Po zwycięstwie nad Czechami (35:34) Polacy są w komfortowej sytuacji. W grupie I o awans do półfinałów biją się jeszcze: Chorwacja, Islandia, Dania i Norwegia. W grupie II karty rozdają nasi srebrni i brązowi medaliści mistrzostw świata. Jeśli Polacy pokonają Francję, zajmą w tabeli pierwsze miejsce i prawdopodobnie wyeliminują z turnieju najlepszą drużynę ostatnich lat. Podopieczni Claude'a Onesty w ubiegłym roku wygrali mundial w Chorwacji, a w roku 2008 sięgnęli po złoto igrzysk w Pekinie. Jeśli w Austrii wywalczyliby mistrzostwo Europy, byliby pierwszą drużyną w historii, która ustrzeliła taki hat-trick w niespełna trzy lata.
Myśli o kolejnym złocie znakomici Nikola Karabatić, Thierry Omeyer oraz bracia Bertrand i Guillaume Gille'owie muszą jednak odłożyć na później. Dziś ich celem jest zwycięstwo nad niepokonanymi dotąd na Euro podopiecznymi Wenty. W potęgę polskich szczypiornistów wierzą Hiszpanie, których los zależy od nas. Zespół Valera Rivery Lopeza o godzinie 18.30 zagra z niemającą już szans na awans Słowenią. Jeśli wygra, wyprzedzi Francję w tabeli. Na jak długo - okaże się po naszym meczu, który rozpocznie się o 20.30.
- Zagramy normalnie. Nie kalkulujemy, nie kombinujemy. Na pewno wolelibyśmy, żeby z naszej grupy obok nas wyszli Hiszpanie, bo już ich na tych mistrzostwach ograliśmy. I gdybyśmy spotkali się z nimi w finale, mielibyśmy przewagę psychologiczną - mówi Mariusz Jurasik. - Ale Francuzi tanio skóry nie sprzedadzą, w końcu to mistrzowie świata i olimpijscy. Ostatnio nie mogliśmy z nimi wygrać, mam nadzieję, że się przełamiemy - dodaje.
Nasi szczypiorniści do starcia z trójkolorowymi przygotowywali się nietypowo. - Dałem chłopakom wolne - mówi o wczorajszym dniu Wenta. Przed południem kadrowicze spotykali się z rodzinami i znajomymi. Po obiedzie, już we własnym gronie, spacerowali po Innsbrucku.
Po raz pierwszy na turnieju szkoleniowiec zrezygnował z przeprowadzenia treningu. Pełne ręce roboty miał za to sztab medyczny naszej ekipy. Doktor Maciej Nowak sprawdzał jakość sześciu szwów, którymi ratował głowę Tomasza Rosińskiego w meczu z Czechami. Fizjoterapeuci Jerzy Buczak i Krzysztof Rudomina zajmowali się podkręconym stawem skokowym Artura Siódmiaka, obolałą łydką Karola Bieleckiego, przeciążoną kostką Marcina Lijewskiego i kontuzjowanym barkiem jego brata Krzysztofa. - Nie dzieje się nic, z czym byśmy sobie nie poradzili - uspokaja Nowak.
- Jesteśmy po pięciu meczach, każdy z nas czuje zmęczenie, każdego coś boli. Ale w ogóle o tym nie myślimy. Dowód dał Michał Jurecki, który po potężnym ciosie w nos i kontuzji kolana w meczu ze Szwecją wrócił do nas błyskawicznie i od razu pokazał, że możemy na niego liczyć - mówi "Metru" Bartosz Jurecki.
"Dzidziuś", którego koledzy zaczęli nazywać też Robocopem, imponuje nie tylko żelaznym zdrowiem, ale też poczuciem humoru. - Dobrze, że z Czechami zagraliśmy taki mecz. Gdybyśmy prowadzili dziesięcioma bramkami, to każdy by powiedział "dobra, już wszystko jasne, przełączę telewizor na jakiś film". A tak ludzie obejrzeli sobie i trochę sportu, i trochę horroru - żartuje rozgrywający niemieckiej Lubeki.
Hororrów, przynajmniej chwilowo, dość ma Wenta. - Do meczu z Czechami na pewno wrócimy. I już nie będzie skakania z radości. Zrobiliśmy mnóstwo prostych błędów - mówi trener, który dziś oczekuje od drużyny zwycięstwa, mimo że... może ono jej zaszkodzić!
Wszystko za sprawą systemu kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw świata. Na mundial do Szwecji awans bez eliminacji zapewnią sobie trzy najlepsze drużyny Euro 2010. Jeśli do półfinału razem z nami awansowałaby Francja, przepustki na szwedzki turniej mielibyśmy w kieszeni, bo trójkolorowi są obrońcą tytułu i udział w MŚ mają zapewniony z urzędu. - W sporcie nie wolno kalkulować. Jak zaczynasz to robić, to później plujesz sobie w brodę - przekonuje Wenta.
Źródło: Dziennik Metro