>>
Ludzie i węże - czytaj na Cafe Animal Kiedy w serii próbnej Gregor Schlierenzauer skoczył 142, a Simon Ammann - 140,5 metra, malkontenci skrzywili się na wcześniejsze 133 m Małysza, choć był to trzeci wynik w stawce. Nieco później stary lis pokazał, że kwaśne miny mogą mieć tylko ci, którzy w niego wątpili, głosząc, że w Vancouver będzie tłem dla najlepszych.
130,5 metra w pierwszej serii i 134 metry w finale - tak wspaniałe skoki oddał wczoraj lider naszej kadry. Schlierenzauer, w którym wielu widzi murowanego faworyta do olimpijskiego złota, na mistrzowskie loty Polaka odpowiedzi nie znalazł. Musiał zadowolić się trzecim miejscem, a do Małysza stracił aż 12 punktów. Do Ammanna - ponad 18.
Podwójny mistrz olimpijski z Salt Lake City z Małyszem wygrał w sumie o 2,5 metra. O tyle dalej Ammann skoczył w pierwszej serii. I już wtedy, pewny swego, przesyłał całusy i dumnie salutował kibicom.
Lider Pucharu Świata czuje się mocny, bo w bieżącym sezonie już dwunastokrotnie stawał na podium, w tym pięć razy na najwyższym stopniu. Małysz wczoraj wskoczył na nie po raz drugi (w grudniu był trzeci w Lillehammer). Ale styl, w jakim to zrobił jasno mówi wszystkim, którzy śledzą jego karierę, że triumfalny uśmieszek może wkrótce zniknąć z twarzy Ammanna.
- Skoki Adama są już bardzo powtarzalne. Wszystkie na bardzo wysokim poziomie, bez błędów technicznych. Ale to jeszcze nie jest ten pełen błysk. Adam jeszcze ma rezerwy. Tego samego o Ammannie bym nie powiedział. On dobrą formę utrzymuje od grudnia, a to trudne - ocenia Tajner.
Jak trudne, pokazują Austriacy. Podopieczni Aleksandra Pointnera w niedzielę w Oberstdorfie pierwszy raz w sezonie nie zdołali wywalczyć chociaż jednego miejsca na podium. Wczoraj wdrapał się na nie tylko "Schlieri". Zaraz za nim byli co prawda Wolfgang Loitzl, David Zauner i Andreas Kofler, ale gołym okiem widać, że bohaterowie są już zmęczeni.
- Ja ich nie skreślam, drużynę mają bardzo mocną. Możliwe, że ostrzej potrenowali, żeby w Vancouver nie zabrakło im sił i dlatego teraz są trochę przytępieni. Ale coś mi mówi, że tak naprawdę mają już problem z utrzymaniem formy - ocenia trener Jan Szturc.
- Bardzo się cieszę, że z Austriakami walczy już nie tylko Szwajcar, ale i Polak. Hannu Lepistoe gwarantował, że na igrzyska przyszykuje Adama najlepiej, jak potrafi i ja wiem, że on będzie przygotowany perfekcyjnie - cieszy się Tajner. - Małysz ciągle robi małe kroczki do przodu. Teraz trochę odpocznie, złapie świeżość i luz. Znam go. Wiem, że on może odpalić i zdecydowanie odlecieć wszystkim. To się zbliża - dodaje prezes.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl