http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szczęśliwa trzynastka Realu

aq
2010-03-07, ostatnia aktualizacja 2010-03-07 17:44

Cud w Madrycie! Real przegrywał z Sevillą już 0:2, ale zdołał strzelić trzy gole. Nie tylko wygrał, lecz awansował także na pierwsze miejsce w tabeli, bo Barcelona straciła punkty w Almerii

Rafael van der Vaart podczas zwycięskiego meczy z Sevillą
Fot. PIERRE-PHILIPPE MARCOU AFP
Rafael van der Vaart podczas zwycięskiego meczy z Sevillą
ZOBACZ TAKŻE
>> Chcesz mieć kota? Sprawdź, jak wygląda kocia wyprawka

Trochę się obawiam, bo to będzie nasz 13. mecz u siebie w tym sezonie w lidze. A ludzie w Hiszpanii są przesądni - mówił przed starciem z Sevillą Cristiano Ronaldo. I bardzo długo wydawało się, że portugalski gwiazdor Realu może mieć rację. W 10. minucie Xabi Alonso, naciskany przez Álvara Negredo, tak pechowo interweniował, że wepchnął piłkę do własnej bramki. Siedem minut po przerwie Ivica Dragutinović wykonywał rzut wolny. Uderzył precyzyjnie, ale tak lekko, że Iker Casillas nie powinien mieć kłopotów. Ale miał. Piłka skozłowała przed bramkarzem Realu, który zresztą wyraźnie się spóźnił, i wpadła do bramki. 0:2!

- Sevilla nie zasłużyła na te gole. To były jakieś absurdalne trafienia, zwykły pech - mówił Casillas.

Za to golkiper Sevilli Andrés Palop miał mnóstwo szczęścia, choć trzeba przyznać, że bronił fantastycznie. Ale Real uparcie dążył do wyrównania. Po stracie drugiego gola Manuel Pellegrini rzucił do ataku Gutiego i Rafaela van der Vaarta i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ale po kolei. Goście cieszyli się prowadzeniem raptem 12 minut. Najpierw Cristiano Ronaldo, a potem Sergio Ramos - głową, po dokładnej centrze z rzutu rożnego van der Vaarta - wreszcie znaleźli sposób na Palopa. Do końca meczu pozostawało prawie pół godziny i wydawało się, że szturmujący "Królewscy" wydrą zwycięstwo. Ale znów przeszkadzał pech. Dwukrotnie z pomocą Palopowi przyszła poprzeczka, raz słupek. W 91. minucie wszyscy kibice na Santiago Bernabéu zerwali się już z miejsc, unosząc do góry ręce, ale piłka, zmierzająca do bramki po strzale Ronaldo, trafiła w Raula.

- Grali niesamowicie. Agresywnie i niewiarygodnie szybko. Ciężko było utrzymać ich z dala od naszego pola karnego. Nigdy nie widziałem tak silnego Realu - chwalił rywali szkoleniowiec Sevilli Manolo Jiménez.

Jego podopieczni bronili się rozpaczliwie, ale ostatni zryw "Królewskich" przyniósł im upragnionego gola. Z prawej strony dośrodkował Ramos, Gonzalo Higua~n zdołał jakimś cudem złożyć się do główki, którą odbił Palop, ale piłka trafiła wprost pod nogi van der Vaarta. Holender zdążył jeszcze ściągnąć koszulkę (za co dostał żółtą kartkę), a chwilę później dopadła go cała drużyna Realu, łącznie z rezerwowymi.

Po tym zwycięstwie "Królewscy" awansowali na pozycję lidera Primera División, bo Barcelona zaledwie zremisowała na wyjeździe z Almerią. Straciła też ukaranego czerwoną kartką Zlatana Ibrahimovicia, który bez piłki kopnął Cismę. Wcześniej arbiter odesłał na trybuny trenera Barcy Josepa Guardiolę.

- Za co? Zapytajcie sędziego - irytował się po meczu. Zapytany, czy nie czuje zbyt wielkiej presji, rozeźlił się na dobre. - Raczej nie - rzucił w stronę dziennikarzy.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów