>>
Pies policyjny działa jak broń 15 lipca na polach pod Grunwaldem odbędą się uroczystości upamiętniające zwycięstwo wojsk polskich i litewskich nad zakonem krzyżackim. Obchodom patronuje prezydent Lech Kaczyński, który chce nadać wydarzeniu międzynarodową rangę. Dlatego w połowie lipca do Polski przyjedzie prezydent Litwy Dalia Grybauskaite. Być może również prezydenci Ukrainy, Czech i Łotwy, bo w wielkiej bitwie z Krzyżakami brali udział przedstawiciele wielu nacji. Byli wśród nich także przodkowie Białorusinów, dlatego w Pałacu Prezydenckim trwa dyskusja, czy zaprosić prezydenta Aleksandra Łukaszenkę.
- To świetna okazja do pokazania wspólnoty kulturowej i historycznej narodów, które razem z nami pokonały wroga, a później tworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Dlatego nikogo nie wykluczałbym z tej uroczystości - powiedział nam doradca prezydenta Kaczyńskiego Jacek Sasin.
Ale Łukaszenka od 15 lat rządzi Białorusią "żelazną ręką". Zamykał politycznych przeciwników w więzieniach, niektórzy z nich znikali bez śladu. Kolejne wybory i referenda OBWE uznawała za niedemokratyczne.
Ostatnio reżim został przyparty do muru kryzysem gospodarczym, a Rosja chce podnieść sąsiadowi ceny ropy. Dlatego Łukaszenka szuka zbliżenia z Unią Europejską. Zwolnił więźniów politycznych, pozwolił na legalny kolportaż kilku niezależnych gazet. W listopadzie otwarto w Mińsku biuro Europejskiego Radia dla Białorusi - niezależnej stacji z siedzibą w Polsce. Ale zaledwie kilka dni temu aresztowano Siergieja Kowalenko, członka Białoruskiej Partii Konserwatywno-Chrześcijańskiej. Ośmielił się zawiesić na stojącej w centrum Witebska choince zakazaną przez Łukaszenkę biało-czerwono-białą flagę. Aresztowanemu grozi do sześciu lat więzienia. Czy Łukaszenkę należy więc zapraszać do Polski?
- Związek Polaków na Białorusi, któremu przewodzi Andżelika Borys, wciąż nie ma możliwości legalnego działania. Jeśli do lipca Łukaszenka pokaże, że chce z nami rozmawiać i pozwoli na reprezentowanie Polaków, można się zastanowić nad zaproszeniem. Inaczej miałbym wątpliwości - mówi Andrzej Pisarnik, członek Rady Naczelnej ZPB.
- Łukaszenkę dyskwalifikują grzechy popełnione wobec opozycji i wolności mediów. Będzie jednak rządził jeszcze długo, więc jeśli chcemy wciągnąć Białoruś do Europy, to z oporami, ale powinno się go zaprosić na uroczystości. I rozmawiać - uważa Wacław Radziwinowicz, dziennikarz "Gazety Wyborczej".
Dotychczasowa polityka wciągania Białorusi w orbitę Unii Europejskiej za pomocą małych ustępstw za każdy przejaw demokracji nie przyniosła efektów. - Być może bezpośrednie rozmowy z Łukaszenką przyniosłyby więcej, ale wychodząc z propozycją takich kontaktów, nie możemy zapominać, że będą one prowadzone z przedstawicielami kraju wybranymi w sposób niedemokratyczny - podkreśla dr Adam Eberhardt, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Europoseł i były szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Zalewski (PO) sugeruje, by z zaproszeniem dla Łukaszenki poczekać do ostatniej chwili. Z kolei Paweł Kowal, europoseł PiS twierdzi stanowczo: - Łukaszenka nie przestrzega standardów demokratycznych i nie ma podstaw by sądzić, że to się zmieni. Dlatego nie ma powodów, by go zapraszać. Wszyscy zgadzają się tylko co do jednego - ktoś z Białorusi powinien być pod Grunwaldem.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl