS pieniędzy od przyszłych emerytów Zakład przekazuje do OFE. To są 22 mld zł rocznie i tych pieniędzy Zakładowi brakuje. Dziurę w budżecie łata pieniędzmi z budżetu państwa. Po obniżeniu składki do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. budżet przekazywałby do ZUS 13 mld zł rocznie mniej. To obniżyłoby o ok. 1 pkt proc. deficyt finansów publicznych wynoszący ok. 6,5-7 proc. (żeby przyjąć euro, deficyt nie może być większy niż 3 proc.). Rząd chce oszczędzać kosztem emerytur Polaków, co jest nieodpowiedzialne - tłumaczy Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju, fundacji założonej przez Leszka Balcerowicza.
Jeśli pomysł wejdzie w życie, odbije się na przyszłych emeryturach. - Pieniądze w ZUS nie będą miały szansy być pomnażane w takim tempie jak w OFE. Niezależnie od zmieniających się wyników OFE, te instytucje ze sobą konkurują i każda z nich ma naturalną motywację, by pomnażać fundusze jak najlepiej. W ZUS pieniądze są jedynie waloryzowane i nigdy nie będzie z nich kokosów - mówi Paweł Majtkowski, główny ekonomista Expandera. Dodaje, że projekt świadczy o krótkowzroczności polityków: - Pomysły jedynie odwlekają większe budżetowe wydatki, bo osoby, które dostaną niższe emerytury, wyciągną do państwa rękę po pomoc socjalną.
Marek Wilhelmi, Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych (zrzesza towarzystwa emerytalne): - Bogaci zainwestują gdzie indziej. Fundusze same do nich przyjdą z ofertą. To mogłoby rozruszać właściwie nieistniejący dziś III filar dobrowolnego oszczędzania na emeryturę. Biedniejsi będą kuszeni, by wyjąć sporą gotówkę oszczędzoną w OFE. Wielu od razu ją przeje. Tak jak górnicy, którzy brali jednorazowe odprawy [dostawali po prawie 40 tys. zł i mieli na zawsze odejść z górnictwa - red.]. Potem okaże się, że z ZUS-owskiej emerytury nie ma jak wyżyć do pierwszego.
Projekt założeń został skierowany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji. Posłowie mają 30 dni na zgłoszenie uwag. Eksperci FOR już konsultują się z innymi ekonomistami, żeby ustalić wspólne stanowisko w tej sprawie.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl