>>
Ludzie i węże - czytaj na Cafe Animal
Trwają ostatnie przymiarki do piątkowej debaty premiera Donalda Tuska z internautami. Szef rządu zwołał ją po protestach wywołanych projektem ustawy, w której proponuje się stworzenie rejestru witryn zawierających tzw. treści niedozwolone oraz umożliwiające organizowanie gier hazardowych bez zezwolenia. O wpisie do rejestru miałby decydować sąd na wniosek policji, skarbówki lub Służby Celnej. Operatorzy usług internetowych musieliby blokować takie strony. Organizacje zrzeszające internautów twierdzą, że powstanie takiego rejestru i blokowanie witryn to zamach na wolność panującą w sieci.
Premier zwołał spotkanie nie tylko dlatego, że zrobiły na nim wrażenie protesty. Internauci zagrozili, że w razie przegłosowania ustawy w wersji rządowej, zwrócą się o jej zawetowanie do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W ubiegłym tygodniu spotkali się już nawet z szefem jego kancelarii Władysławem Stasiakiem, a ten zapowiedział dalsze rozmowy, być może z udziałem samego prezydenta.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, otoczenie premiera postara się, by w czasie jutrzejszego spotkania przedstawiciele internautów poczuli, że Donald Tusk nie zrobi jednak niczego, co mogłoby ograniczyć korzystanie z sieci. Ma o tym świadczyć już sama forma debaty. Każdy będzie mógł zadać premierowi pytanie z wykorzystaniem serwisów Facebook, BLIP, Twitter, Flaker i GoldenLine oraz na stronie Zapytajpremiera.pl. Można także nagrać swoją wypowiedź na video i umieścić w serwisie YouTube lub na Facebooku. Uczestnicy spotkania będą mogli przynieść swoje komputery.
Zapewne głównym powodem zmiany postawy szefa rządu jest rola, jaką internet może odegrać w tegorocznej kampanii prezydenckiej. Tam sztaby wyborcze zamierzają łowić przyszłych wyborców.
- Mam na internetową kampanię mnóstwo pomysłów, ale ich oczywiście nie zdradzę - mówi eurodeputowany PiS Adam Bielan, który najprawdopodobniej i tym razem będzie współtwórcą kampanii Lecha Kaczyńskiego. Bardziej rozmowny jest sekretarz parlamentarnego zespołu ds. informatyzacji, poseł Marek Wójcik z PO. - Najłatwiej będzie można dotrzeć z przekazem poprzez portale społecznościowe, na których spotykają się miliony internautów. Dobrym pomysłem jest też wrzucanie filmów na YouTube - twierdzi.
Żaden ze sztabowców nie ukrywa, że wzorem będzie kampania Baracka Obamy. Prezydent USA właśnie na portalach społecznościowych skrzyknął tysiące wolontariuszy, którzy później mailowali, dzwonili i odwiedzali w domach wyborców, zachęcając ich do oddania głosu na Obamę.
- W serwisach społecznościowych gromadzi się najwięcej internautów, więc to dobry pomysł na pozyskiwanie głosów. Nie spodziewam się jednak, żeby u nas wykorzystano to na taką skalę jak za oceanem - twierdzi Michał Olszewski, który opiekuje się portalami społecznościowymi w wydawnictwie Agora S.A.
Andrzej Olechowski zaczął nawet nawiązywać kontakty na GoldenLine. Jednak kierownictwo portalu, podejrzewając, że robi to za pośrednictwem asystentów, najpierw go zawiesiło, a później zlikwidowało konto. Za to sztabowcy Jerzego Szmajdzińskiego wykupili już domenę Superszmaja.pl. Komentarze internautów są miażdżące. Twierdzą, że postępowanie Olechowskiego i nazwa strony Szmajdzińskiego to przykłady jak zniechęcić przyszłych wyborców.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl