http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trzy berła dla polskiej królowej

Łukasz Jachimiak
2010-03-21, ostatnia aktualizacja 2010-03-21 20:25

Justyna Kowalczyk wreszcie dobiegła do mety sezonu 2010/2011. - To był mój najlepszy sezon w karierze. Wygrałam w nim wszystko - mówiła wczoraj w Falun Polka. Nasza królowa śniegu w Szwecji przegrała z Marit Bjorgen i... papierem ściernym, ale i tak odebrała trzy Kryształowe Kule

Justyna Kowalczyk
Fot. ANDERS WIKLUND / SCANPIX AFP
Justyna Kowalczyk
ZOBACZ TAKŻE
Po piątkowym popisie Polki w biegu na 2,5 km stylem klasycznym zanosiło się na jej wielki triumf w finale Pucharu Świata. W przedłużonym sprincie, na trasie którego do pokonania była słynna Mördarbacken, czyli Mordercza Góra, Kowalczyk wyprzedziła Bjorgen aż o 8,7 sekundy.

Na półmetku czteroetapowych zawodów Justyna była lepsza od Norweżki o 16,5 sekundy. Początek sobotniego biegu łączonego na 10 km podopieczna Aleksandra Wierietielnego też miała imponujący. Prowadziła po 1/4 trasy, wygrała pierwszą lotną premię, powiększając w ten sposób przewagę w "generalce" finału. Niestety, w biegu po wielką wygraną Polka musiała się zatrzymać, bo do jej narty przykleił się papier ścierny, jakiego używają serwismeni. - Nikt go nie wrzucił na trasę specjalnie. Znalazł się w torach przypadkiem, niestety przykleił się do narty Justyny i łapał po drodze wszystko - opowiada serwismen Polki Rafał Węgrzyn.

Ten kawałek papieru, a później także elementy folii i nawet guma do żucia spowolniły Justynę tak bardzo, że na półmetku była dopiero 23. Po zmianie nart Justyna odrobiła część strat i przesunęła się na 12. miejsce, ale do Bjorgen, która wygrała, straciła aż 51,5 sekundy.

Dokładnie 50 sekund po Norweżce Polka wybiegła na trasę wczorajszego biegu na dochodzenie. Biegu, niestety, nudnego. Od startu było jasne, że Norweżka nie straci tak pokaźnej przewagi, pewne było też, że Kowalczyk nie dogonią startujące blisko minutę po niej Szwedki Anna Olsson i Charlotte Kalla oraz Norweżka Kristin Stoermer Steira. Do wspólnego ataku zebrały się dwie ostatnie, zostawiając na trasie Olsson, która specjalizuje się w sprincie. Ale Kowalczyk Kalla i Steira nie zagroziły, podobnie jak Justyna nie zbliżyła się do Bjorgen. Na podium ostatniego biegu sezonu i tym samym finału Pucharu Świata stanęły trzy mistrzynie olimpijskie z Vancouver. Szczęśliwa była Kalla, bo osiągnęła to przed własną publicznością, zadowolona była Bjorgen, bo zwycięstwo i awans na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ było dla niej wspaniałym prezentem na 30. urodziny, które wczoraj obchodziła, ale prawdziwą królową była Kowalczyk.

Podczas wszystkich najważniejszych dekoracji to ona stała na najwyższym stopniu podium, odbierając Kryształowe Kule za biegi na dystansach, sprinty i za wszystkie zsumowane starty. - Wygrałam Kule, wygrałam Tour de Ski, wygrałam igrzyska. Teraz jadę na pokazowe zawody do Rosji, gdzie spędzę kilka dni. Później wyjeżdżam na zasłużone wakacje - mówi Justyna, która jako pierwsza zawodniczka w historii zdobyła w sezonie ponad 2000 tysiące punktów (dokładnie 2064).

- Te punkty i miejsca teraz dla nas już się nie liczyły. Sezon skończyliśmy w Oslo, kiedy Justysia była czwarta w sprincie i zapewniła sobie ostatnią Kulę. Później była już tylko przyjemność i praca na kolejny sezon. Bo ma być równie dobry - twierdzi trener Wierietielny.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów