>>
Jak adoptować psa ze schroniska i nie żałować "Ale to już było i nie wróci więcej", śpiewała Maryla Rodowicz. "Nic dwa razy się nie zdarza", pisała Wisława Szymborska. "To se ne vrati" - nuciła znów, ale tym razem po czesku, Rodowicz. A jednak! Czas cofnął się o kilka lat. Przy Reymonta w Krakowie i na Łazienkowskiej w Warszawie na ławkach trenerskich znów zasiądą Kasperczak i Białas. Następcy zwolnionego Macieja Skorży i Jana Urbana mają już za sobą debiuty w nowych starych zespołach, bo poprowadzili je w tym tygodniu w rozgrywkach Pucharu Polski. Ale w sobotę po raz pierwszy pokierują swoimi drużynami w lidze i przed własną publicznością.
Prowadząca w tabeli Wisła drugi raz w przeciągu trzech dni zmierzy się z szóstą drużyną ekstraklasy Lechią Gdańsk. Cele "Białej Gwiazdy" w tym meczu są znane. Wisła chce przede wszystkim zagrać lepiej niż w środę w Gdańsku, gdzie w ćwierćfinałowym meczu PP padł bezbramkowy remis. Po drugie - wygrać wreszcie spotkanie, bo po przerwie zimowej liderowi ekstraklasy ta sztuka się jeszcze nie udała. A trzecia sprawa wiąże się z drugą - strzelić pierwszego w tym roku gola. Kasperczak od poniedziałku, kiedy został nowym szkoleniowcem Wisły, głowi się, jak poprawić skuteczność zespołu. Stara się wspierać Pawła Brożka, którego niemoc strzelecka trwa od 24 października ubiegłego roku. - On za dużo myśli nad tym, że musi się przełamać. Gdyby miał więcej zaufania do siebie, to by strzelał - ocenia Kasperczak, nawiązując do akcji z meczu z Lechią, kiedy w sytuacji sam na sam Brożek niepotrzebnie podawał do kolegi z zespołu. Doświadczony szkoleniowiec wierzy też w możliwości ofensywne drugiego z braci Brożków - Piotra, którego przesunął z lewej obrony na lewą pomoc. - Trener mnie sprawdza i myślę, że jak tak zostanie, to z meczu na mecz będę grał coraz lepiej. A kiedy strzelimy bramkę? Prędzej czy później na pewno coś wejdzie - zapewnia wiślak.
Kibice przy Reymonta mają nadzieję, że bramki padną raczej prędzej niż później, bo "Biała Gwiazda" ma już tylko dwa punkty przewagi nad drugim w tabeli Lechem, trzy nad Legią i raptem pięć i sześć "oczek" nad czwartym Ruchem Chorzów oraz piątym GKS-em Bełchatów, które dziś zmierzą się ze sobą w Chorzowie.
Taki sam ból głowy jak Kasperczak ma Białas. Piłkarze Legii właśnie przeżywają największy spadek formy od trzech lat. Licząc spotkanie pucharowe z Ruchem (które zagrali już pod wodzą Białasa), przegrali trzy kolejne mecze 0:1. Nowy stary trener musi poprawić skuteczność zespołu. - Kłopoty Legii zaczęły się od kontuzji Takesure'a Chinyamy. On strzelał, a gdy go zabrakło, jest z tym problem - mówi Białas. Szkoleniowiec chce grać dwoma napastnikami, ale ci nie są w pełni sił. Bartłomiej Grzelak i Marcin Mięciel borykali się w tym tygodniu z przeziębieniem. Jest jeszcze Dong Fangzhuo, ale Chińczyk, który ma za sobą występy w Manchesterze United, na razie wygląda na zagubionego. I to dosłownie. Wczoraj spóźnił się na trening, bo poszedł na boczne boisko, gdy cała drużyna trenowała na głównym. Ale i tak ze zwycięstwem Legia nie powinna mieć kłopotów, bo na Łazienkowską przyjeżdża Śląsk Wrocław. Drużyna Ryszarda Tarasiewicza w trzech meczach zdobyła zaledwie jeden punkt. Jeśli znów spisze się słabo, trener wyląduje na dywaniku u prezesa klubu. A tu żadnych sentymentów nie będzie.
Program 21. kolejki Piątek: Arka Gdynia - Cracovia Kraków (17.45)
Ruch Chorzów - GKS Bełchatów (20, C+ Sport)
Sobota: Legia Warszawa - Śląsk Wrocław (14.45)
Wisła Kraków - Lechia Gdańsk (16, C+ Sport)
Korona Kielce - Odra Wodzisław (17)
Zagłębie Lubin - Polonia Warszawa (19.15)
Niedziela: Piast Gliwice - Polonia Bytom (14.45)
Lech Poznań - Jagiellonia Białystok (17, C+ Sport)
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl