+ Praca u podstaw. Polscy szczypiorniści zarzucają Związkowi Piłki Ręcznej, że nie popularyzuje dyscypliny wśród najmłodszych. - Wciąż prosimy Związek, by opracował program, który zachęcałby dzieciaki do grania w piłkę ręczną. Stworzenie czegoś takiego kosztuje, ale trzeba zainwestować. Nie może być tak, że wszędzie brakuje wyszkolonych trenerów, że jak się już w piłkę ręczną gdzieś gra, to na betonowym boisku i pod okiem nauczyciela wf-u, który często nie zna zasad - mówi nam Szmal.
+ Campy jak u Gortata. To byłby jeden z elementów pracy u podstaw. Latem ubiegłego roku po Polsce jeździł Marcin Gortat. Nasz jedynak z NBA zorganizował serię spotkań z najmłodszymi adeptami koszykówki. Cieszyły się ogromną popularnością. Grający na co dzień w Polsce Mariusz Jurasik, Tomasz Rosiński czy Piotr Wyszomirski na pewno chętnie spotkaliby się z dzieciakami marzącymi o karierze szczypiornistów, sprzedali bakcyla na ręczną. W akcję, oczywiście w ramach możliwości, chętnie włączyliby się i ci, którzy grają w Bundeslidze. - Trzeba działać, bo inaczej nasza reprezentacja przeminie, nikt nas nie zastąpi i dyscyplina znów będzie zapomniana - mówi Karol Bielecki.
+ Strona internetowa. O tym też mówił Bielecki. Marzy mu się profesjonalna witryna dotyczącą kadry. Fani mogliby się dowiedzieć, jak idzie "Kasie" czy "Dzidziusiowi", dokąd na wakacje wybiera się "Lijek", jak święta spędzają Bartłomiej Jaszka czy Mateusz Jachlewski. W serwisie znalazłyby się też informacje, kiedy i gdzie kadrowicze grają mecze i w jakiej stacji je zobaczymy oraz przepisy gry, krótkie porady od mistrzów i adresy klubów, w których można rozpocząć treningi. Nasi zawodnicy są zgodni, że informacje, jakie na temat ich i drużyny przekazuje w swym serwisie Związek Piłki Ręcznej, są ubogie.
+ Mistrzostwa. Marcin Lijewski już rok temu, po brązowym medalu mistrzostw świata, w rozmowie z "Metrem" stwierdził, że fani mogliby zostać z piłką ręczną na dłużej, gdyby na własne oczy przekonali się, jak fantastyczny to sport. Teraz jest na to szansa. Związek podpisał umowę sponsorską z firmą PGNiG. - To duży sponsor, który może pomóc w zdobyciu wielkiego turnieju - twierdzi Szmal. - Sam chętnie podpiszę się pod apelem: "Żądam, aby Związek Piłki Ręcznej w Polsce wraz z Polskim Komitetem Olimpijskim oraz wszystkimi władzami i przyjaciółmi piłki ręcznej zgłosił kandydaturę naszego kraju do organizacji mistrzostw świata i Europy" - mówi trener Bogdan Wenta. Prezes Związku Andrzej Kraśnicki twierdzi, że jeśli sponsorzy zdecydują się wesprzeć inicjatywę, a w kraju powstanie jeszcze jedna hala (za dobre uznaje areny w Łodzi, Gdańsku i Katowicach), ZPRP o mistrzostwa będzie walczył.
+ Marketing. - Chcemy kierowanie wieloma sprawami powierzyć specjalistycznym, doświadczonym firmom - mówił dwa lata temu na łamach "Metra" prezes Kraśnicki, kiedy pytaliśmy, jaki ma pomysł na zreformowanie federacji. Tymczasem po trzech latach od zdobycia przez piłkarzy Wenty wicemistrzostwa świata w ZPRP nowej, świeżej siły nie widać. - Musimy iść śladem siatkówki. Tam jest wspaniały marketing, bo w pewnym momencie w Związku wymieniono sporo osób i wszystko zaczęło funkcjonować - ocenia Szmal.
+ Liga Światowa. Mocna pozycja siatkówki w polskim sporcie to efekt nie tylko wymiany ekipy nią rządzącej, ale też podarunku od losu. Takim były rozgrywki Ligi Światowej. To wizyty w Polsce sław z Brazylii, Holandii, Rosji czy Włoch sprawiły, że nasze hale zaczęły się wypełniać. Grzegorz Kita, prezes firmy Sport Management Polska, uważa, że piłce ręcznej potrzebny jest odpowiednik takich rozgrywek. Proponujemy, by ZPRP wystąpił do światowych władz o utworzenie tego typu rozgrywek albo zdecydował się na cykliczne, rokroczne rozgrywanie w kraju towarzyskiego turnieju, na który zapraszałby kilka drużyn ze światowej czołówki.
+ Liga krajowa. Siła siatkówki, do której równać chce i powinna piłka ręczna, tkwi także w krajowych rozgrywkach. PlusLiga ma świetną oglądalność i opinię. Szlagierowe spotkania są transmitowane przez otwarte stacje telewizyjne. W Polsce grają światowe gwiazdy, kuszone nie tylko wysokimi gażami, ale i perspektywą sukcesu w europejskich pucharach. Tymczasem liga piłki ręcznej to wyścig bogatego i profesjonalnie zarządzanego Vive Kielce, które zaczyna liczyć się w Europie, z płocką Wisłą. Ta pozycję lokalnego giganta budowała przez lata, genialnie pracując z młodzieżą. Reszta jest tłem. Szarym, kłującym w oczy. Nie może być tak, że zespół walczący o medale mistrzostw Polski swoje mecze rozgrywa w szkolnej salce. A drużyna, która zyskuje prawo gry w pucharach, nie zgłasza się do rozgrywek, bo nie ma pieniędzy na sfinansowanie zagranicznych wyjazdów. - Związek ma monopol, ustala przepisy, system rozgrywek, czy się z tym zgadzasz, czy nie - skarży się Wenta, który już w 2007 roku mówił na naszych łamach: - Wyodrębnienie rozgrywek ze Związku pomogło rozwinąć się ligom koszykarskiej i siatkarskiej. W naszej dyscyplinie też byłby to dobry krok.
+ Kluby. Za mało jest piłki ręcznej w wielkich miastach. Gdzie dziś jest wielkie przed laty Wybrzeże Gdańsk? Co z Warszawianką czy naprawdę mocnym Śląskiem Wrocław (obecny plącze się w końcówce tabeli)? Naszym zdaniem to wynik zaniedbań poszczególnych ośrodków. Brakiem zainteresowania sponsorów nie można zasłaniać się w nieskończoność. Czas działać. Te wielkie drużyny można odbudować, powołując sekcje młodzieżowe, zaczynając pracę u podstaw.
Źródło: Dziennik Metro