>>
Co zrobić, gdy kot choruje na astmę? Poza tym przed komisją ds. wyjaśnienia afery hazardowej stanęli minister finansów Jacek Rostowski oraz Marek Wagner, szef kancelarii premiera w okresie rządu Leszka Millera.
Jacek Rostowski w marcu 2008 roku skierował projekt zmian w ustawie o grach i zakładach wzajemnych do uzgodnień międzyresortowych. Jedną z zasadniczych modyfikacji, jakie wprowadzała nowelizacja, było rozszerzenie katalogu gier obciążonych dopłatami o te, które nie są objęte monopolem państwa. Zrównać to miało obciążenia podatkowe tak, aby prywatni przedsiębiorcy nie byli uprzywilejowani w stosunku do gier państwowych.
Odciążyć budżet Franciszek Stefaniuk (PSL): - Dlaczego zdecydował się pan rozpocząć prace nad projektem zmian w ustawie hazardowej?
Jacek Rostowski: - Nowelizacja ustawy hazardowej miała odciążyć budżet. Z dopłat, jakie wnosiła, miała być sfinansowana budowa Stadionu Narodowego na Euro 2012. Dopłatom sprzeciwiał się ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki. Powiedziałem mu, że chciałbym, aby tym sposobem jego resort zrezygnował z niektórych roszczeń względem budżetu. Po tej rozmowie minister sportu zgodził się na dopłaty.
Nie było nacisków Beata Kempa (PiS): - Czy wiceminister Jacek Kapica zasygnalizował panu zainteresowanie ówczesnego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego zmianami w ustawie hazardowej?
Jacek Rostowski: - Wiedziałem, że wiceminister Kapica ma częste kontakty z przewodniczącym Chlebowskim. Nie dałem mu żadnych wytycznych w tej sprawie, bo uważałem, że nie było takiej potrzeby.
Pytany o naciski firm prywatnych i lobbystów, minister finansów odpowiedział, że żadnych nacisków nie pamięta: - Żadna z firm nie interweniowała u mnie osobiście - stwierdził.
Pięć miesięcy ciężkiej pracy Tak o pracach nad ustawą hazardowa w jej zespole mówiła przed komisją Zyta Gilowska.
Nowelizacja, nad którą pracowała ona i jej zespół, była pierwszą próbą objęcia dopłatami gier nieobjętych monopolem państwa i sfinansowania z nich organizacji Euro 2012 w Polsce. Prace nad rozwiązaniami toczyły się w 2007 roku. Ostatecznie projekt został wycofany w listopadzie 2007 roku.
Mirosław Sekuła (PO): - Podobno Totalizator zatrudnił za 20 mln dol. jakiegoś profesora, który miał monitorować Ministerstwo Finansów. Pisała o tym prasa.
Zyta Gilowska: - Taką informację uznałabym za mitomanię. Ministerstwo Finansów nie działa w próżni. Za czasów rządów PiS byliśmy odcięci od świata. To potężna struktura, takie naciski nie są możliwe.
Mówiła także: - Wszyscy wiedzieliśmy o tym, że Totalizator zabiegał o rozwiązania korzystne dla siebie. Na ich miejscu też bym zabiegała - powiedziała. Podczas prac nad ustawą było kilka kwestii spornych: - Nie chcieliśmy tworzyć martwego prawa, tylko przepisy, które pozwolą na wyegzekwowanie od właścicieli automatów o niskich wygranych rejestracji dochodów. Chcieliśmy narzucić sektorowi prywatnemu wymagania, które będzie mógł spełnić.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl