- Zrobię wszystko, by zapobiec reelekcji Lecha Kaczyńskiego - powtórzył wczoraj senator i były premier Włodzimierz Cimoszewicz. Po raz kolejny zapowiedział też, że sam nie będzie startował w jesiennych wyborach prezydenckich.
Chce więc poprzeć najpoważniejszego konkurenta aktualnego prezydenta. - Podobnie jak ja, będzie oczywiście musiał mieć umiarkowane poglądy. Poza tym wiedzę, doświadczenie i kompetencje - wymienia senator. Wczoraj poszła w Polskę informacja, że zdaniem Cimoszewicza wszystkie te kryteria spełnia Donald Tusk i to właśnie on uzyska poparcie. Jednak w rozmowie z "Metrem" Włodzimierz Cimoszewicz wciąż odżegnuje się od jednoznacznego wskazania swego faworyta. Nie wyklucza, że obok obecnego premiera mógłby to być Andrzej Olechowski - założyciel Platformy Obywatelskiej, którego po rozstaniu z partią Tuska wspiera Stronnictwo Demokratyczne pod wodzą Pawła Piskorskiego (kiedyś także w PO). Marne to jednak wsparcie, według grudniowego sondażu OBOP zaledwie 21 proc. Polaków sądzi, że Olechowskiemu uda się przejść do II tury wyborów. Szanse Tuska oceniane są na 61 proc., a Lecha Kaczyńskiego na 35 proc. Dlatego Olechowski szuka sojuszników. Wczoraj poparło go mało znane Polskie Stowarzyszenie Prointegracyjne - Europa, które skupia m.in. byłych polityków SLD.
Olechowski więc powiedział, że cieszyłby się z poparcia byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. - Przyjdzie taki moment, że obu panów o to poproszę, nawet jeśli wcześniej poprą kogoś innego - powiedział zagadkowo Olechowski.
Zdaniem politologa dr Marka Mazura, Andrzej Olechowski ma jednak małe szanse na prezydenturę. - Jego akcje spadną jeszcze bardziej, gdy Włodzimierz Cimoszewicz oficjalnie poprze Tuska, co wydaje się tylko kwestią czasu. Kiedy tak się stanie, obecny premier będzie mógł liczyć na elektorat centrowy, umiarkowany i liberalny, a dzięki pomocy Cimoszewicza również centrolewicowy. Oni pójdą za Cimoszewiczem, bo Olechowski nie kojarzy się im z lewicą. Poparcie byłego premiera dla któregokolwiek z kandydatów nie wpłynie natomiast na pozycję Lecha Kaczyńskiego. Zdaniem politologów może on liczyć tylko na stałych zwolenników o poglądach konserwatywnych, niechętnych integracji europejskiej.
Byle nie Kaczyński - Włodzimierz Cimoszewicz o tym, kogo poprze w kampanii prezydenckiej
Z Włodzimierzem Cimoszewiczem, niezależnym senatorem i byłym premierem, członkiem SLD, rozmawia Jacek Różalski
Ilu kandydatów na prezydenta zwracało się już do pana o poparcie?
- Na pewno nie wszyscy, o których już się mówi, że będą kandydować. Moja pozycja w polityce jest dość ekskluzywna. Moja niezależność polityczna już raz sprawiła, że udało mi się zostać senatorem. Teraz będę się starał wykorzystać moją pozycję w czasie kampanii prezydenckiej.
Poprze pan premiera Donalda Tuska?
- W wyborach prezydenckich poprę tego kandydata, który będzie miał największe szanse, by nie dopuścić do reelekcji Lecha Kaczyńskiego. Jeśli ten warunek spełni Donald Tusk, to poprę jego. Jeśli ktoś inny, to nie wykluczam poparcia innej osoby.
Andrzeja Olechowskiego?
- To kandydat umiarkowany. Gdyby to on stanął do drugiej tury z Lechem Kaczyńskim, mógłby liczyć na moje poparcie.
Z sondaży wynika, że największe szanse na prezydenturę ma Donald Tusk. Podobają się panu dwa lata jego rządów?
- Wprowadził sporo dobrych zmian. Zwłaszcza związanych z poprawą wizerunku naszego kraju za granicą. Poprawiły się nastroje w polityce wewnętrznej. Ale nie jest kandydatem idealnym, ma sporo wpadek. Pozwala sobie czasami na wypowiedzi skrajnie populistyczne. Np. że chciałby obowiązkowej chemicznej kastracji pedofilów. Polityk w demokratycznym kraju, z opinią liberała, nie ma prawa mówić podobnych rzeczy. Są też poważniejsze sprawy. Jak rząd mógł dopuścić do tego, żeby z roku na rok deficyt budżetowy zwiększył się dwukrotnie, i doprowadzić zadłużenie publiczne do niebezpiecznego poziomu? Między innymi to obciążą rząd Tuska. Jednak byłby lepszym prezydentem niż obecny.
Co ma pan do zarzucenia Lechowi Kaczyńskiemu?
- To prezydentura nieaktywna i niekompetentna. Lech Kaczyński ze swoimi błędnymi wyobrażeniami o współczesnym świecie popełnia bardzo wiele błędów na arenie międzynarodowej. Poczynając od wpadki z Trójkątem Weimarskim na początku kadencji: prezydent nie pojechał na rozmowy z kanclerz Niemiec i prezydentem Francji. Bardzo potrzebna Polsce formuła spotkań z politykami dwóch największych państw UE praktycznie zamarła, bo prezydent obraził się na artykuł w prasie niemieckiej, w którym porównano go do kartofla.
Błędna jest również polityka wobec Rosji. Za kadencji Lecha Kaczyńskiego nie doszło do oficjalnego spotkania z prezydentem Rosji. Przecież to nasz sąsiad, w dodatku liczący się na arenie międzynarodowej. W czasie ubiegłorocznej wizyty premiera Putina na Westerplatte otoczenia obu stron miały zadanie, by nie dopuścić do rozmów obu panów. To absurdalna sytuacja, a jest za nią odpowiedzialny Lech Kaczyński.
W kraju prezydent nic dobrego nie zrobił?
- Wymienienie takiej rzeczy byłoby bardzo trudne. Prezydent jest związany tylko z jedną partią. Nie rozumie, co to znaczy być odpowiedzialnym za całe społeczeństwo, nie potrafi stanąć ponad politycznymi podziałami, nie rozumie swojej roli. Jego kłótliwość w sprawach protokolarnych jest kompromitująca. Wszystko to oznacza, że reelekcja Lecha Kaczyńskiego byłaby szkodliwa.
Co będzie pan robił po wyborach prezydenckich?
- Nie zabiegam o stanowiska. Jeśli ktoś będzie mnie prosił o rady, to chętnie służę pomocą.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl
Źródło: Dziennik Metro