http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sprawa Marek pod lupą komisji

Łukasz Jachimiak
2010-03-22, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 17:43

Zarząd Polskiego Związku Narciarskiego powołał wczoraj specjalną komisję, która przeprowadzi śledztwo w sprawie dopingu polskiej narciarki Kornelii Marek. Autorytety ze świata sportu mają znaleźć tego, kto podał zawodniczce EPO

Kornelia Marek
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Kornelia Marek
ZOBACZ TAKŻE
>> Czesi ważą piwo dla psów

Kornelia Marek nie jest już zawodniczką polskiej kadry biegaczek narciarskich, nie dostaje stypendium, a wkrótce zostanie zdyskwalifikowana przez Międzynarodową Federację Narciarską i pożegna się ze sportem na co najmniej dwa lata. To efekt jej dopingowej wpadki z igrzysk olimpijskich w Vancouver. Czy kara spotka też tego, kto pomógł zawodniczce przyjąć erytropoetynę, czyli hormon zwiększający wydolność organizmu?

Tak, o ile winnego uda się znaleźć. Właśnie tym zajmie się specjalna komisja dyscyplinarna, którą wczoraj w Krakowie powołał Polski Związek Narciarski. Jak będzie wyglądało śledztwo?

- Czy komisja będzie chciała zrobić konfrontacje podejrzanych, badać ich wariografem, czy dochodzić prawdy w jeszcze inny sposób, okaże się wkrótce - mówi "Metru" sekretarz generalny PZN Grzegorz Mikuła. Dodaje, że do dyspozycji komisji będą wszyscy podejrzani. Być może już dziś wyjaśnienia złoży przed nią sama Kornelia Marek, która na razie odmawia wszelkich komentarzy. W kolejnych dniach zeznawać powinni trener Wiesław Cempa, lekarz Stanisław Szymanik i fizjoterapeuta Witalij Trypolski, który obecnie przebywa w Kijowie. - Nie uciekł, jest w rodzinnym domu, a do Polski wróci, kiedy tylko dostanie od nas sygnał, że jest potrzebny - zapewnia Mikuła. To właśnie Trypolskiego o podanie EPO Kornelii oskarżają jej najbliżsi. - Nie wskazujmy winnych zbyt wcześnie. Trypolski robił zawodniczce zastrzyki, ale to przecież stały element jego pracy, którą wykonuje dla nas od pięciu lat - mówi Mikuła.

Nie chcemy nikogo, do niczego przypinać

Z Grzegorzem Mikułą, sekretarzem generalnym Polskiego Związku Narciarskiego, rozmawia Łukasz Jachimiak

Śledztwo w sprawie dopingu Kornelii Marek przeprowadzi specjalnie powołana komisja dyscyplinarna. Polski Związek Narciarski nie ma własnej?

- Uznaliśmy, że dochodzenie powinny prowadzić osoby spoza związku, żeby nikt nie zarzucał nam braku obiektywizmu. Postawiliśmy na autorytety ze świata sportu, a do pomocy daliśmy im prawnika.

Nie było pomysłu, żeby w tej komisji znalazł się chociaż Apoloniusz Tajner, prezes PZN?

- Nie będzie żadnego z członków zarządu związku, także dlatego, że zgodnie z regulaminem dyscyplinarnym PZN to zarząd jest ciałem, do którego ukarane osoby mogą się odwołać. Trudno, żeby ta sama osoba orzekała karę, a potem rozpatrywała apelację.

Kiedy poznamy efekty prac komisji?

- Komisja zacznie śledztwo niezwłocznie, może już dziś. Opracuje harmonogram, wskaże osoby, z którymi chce się spotkać. To wszystko stanie się w najbliższych dniach.

Kibice chcą jak najszybciej dowiedzieć się, kto podał zawodniczce EPO i czy rzeczywiście nie była ona świadoma, że bierze doping.

- My też stoimy na stanowisku, że w sporcie nie ma miejsca dla takich praktyk, dla niezgodnego z przepisami wspomagania i chcemy poznać prawdę. Wierzymy, że wszystko przebiegnie sprawnie. Zaapelowaliśmy do komisji, by działała w sportowym rytmie, ale podkreśliliśmy, że jeszcze bardziej niż na czasie zależy nam na rzetelnym zbadaniu sprawy.

Wiadomo już dokładnie, kto i kiedy stanie przed komisją?

- Konkretne decyzje, kto i kiedy zostanie wezwany, podejmie sama komisja.

Co zrobicie, jeśli nie uda wam się niczego ustalić? Sięgniecie po wariograf, o którym niedawno wspomniał trener Cempa?

- Czytałem wypowiedź trenera, wiem, że on chętnie poddałby się badaniu wariografem, ale nie mam pojęcia, czy prawo na to pozwala i czy takie badanie może być dowodem w sprawie. To mnie jednak nie interesuje, bo jako związek nie rozważaliśmy przypinania do jakichś urządzeń trenera czy kogokolwiek innego.

Uznaliście, że wystarczą słowa? Komisja doprowadzi do konfrontacji podejrzanych?

- To wyłącznie sprawa komisji czy będzie chciała zrobić konfrontacje, badać podejrzanych wspomnianym wariografem, czy w jakiś inny sposób dochodzić prawdy. Wszystko szybko się wyjaśni, procedury postępowania komisji nie będą ściśle tajne, nikt niczego nie będzie ukrywał.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów