>>
Pies policyjny działa jak broń Faktycznej liczby ofiar nie sposób oszacować - zginęło prawdopodobnie od 100 do 300 tysięcy ludzi, z czego niewiele ponad 40 tysięcy pochowano w masowych grobach. Pozostali leżą pod gruzami lub na ulicach. Podobnie ranni. Ci, którzy ocaleli, boją się deszczów oraz towarzyszących im epidemii cholery i malarii. Nawet ci, którym udało się trafić do prowizorycznych szpitali, nie są bezpieczni. Według relacji doktor Jennifer Furin dla New York Times, pracującej w tymczasowym szpitalu ONZ niedaleko stolicy, jeśli pomoc nie nadejdzie w ciągu doby, 30 proc. spośród 300 pacjentów umrze. - Zabiją ich zakażenia, gangrena albo po prostu głód - mówi Furin.
Ale jest też dobra wiadomość, znalazł się zaginiony Polak. Przysłał rodzinie e-maila z Peru. Okazało się, że podczas trzęsienia był na Dominikanie.
Walka o żywnośc i samosądy Haitańska organizacja pozarządowa CARE szacuje, że wśród tych, którym trzęsienie ziemi zabrało wszystko, jest około 37 tysięcy ciężarnych - niektóre z nich rodzą na ulicach, wśród gruzów.
Brakuje wszystkiego. Miliony ludzi nie mają nawet wody - piją skażoną, z publicznych źródeł, co tylko przybliża wybuch epidemii. Pomoc płynie, ale brakuje jakiejkolwiek koordynacji w jej przyjmowaniu i rozdzielaniu. Na lotniskach koczują tysiące ludzi, dosłownie polując na maszyny nadlatujące z wodą i żywnością. Na ulicach miast dochodzi do makabrycznych samosądów ludzi podejrzanych o kradzieże. Po stolicy Port-au-Prince krążą bandy szabrowników. Słychać strzały, ale nigdzie nie widac policji. Z Haiti nie ma praktycznie żadnej łaczności - działają wyłacznie telefony satelitarne - "Co mi z tego, że mam telefon, skoro nie mam go jak naładować - tutaj nie ma prądu" - tak brzmią relacje ocalałych, zamieszczane na serwisie Twitter.
Polacy już ratują W powietrzu panuje tłok i chaos, więc wiele jednostek kierowanych jest na lotniska w sąsiedniej Dominikanie. Także polscy ratownicy, którzy z kraju wyruszyli w piątek, nie mogli lądować w Port-au-Prince, tylko zostali skierowani na lotnisko w Santo Domingo. Stamtąd wynajętymi samochodami ruszyli w stronę Haiti, ale podróż opóźniły blokady na granicy oraz potwornie zniszczone drogi. A pomoc ratowników, jak zresztą każda, jest potrzebna tym bardziej, że w sobotę na Haiti znów zatrzęsła się ziemia. Wstrząsy wtórne miały siłę 4,5 stopnia w skali Richtera i dopełniły dzieła zniszczenia wobec budynków, które ocalały z wtorkowego trzęsienia. W stolicy ludzie wybiegli na ulice i koczowali tam, bojąc się wrócić do domów. Trzeba było także przerwać wszelkie działania ratunkowe.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl