Z Robertem Mateją, asystentem trenera Hannu Lepistö, rozmawia Łukasz Jachimiak
Tysiące ludzi na trybunach, świetna atmosfera i dalekie skoki Adama Małysza - tak będzie wyglądał weekend w Zakopanem?
- Wierzymy, że tak.
To znaczy, że na treningach w Wiśle i Szczyrku Adam wreszcie poprawił kierunek odbicia z progu?
- Kierunek był dobry, bo przecież Adam ciągle mieścił się w pierwszej dziesiątce. My próbujemy to poprawiać, bo chodzi o to, żeby Adam był nie w czołowej dziesiątce, tylko w pierwszej trójce.
W Zakopanem na podium Pucharu Świata Małysz stawał już siedem razy. Wskoczy na nie jutro i w sobotę?
- On do każdych zawodów mobilizuje się na 100 procent, ale tu potrafi się sprężyć jeszcze mocniej. Bardzo lubi Zakopane, kibice go niosą, da z siebie 120 procent i będzie dobrze.
Może poniesie go też nowy kombinezon? Macie już gotowy strój na nadchodzące igrzyska olimpijskie?
- Jest jeszcze czas, można mieć lepszy kombinezon. Firma, która szyje nam stroje, wciąż szuka nowych rozwiązań.
Z jakiego kraju jest ta firma?
- Z Polski. I to jest bardzo dobra sytuacja, bo można w każdej chwili podjechać, coś poprawić, zmienić.
A gdybyście mogli dostawać kombinezony z Austrii, Małysz skakałby w nich?
- Austriacy mają swoją firmę i nie ma możliwości, żeby uszyła ona coś dla innej reprezentacji. Każdy kombinuje, jak może, tajemnice trzyma tylko dla siebie.
Hannu Lepistö prowadził kiedyś austriacką kadrę. Może dzięki temu zna niektóre z jej tajemnic?
- Rozwiązania z czasów pracy Hannu z Austriakami nie są już stosowane. Austriacy mają nieograniczony dostęp do wszelkich nowinek technologicznych, specjalny sztab ludzi, który pracuje nad kostiumami, stosuje najlepsze szwy i najlepsze materiały. Wszystko jest na bieżąco sprawdzane w tunelu aerodynamicznym, z którego my możemy korzystać tylko czasami. Jeszcze kiedy ja skakałem, Austriacy wszystko wymyślali jako pierwsi. Każdy wie, że oni projektują kombinezony najlepiej i dzięki temu zyskują na odległości.
Podpatrują ich wszyscy, ale chyba podejrzeć tak naprawdę nie potrafi nikt?
- Da się podejrzeć te kombinezony, ale co z tego, skoro później trzeba to uszyć?
Skoro mówi pan, że widać różnice między ich kombinezonami a strojem Małysza, to proszę powiedzieć, o co chodzi.
- O to, że oni potrafią oszukać przy kontroli. Jak skaczą, to widać, że kombinezon jest na sto procent za duży. Ale jest tak uszyty, że na kontroli wydaje się dobry.
Kombinezon powiększa się w locie, a na kontrolę się zmniejsza?
- No, na kontroli jest dobry.
Może stosują podobny trik, jak kiedyś z opuszczonym krokiem?
- To już stara historia, FIS ją zna, wie, że przed skokiem kroki naciągało się jak najniżej, a podczas kontroli ściągało się wszyte od wewnątrz paski i krok szedł w górę, przez co kombinezon był ok. Tym razem to raczej kwestia materiału.
Kiedyś Norwegowie chowali pod kaskami kaptury, przez które do kombinezonów miało dostawać się powietrze i zwiększać ich powierzchnię. Może trzeba wpaść na równie nietypowy pomysł?
- Myślę, że na igrzyskach ktoś może szukać takich nowinek i próbować wykorzystać różne kruczki w przepisach.
A wy co zamierzacie zrobić?
- Cały czas intensywnie pracujemy nad sprzętem. Przez dwa ostatnie dni, które Adam spędził w domu, ja i Hannu nie mieliśmy ani chwili wytchnienia. Na dzisiejszych treningach i w kwalifikacjach Adam będzie próbował nowych rzeczy. Pomysł mamy, ale nie wiemy, czy wypali, bo teoria często jest różna od praktyki.
Te kombinezony są naprawdę aż tak istotne? Nie lepiej więcej uwagi poświęcić treningom?
- Ale my wcale nie odpuszczamy treningów. W Wiśle i Szczyrku testowania kombinezonów było mało, bo nie chcieliśmy, żeby Adam się zajechał.
A w sumie w tym sezonie w ilu kombinezonach skakał już Małysz?
- Przetestował ich bardzo dużo. Od lata na pewno ponad 20.
Źródło: Dziennik Metro