http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dobry, lepszy, najlepszy, Małysz

Łukasz Jachimiak
2010-02-21, ostatnia aktualizacja 2010-02-21 19:52

Jestem w siódmym, ósmym, dziewiątym, a nawet dziesiątym niebie - cieszył się Adam Małysz. Polak w sobotę w Vancouver wywalczył srebrny medal igrzysk olimpijskich. Nie dał rady tylko Simonowi Ammannowi, ale Szwajcar sam przyznał, że regularnością nie może równać się z Adamem

Adam Małysz
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Adam Małysz
ZOBACZ TAKŻE
W grudniu skończy 33 lata. W tym wieku Matti Nykänen i Jens Weissflog o olimpijskich startach mogli mówić już tylko w czasie przeszłym. Fin i Niemiec, uważani za najlepszych skoczków w historii, swoje wielkie triumfy na igrzyskach święcili jeszcze przed 30. urodzinami.

Cztery lata temu, kiedy Małysz nie zdobył olimpijskich laurów w Turynie, pół Polski nawoływało go do zakończenia kariery. Przed rokiem, gdy słabo skakał w Turnieju Czterech Skoczni i odłączył się od kadry, by szukać pomocy u byłego trenera Hannu Lepistö, nielicznych czekających na kolejny zryw skoczka uznawano za fanatyków. Dziś gołym okiem widać, kto był ślepy. - Medal dedykuję wszystkim Polakom, a szczególnie tym, którzy we mnie wierzyli - mówił w sobotę Adam.

Najwybitniejszy sportowiec naszych czasów znów wzruszył miliony rodaków. Kiedy w pierwszej serii konkursu na dużej skoczni sędziowie przetrzymywali Małysza, nie dając mu ruszyć przy korzystnych podmuchach wiatru, denerwował się nawet Apoloniusz Tajner. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego jest zwykle oazą spokoju. Teraz, kiedy Adam szybował na 137. metr, darł się wniebogłosy z radości i emocji. A gdy w finale Małysz skoczył 133,5 metra, pewnie odpierając atak Gregora Schlierenzauera, Tajner szalał ze szczęścia. Jak my wszyscy.

Platyna za całokształt

Nie dało się tylko wygrać z jednym człowiekiem. W Vancouver Simon Ammann latał w innym wymiarze i oba złote medale zagarnął dla siebie. W sobotę w pierwszej serii był lepszy od Małysza o siedem metrów i już wtedy udzielał wywiadów dziennikarzom z całego świata. O mało nie spóźnił się na swój drugi skok, ale znów był najlepszy - wylądował o cztery i pół metra dalej niż Adam. Srebro Małysza było jednak spełnieniem marzeń jego i fanów. - Pogodziłem się już wcześniej z tym, że Simon startował tu jakby w innej konkurencji. Nikt z nim nie miał szans - mówił nasz bohater. Ale zaraz łamiącym się głosem dodawał: - Jestem bardzo dumny, ciężko mi mówić, bo kiedy słyszę okrzyki kibiców, łzy same napływają mi do oczu. Dziękuję Bogu. Modliłem się do Niego o spokój przed decydującymi skokami. Dziękuję, że mi się udało. Dziękuję też Hannu. To wspaniały trener.

- Najlepszy, z jakim pracowałem - rewanżuje się skoczkowi szkoleniowiec, który kiedyś prowadził samego Nykänena. - Te dwa srebrne medale Adama są moim życiowym sukcesem - twierdzi Lepistö, który przez lata trenerskiej kariery zdobył ponad 60 medali igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Fin dla Małysza zrezygnował z emerytury, którą spędzał m.in. w wygodnym fotelu komentatorskim Eurosportu. - Jeśli Adam poprosi, żebyśmy dalej pracowali, na pewno rozważę propozycję - zapowiada teraz.

Lepistö zdobył z Małyszem dwa srebra olimpijskie i złoto mistrzostw świata. Przyczynił się do tego, że Polak jest jedynym obok Nykänena (trzy złote i jeden srebrny) i Ammanna (cztery złote) skoczkiem, który na igrzyskach zdobył indywidualnie aż cztery medale. Z Hannu u boku Małysz wysunął się na czoło medalowej klasyfikacji wszech czasów dwóch najważniejszych imprez w skokach - igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, na których zdobył już dziewięć krążków. Ostatni z nich odebrał z rąk siedmiokrotnej medalistki olimpijskiej Ireny Szewińskiej. - Powiedziała mi, że przed igrzyskami mogła sobie wybrać dowolną ceremonię w Whistler. Wybrała konkurs na dużej skoczni, bo była pewna, że się spotkamy. To dla mnie zaszczyt - mówi Małysz, który znów odebrał mnóstwo SMS-ów z gratulacjami. "Dla mnie nie zdobyłeś złotego medalu, tylko platynowy. Za całokształt" - cytuje jednego z nich Adam i dodaje: - To wszystko jest piękne, bajkowe.

Czy bajka będzie trwać? Tajner zapewnia, że kontrakt z Lepistö zostanie przedłużony. Marzy mu się, podobnie jak polskim kibicom, by Małysz wystartował za cztery lata na igrzyskach w Soczi.

- Birger Ruud miał 37 lat, kiedy zdobywał olimpijski medal w Sankt Moritz? Ciekawe... - stwierdził Lepistö, kiedy dziennikarze pytali go, na ile realne są te marzenia. Małysz nie mówi nic. Tylko się uśmiecha.

Małysz i jego drużyna

- To jest jeszcze jedno z moich wielkich marzeń - mówi lider naszej reprezentacji o olimpijskim medalu w konkursie drużynowym. O ten Polacy bardzo chcą powalczyć dziś. - Celem jest piąte miejsce - studzi emocje trener kadry Łukasz Kruczek. Na takiej pozycji nasz zespół uplasował się cztery lata temu. Ale na igrzyskach w Turynie drużynie brakowało tego, na co teraz może liczyć - błysku Małysza.

Dziś na dużej skoczni w Whistler Olympic Park to on będzie największą gwiazdą, bo do konkursu nie zgłosili się Szwajcarzy. O formę Adama możemy być spokojni, a po jego kolegach obiecujemy sobie wiele. W sobotę dobrze spisali się Kamil Stoch (14. miejsce) i Stefan Hula (19. pozycja), słabiej Krzysztof Miętus (35. miejsce). Jeśli każdy z nich skoczy na miarę swych możliwości, Polaków będzie stać na walkę o podium.

Poza zasięgiem są tylko Austriacy. Groźni będą Niemcy, Norwegowie i Finowie, choć w ich składzie ma zabraknąć kontuzjowanego Jannego Ahonena.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów