http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Miłość w czasach śnieżycy

mista
2010-01-17, ostatnia aktualizacja 2010-01-17 22:40

Im bardziej sroga zima, tym bardziej zadowoleni producenci łopat do odśnieżania, mechanicy samochodowi i kopalnie soli. Ale w tym roku pogoda cieszy także serwisy randkowe i demografów, którzy liczą, że ze srogich mrozów wyniknie jesienny baby boom


Fot. DYCZEK
>> Pies policyjny działa jak broń

Do tej pory portale randkowe były przewidywalne. Któryś z 30 tego typu serwisów (np. Randki.pl, Cafe.pl, Sympatia.pl) odwiedzają co miesiąc ok. 3 mln Polaków. Ich aktywność zwiększa się o kilkanaście procent dwa razy w roku: w ostatnich tygodniach przed wakacjami (gdy młodzi ludzie kończą szkołę) oraz na tydzień przed Walentynkami (tuż przed 14 lutym internet zalewają reklamy serwisów randkowych). Potem wszystko wraca do normy. Liczba profili (dziś to ponad 10 mln) rośnie powoli, o kilka procent rocznie.

Jednak wszystko wskazuje na to, że tej zimy coś popsuło ten monotonny schemat.

Kryzys, mróz i nowy rok

- W ostatnich tygodniach notujemy ponad 20-proc. wzrost aktywności użytkowników. Dotyczy to zarówno liczby nowych rejestracji, jak i ilości wizyt osób już zarejestrowanych - mówi Marcin Szymonik z serwisu Randki.org. Podobnie jest na innych portalach. Skąd to ożywienie, skoro do Walentynek jeszcze daleko?

- Mróz za oknem i wyjątkowo uciążliwa masa śniegu odstraszają nas od wychodzenia z domu, odwiedzania klubów i umawiania się na mieście ze znajomymi. Nawet w pojedyncze dni, gdy mróz jest większy, obserwujemy więcej "randkowiczów" przed monitorami - mówi Szymonik. Według niego ruch dodatkowo podkręca początek nowego roku. - Ten okres w ogóle sprzyja wyznaczaniu sobie noworocznych postanowień, także tych dotyczących znalezienia drugiej połówki - mówi.

Ewa Sapieja z serwisu Sympatia.pl dodaje, że za wzmożoną miłosną aktywnością internautów może stać też kryzys ekonomiczny: - Na całym świecie spowodował on wzrost zainteresowania serwisami randkowymi. Ta tendencja musiała dotrzeć też do nas. Nie od dziś wiadomo, że we dwoje lepiej, ale i taniej. Można więc stwierdzić, że kryzys ma jedną pozytywną stronę - dzięki niemu zacieśniają się więzi, ludzie intensywniej odczuwają potrzebę bliskości i wsparcia - mówi Sapieja.

Była zima, będzie baby boom

Kryzys trwa jednak dobry rok, a zima i ruch w internetowych randkach - od kilku tygodni. Ten związek widać w całej spowitej mrozem Europie. W Niemczech mówi się o 20-proc. wzroście liczby nowych randkowych profili, a serwis BBC News donosi, że na angielskich portalach tego typu ruch zwiększył się od 30, nawet do 50 proc. (według portalu obecny styczeń to jeden z najgorętszych okresów na tego typu serwisach). Jak napisał wczorajszy "Sunday Telegraph" - brytyjskie położne i ekonomiści przewidują w Wielkiej Brytanii jesienny baby boom, spowodowany właśnie surową zimą z początku stycznia. "Zakłóciła ona codzienną rutynę wielu gospodarstw domowych, zmuszając małżonków i partnerów do siedzenia w domu, czasem bez prądu lub gazu, a to sprzyja lepszemu poznaniu się i zbliżeniu" - pisze gazeta.

Jacque Gerrard, dyrektorka Królewskiego College'u Położnych nie wyklucza nawet, iż zostanie pobity ubiegłoroczny rekord poczęć ostatnich 15 lat, wynoszący 791 tys.

Czy jesienią czeka nas baby boom?

Nie - nawet podczas mrozu pamiętamy o pigułce
Prof. Irena Kotowska, szefowa Zakładu Demografii SGH
W zamierzchłych czasach, gdy nie było możliwości kontroli urodzeń, faktycznie warunki pogodowe wpływały na demografię. Srogie zimy mogły powodować, że ludzie, pozostając w domach i nie mając innej rozrywki, częściej zajmowali się sobą. Jednak dziś przecież nie ma powodów, by osoby, które na co dzień kontrolują kwestie płodności, nagle przestały to robić.
Z drugiej strony częstsze niż zwykle kontakty na randkach internetowych mogą wpłynąć na to, że pojawi się więcej par. Jednak tu znów daleka droga do tego, aby wpłynęło to na demografię. Użytkownicy musieliby w końcu odejść sprzed komputerów i po prostu fizycznie się spotkać, a temu - jak można wywnioskować z ich zachowań - na razie aura nie sprzyja.

Tak - im większe zaspy, tym więcej dzieci
Wiesław Łagodziński z Głównego Urzędu Statystycznego
W ciągu roku obserwujemy dwa okresy wzmożonych liczb poczęć - letnie przesilenie i wakacje oraz okres związany z karnawałem, który rozpoczyna się już w Boże Narodzenie. O ile w tym pierwszym większą liczbę poczęć wymusza na nas biologia, o tyle za ten drugi odpowiada nie tylko atmosfera zabawy i rodzinnego ciepła, lecz także aura. Jeśli tak jak teraz powoduje ona szereg perturbacji, które wybijają nas z rytmu (jak ograniczenie w komunikacji i naszej mobilności), wielu z nas szuka możliwości zbliżenia z druga osobą. Wzrost liczebności randek, nawet jeśli ma tak jak teraz miejsce w internecie, będzie skutkował zwiększeniem się miłosnych zbliżeń, a to doprowadzi do jakiegoś wzrostu poczęć. Wygląda to dziwnie, ale nawet w tym nowoczesnym świecie - w którym bardziej niż kiedyś ludzie potrafią kontrolować liczbę urodzeń - działają prawidłowości, które sięgają w zamierzchłą przeszłość.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Miłość w czasach śnieżycy xolaptop 18.01.10, 21:06

    Nareszcie jakaś dobra wiadomość, a nie ciągłe narzekanie. A tak się martiono,że nie będzie miał kto na nasze emerytury pracować.»