Z byłym napastnikiem reprezentacji Polski, dziś komentatorem piłkarskim Grzegorzem Mielcarskim rozmawia Piotr Kalisz
Lider przegrywa drugi mecz z rzędu, tym razem z Arką, która w poprzedniej kolejce uległa Ruchowi Chorzów aż 0:3. A wicelider pada na deski po porażce z ostatnią w tabeli Odrą. Ligowy świat stanął na głowie.
- Szokuje zwłaszcza przegrana Legii [0:1]. To przecież nie wyższe umiejętności Odry zadecydowały o porażce wicelidera. To kwestia psychiki, nastawienia. Jak patrzyłem na twarze legionistów, to nie widziałem żadnej mobilizacji. Janek Mucha próbował coś krzyczeć, ale reszta stała i oglądała się na siebie. Może myśleli, że Odra jest tak słaba, że nawet jak zagrają na pół gwizdka, to i tak wygrają? Wisła natomiast jest źle przygotowana. Trener Maciej Skorża nie mógł na obozach skorzystać ze wszystkich zawodników, raz - przez kontuzje, dwa - bo część piłkarzy była na kadrze. Ale i tak porażka 0:1 z Arką jest dla mnie zadziwiająca. Widziałem w tym zespole jedną wielką dekoncentrację. Bramkarz Mariusz Pawełek popełniał szkolne błędy, a piłkarze ofensywni w czystych sytuacjach nie trafiali w piłkę. Broniącej się Arce było na rękę, żeby gra była rwana, było dużo szarpaniny, kopaniny. I co robili wiślacy? Przepychali się.
Te wyniki świadczą o słabości naszej ligi czy może o tym, że jej poziom się wyrównuje?
- Po prostu znakomita większość naszych piłkarzy pokazuje, że nie jest w stanie wychylić nogi poza polską piłkę ligową. Kiedy mają okazję pokazać, że potrafią grać na światowym poziomie, gdy w grę wchodzi presja, to co robią? Rozkładają ręce. Dlatego te mecze to dowód, że o prężnym eksporcie naszych zawodników za granicę możemy sobie tylko pomarzyć.
A może, jak chce trener Legii Jan Urban, to brak oddanych fanów ma wpływ na poziom polskiej ligi? Piłkarze nie mają dla kogo grać.
- Trener Urban grał w Hiszpanii i chyba nie zapomniał, jak to wygląda w Primera División? Największe gwiazdy Realu Madryt, gdy "Królewskim" gra się nie układa, są niemiłosiernie wygwizdywane. Nie ma sentymentów. Kto płaci za bilet, ten ma prawo wymagać. Przynajmniej tego, by ktoś zaczął się angażować w grę. Nic więcej.
Teraz Urbanowi (i przede wszystkim Skorży) grunt pali się pod nogami.
- Obaj stoją nad przepaścią, bo żaden właściciel nie akceptuje sytuacji, w której drużyna nie gra adekwatnie do warunków, jakie się trenerom stwarza. Te zespoły (plus Lech) są najsilniejsze w kraju. I nie powinny tracić bez sensu punktów. Jeszcze nie widzę podstaw, by Skorżę czy Urbana zwalniać, ale jeśli zdarzą im się kolejne wpadki, cierpliwość właścicieli się skończy.
Prymus: Jesteśmy dalecy od uznania, że pogromcy faworytów - Arka i Odra - zagrały wzorowo, ale i tak należy im się wyróżnienie za ambicję i starania uwieńczone sukcesem. Dla Arki wielki plus za nastawienie, bo piłkarze przed meczem zapowiadali, że jadą do Krakowa wygrać. I za wiarę. - Zawsze w nasz zespół wierzyłem i wiedziałem, że prędzej czy później uda nam się takiego silnego przeciwnika pokonać - stwierdził trener Dariusz Pasieka. Nagroda należy się też strzelcowi jedynej bramki, sprowadzonemu do Gdyni w przerwie zimowej holendersko-kongijskiemu napastnikowi Joëlowi Tshibambie za stawianie sobie wysoko poprzeczki. - Chcę być jak Drogba. Albo Anelka - mówi bohater. Odrę zaś stawiamy za wzór dodatkowo za pracę kolektywną. - Wstrzymałbym się z twierdzeniem, że Odra to monolit i zgrany zespół. Są momenty, w których nie ma zrozumienia, ale jesteśmy na dobrej drodze, by to zmienić - twierdzi ten, którego gol pogrążył Legię, Piotr Piechniak.
Ośla ławka: "Niestety, nie wykonaliśmy założonego celu", "Mieliśmy wygrać, ale mecz zakończył się porażką", "Nasza gra nie kleiła się" - to niektóre wypowiedzi legionistów po porażce z Odrą. Właśnie za to, o czym mówią piłkarze, wędrują nie na czoło tabeli, ale pod tablicę. Dodatkowo do kąta kibice powinni postawić trenera Urbana. Za tę pomeczową wypowiedź: - Nie można zrzucać całej winy za porażkę na kibiców, ale u nas to już norma, że po straconej bramce zaczyna się nerwówka na trybunach i zawodnicy nie wytrzymują takiej presji.
Na naganę zasłużyli też wiślacy. Miał być smakowity tort dla Arkadiusza Głowackiego na uczczenie 10-lecia debiutu w Wiśle, a po porażce z Arką był tylko niesmak. - Na pewno walki o mistrzostwo nie odpuścimy, choć nadszedł czas, by trochę się nad sobą zastanowić - mówi Głowacki. A lepszego miejsca do przemyśleń niż ośla ławka nie ma.
Źródło: Dziennik Metro