- To dziwne, że za tak młodym chłopakiem ciągle chodzą aż trzej kamerzyści. Dobrze, że ja nie czułem takiej presji, kiedy byłem w jego wieku - mówił w 2008 roku Austriak Thomas Morgenstern, najlepszy wówczas zawodnik świata. Mistrz olimpijski z Turynu był jednym ze świadków dramatu cudownego dziecka polskich skoków. Klimek, o którym głośno zrobiło się w 2004 roku, gdy jako dziesięciolatek skoczył w Zakopanem aż 135,5 metra, przed dwoma laty swą ukochaną skocznię opuszczał ze łzami w oczach. Po słabych treningowych próbach na 102. i 101. metr, w kwalifikacjach zanotował zaledwie 88,5 metra. Dalej lądowali nawet przedskoczkowie.
- To dziecko pójdzie spać ze świadomością ciężkiej porażki - mówił Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.
Ale Murańka na dalekie loty nie miał wtedy szans. Przez cały dzień musiał walczyć z wagą (tuż przed kwalifikacjami wypił dwa litry wody, dociążono go też ołowianymi blaszkami, które przymocowano do butów) i nisko ustawionym rozbiegiem, który nie pozwolił mu rozwinąć na najeździe odpowiedniej prędkości.
- Dziś Klimek osiąga już dużo lepsze szybkości, jest też bardziej odporny psychicznie - twierdzi pierwszy trener zawodnika Józef Jarząbek. - To prawda, jest silniejszy, szybciej jeździ, łapie też automatyzm i mniej kombinuje. Bo jak się w skokach za dużo myśli, to wyników nie ma - mówi Krzysztof Murańka.
Sam Klimek formę, która dała mu miejsce w dwunastce polskich skoczków zgłoszonych do jutrzejszych kwalifikacji, zasygnalizował w weekend, wygrywając dwa konkursy FIS Cup w Szczyrku i wyrównując rekord skoczni Skalite (107 metrów).
- Tym razem z jego rywalizacji z najlepszymi skoczkami świata powinny płynąć same korzyści - zapewnia Adam Celej, trener kadry młodzieżowej, który tydzień po Zakopanem zamierza zabrać Klimka na mistrzostwa świata juniorów do niemieckiego Hinterzarten.
- Tam syn będzie walczył z chłopakami nawet 20-letnimi. Niektórzy piszą, że Klimek to 16-latek, a do tego brakuje mu jeszcze ośmiu miesięcy. Za osiem miesięcy to on będzie jeszcze dużo silniejszy i lepszy - mówi Krzysztof Murańka.
Ojciec Klimka cały czas mocno wierzy w syna, ale w ciągu dwóch lat, które minęły od jego debiutu w Pucharze Świata, wiele się nauczył. - Cośmy robili, tośmy robili. Klimek w Pucharze Świata zadebiutował tak wcześnie, jak nikt inny na świecie. Mieliśmy ambicje pędzić z nim, ile się da. I przez to znalazł się sponsor [firma Indeco]. Ludzie nie zapomną tego, co złe, bo tacy już są, lubią wieszać na innych psy. Ale my to już zostawiliśmy. Klimek to twardy chłopak, więc przestał się przejmować i teraz na wszystko patrzymy spokojnie - mówi.
Według spokojnych prognoz Murańki seniora, Klimka stać na skok, który zapewni mu udział w piątkowych zawodach: - Na pewno nie poleci 130 metrów, bo tu rozbieg będzie niziutki, ustawiony tak, żeby Gregor Schlierenzauer, Simon Ammann i Adam Małysz nie zrobili sobie krzywdy. Jak pojadą z "siódemki", a tak pewnie będzie, to powinien skoczyć 115 metrów. Jak tyle będzie miał w pierwszym treningu, to ja już będę wiedział, że może do konkursu awansować.
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl