http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zmierzch bogów

Łukasz Jachimiak
2010-03-30, ostatnia aktualizacja 2010-03-30 16:59

Liverpool przegrał w obecnym sezonie Premier League już 10 meczów. Juventus Turyn w Serie A - 11. Oba kluby są legendami europejskiego i światowego futbolu. Hiszpańska Valencia nieco im ustępuje, ale to też tuz nad tuzy, dwukrotny finalista Ligi Mistrzów. Dziś szczytem marzeń całej trójki jest udział w następnej edycji elitarnych rozgrywek

Stevan Jovetić (Fiorentina) i Fabio Aurelio (Liverpool)
Fot. Lorenzo Galassi AP
Stevan Jovetić (Fiorentina) i Fabio Aurelio (Liverpool)
ZOBACZ TAKŻE
Gablota z trofeami Juventusu jest imponująca: 27 tytułów mistrza Włoch, dziewięć krajowych Pucharów, dwa Puchary Mistrzów, trzy Puchary UEFA, po dwa Puchary Interkontynentalne i Superpuchary Europy. Ale to było kiedyś. "Stara Dama" zajmuje dopiero szóste miejsce w Serie A, tracąc do prowadzącego Interu Mediolan aż 15 punktów. Szczytem marzeń jednej z najbardziej utytułowanych drużyn świata jest kwalifikacja do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. W tym sezonie z elitarnych rozgrywek turyńczycy wylecieli z hukiem już w fazie grupowej. Decydujący mecz przegrali u siebie z Bayernem Monachium aż 1:4. Po kolejnych porażkach pracę stracił Ciro Ferrara, a Alberto Zaccheroni, który zastąpił go pod koniec stycznia, już teraz może rozglądać się za nowym zajęciem. Choćby dlatego, że i on przegrał 1:4. Z Fulham, w meczu 1/8 finału Ligi Europejskiej. - To była katastrofa. Jedna z najgorszych chwil w mojej karierze - mówi wprost kapitan Juve Alessandro del Piero.

Pocieszenie nie jest w cenie

O trofeum na otarcie łez walczą jeszcze Liverpool i Valencia. W pierwszych ćwierćfinałach Anglicy zagrają jutro w Lizbonie z Benfiką, a Hiszpanie podejmą Atletico Madryt. Ale dla jednych i drugich nie będą to najważniejsze mecze sezonu. Celem numer jeden jest walka o udział w następnej edycji Ligi Mistrzów. Gorzej, że do jesieni oba kluby mogą stracić swych najlepszych zawodników.

Rafa Benitez, trener, który na początku dekady święcił triumfy z Valencią, dwa razy wygrywając z nią ligę hiszpańską i doprowadzając do triumfu w Pucharze UEFA, na sukces czeka od kilku lat. Z Liverpoolem, do którego trafił w 2004 roku, Hiszpan wygrał Ligę Mistrzów, pokonując w pamiętnym finale Milan. Później był Superpuchar Europy, Puchar Anglii i Superpuchar Anglii. Aż nadeszły cztery chude lata.

- Musimy wygrywać i liczyć, że punkty będą tracić Tottenham i Manchester City - mówi dziś Rafa. Ale Liverpool w przyszłym sezonie najpewniej znów będzie skazany na grę w Lidze Europejskiej. - Moje miejsce jest w Anglii, w Liverpoolu - napisał mimo to na swej stronie internetowej największy gwiazdor klubu z Anfield Road, Fernando Torres. Problem w tym, że ulubieniec Beniteza może nie mieć wyboru. Klub ma aż 240 mln funtów długów.

Najlepsi dla szejków

Kłopoty mogliby, choć częściowo, rozwiązać bajecznie bogaci szejkowie, właściciele Manchesteru City. Ponoć za duet Torres - Steven Gerrard są w stanie zapłacić aż 140 mln funtów. Ostrzą sobie zęby także na wielką dwójkę z Walencji. Sprzedaż mistrzów Europy, Davidów Villi i Silvy, o których starają się także Chelsea, Manchester United, Real i Barcelona, może przynieść Valencii maksymalnie 100 mln euro. A to tylko kropla w morzu potrzeb. Bo odkąd sześciokrotny mistrz kraju zaciągnął kredyt na budowę stadionu - który zresztą wciąż nie jest gotowy, choć powinien już w marcu ubiegłego roku - dług rośnie w zastraszającym tempie. Dziś przekracza kwotę pół miliarda euro.

Aż takich problemów finansowych nie ma Juventus, ale i jemu trudno będzie wrócić na szczyt, bo po latach staczania się po równi pochyłej "biało-czarna" marka straciła na wartości. Włoskie media prześcigają się w wyliczaniu klubów, które latem będą licytowały się o Gianluigiego Buffona. Według nich bramkarz reprezentacji Włoch trafi do Manchesteru City, Bayernu albo Interu. Działaczy, którzy uparcie powtarzają, że Gigi nigdzie się nie wybiera, nikt nie bierze na serio. - Przed Juve daleka droga. Nie będzie im łatwo wyjść z kryzysu - twierdzi sam Michel Platini, szef UEFA, a niegdyś wielka gwiazda "Starej Damy".

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów