http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Justyna biegnie dalej

Łukasz Jachimiak
2010-03-01, ostatnia aktualizacja 2010-03-01 20:20

Wracającą do kraju z igrzysk olimpijskich w Vancouver Justynę Kowalczyk witały na warszawskim lotnisku tłumy kibiców i dziennikarzy. - Nie spodziewaliśmy się takiego przyjęcia - mówił Aleksander Wierietielny. Trener cierpliwie rozmawiał z dziennikarzami, przed którymi jego podopieczna musiała... uciekać

Wczorajsze powitanie Justyny Kowalczyk na warszawskim Okęciu
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Wczorajsze powitanie Justyny Kowalczyk na warszawskim Okęciu
ZOBACZ TAKŻE
>> Jak zająć czas królika - czytaj na Cafe Animal

Ponad godzina oczekiwania, wszystko w okropnym ścisku i nerwach spowodowanych walką o najlepszą pozycję strategiczną. Każdy z blisko stu czekających na Justynę dziennikarzy myślał: im bliżej prowizorycznej sceny, na której Justyna powie "dzień dobry", odbierze bukiety kwiatów i odpowie na kilka sztampowych pytań, tym lepiej. Bo być bliżej królowej, to mieć szansę zatrzymać ją choć na moment.

Mistrzyni olimpijska na takie minirozmowy była gotowa. Kiedy wysłuchała pieśni, jaką odśpiewali jej krajanie z Kasiny Wielkiej (do stolicy razem z fanklubem Justyny przyjechał zespół Echo Zagórzan), kiedy już dała się wycałować oficjelom z wiceprezesem PKOl Andrzejem Kraśnickim i szefem PZN Apoloniuszem Tajnerem na czele, ruszyła w stronę reporterów. A oni wyszli jej naprzeciw. Wtedy Kowalczyk się cofnęła.

Szturmu mężczyzn uzbrojonych w kamery, aparaty fotograficzne, dyktafony i mikrofony nie wytrzymała barierka, wyznaczająca ich strefę pracy. Do akcji wkroczyli ochroniarze. Kiedy służby porządkowe na nowo zaprowadzały ład, Justynie dano mikrofon i odesłano na podest, który dopiero co opuściła. Królowa śniegu wzięła ze sobą czerwoną różę i pluszowego osiołka, którego podarowało jej "Metro". Usiadła i dała znak do rozpoczęcia "przesłuchania".

Zaczęło się przyjemnie. Ktoś zapytał żartem, czy Justyna zapłaciła cło za trzy olimpijskie medale, jakie przywiozła z Vancouver. - Zarobiłam porządną kasę, mogę zapłacić - śmiała się zawodniczka, która od samego Polskiego Komitetu Olimpijskiego zgarnęła pół miliona złotych premii.

Ale słodko było tylko przez moment. - Połowę igrzysk miałam zepsutą przez tę astmę - powiedziała Kowalczyk, kiedy wywołano temat choroby zawodowej jej rywalek. - Powiedziałam, co powiedziałam, bo coś z tym trzeba zrobić. To nienormalne, że 90 procent sportowców przyjmuje leki na astmę - mówiła Justyna. - Jeżeli ktoś twierdzi, że leki, które znajdują się na liście substancji zakazanych nic nie dają, to powiedzmy, że ja nie rozumiem tych list antydopingowych - stwierdziła.

Kowalczyk, zdobywając olimpijskie złoto, stała się drugim po Wojciechu Fortunie polskim sportowcem, który dokonał takiej sztuki na zimowych igrzyskach. Popularnością dorównała uwielbianemu Adamowi Małyszowi. Czy bohaterka boi się Kowalczykomanii? - Żadnych manii nie będzie. Mam tyle pracy, że to wszystko mnie ominie. Przecież trzysta dni w roku spędzam poza domem - przypomniała Justyna. - Ale to przecież moja pasja, moje życie. Jestem wielką szczęściarą, że robię to, co lubię, że spotykam świetnych ludzi i godziwie zarabiam - przekonywała.

Kowalczyk ani w głowie kończenie kariery. Ba, nie myśli nawet o dłuższym urlopie, choć na pewno na niego zasłużyła. Na swym koncie podopieczna Wierietielnego ma dwa tytuły mistrzyni świata i brązowy medal tej imprezy, cztery krążki olimpijskie, w tym złoty, Kryształową Kulę za wygranie Pucharu Świata i wielki triumf w cyklu Tour de Ski. - Oj, jeszcze dużo jest do wygrania - twierdzi mimo to Polka. - Choćby obronić Kryształową Kulę! - mówi Justyna.

Po drugi w karierze "kryształ" królowa nart już za chwilę rusza do Skandynawii. W domu będzie przez... jeden dzień - Nie czas na świętowanie. Mam świetny zespół, złożony z najlepszych fachowców na świecie. Najlepsi są moi serwismeni, mój trener, ja sama jestem najlepsza. Chcemy jeszcze wiele razy wracać do kraju w takiej chwale jak teraz, dlatego ruszamy do pracy - zakończyła Kowalczyk.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów