>>
Kot jest jak kapryśne dziecko Aż jedna trzecia kupionego na święta jedzenia może trafić na śmietnik. Najczęściej wyrzucamy chleb (46 proc.), ziemniaki (41 proc.) i wędliny (31 proc.). - Czy my w ogóle zdajemy sobie sprawę, że 20 proc. emisji gazów cieplarnianych pochodzi z żywności, która gnije na śmietnikach i wysypiskach całego świata? A taki gaz, który wydziela serek na wysypisku, jest 20 razy groźniejszym dla środowiska gazem cieplarnianym niż CO2 - mówi Joanna Blatnik z Federacji Polskich Banków Żywności.
- Każdy kilogram wyrzuconej wołowiny to zmarnowanie 50 tys. litrów wody, która została zużyta, by to mięso mogło powstać (woda do pojenia krów oraz wykorzystana w procesie czyszczenia). - Nie będę już nawet wspominała, ile energii marnujemy, wyrzucając do śmietnika chleb czy mleko w kartonie, których produkcja pochłonęła przecież ogromne ilości prądu - mówi Blatnik.
Bo pal licho, gdybyśmy jedynie odpadki. - Tymczasem rocznie wyrzucamy na śmietnik ok. 4 mln ton nienapoczętych nawet produktów, jeszcze w opakowaniu. W sumie można by nimi napełnić po brzegi trzy stadiony narodowe. (dla porównania, w Wielkiej Brytanii takie jedzenie stanowi aż 25 proc. wyrzucanej na śmietnik żywności).
Jeśli już zrozumiałeś, że wyrzucać jedzenia nie przystoi, masz alternatywę: możesz postanowić samemu zjeść to, co zostało (na stronie Niemarnuje.pl znajdziesz wiele sposobów, jak dłużej przechowywać jedzenie, a także masę przepisów, jak z wielkanocnych pozostałości przyrządzić smakowite dania), możesz też podzielić się nadwyżką jedzenia z potrzebującymi: - Dzwońmy do domów opieki społecznej, domów dziecka, ośrodków dla bezdomnych. To mit, że one nie potrzebują jedzenia. Ale najważniejsze - rozejrzyjmy się dookoła, może np. sąsiadka chętnie weźmie jogurt czy trochę sałatki - mówi Blatnik.
Ostatnio opisywaliśmy w "Metrze", że Polacy nie próbują nawet zaproponować sąsiadowi niepotrzebnej im już, ale sprawnej wciąż pralki czy mikrofalówki. Boimy się, że sąsiad się obrazi, że potraktujemy go jak biedaka. A co dopiero, gdy pójdziemy do niego z resztkami?
- Nie odwiedzajmy nikogo z rozgrzebaną sałatką, tylko ładnie opakujmy półmisek, przyozdóbmy go - radzi Blatnik. Według niej to może być świetna forma nawiązania z sąsiadem kontaktu, którego w dużych miastach brakuje: - Weźmy przykład z mniejszych miejscowości. Tam ludzie pożyczają sól, cukier, mąkę, a potem zanoszą sąsiadom kawałek ciasta, które upieką. I nikt się za to nie obraża.
Prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej ma inne zdanie: - Mieszkańcy blokowiska mogą się co najwyżej poznawać na spacerach z psami. Nawet gdyby sąsiad przyniósł wyśmienity smakołyk, to puknęliby się w czoło. I na pewno nie potrafiłby odwdzięczyć.
- Dlatego radziłbym raczej ciasto niż sałatkę. Zresztą jeżeli już zapukamy w drzwi sąsiada, to nie z byle jakim kupionym sernikiem, ale zrobionym własnoręcznie ciastem. Podkreślmy to w rozmowie. To będzie oznaczać, że nie tyle chcemy podzielić się jedzeniem, ale czymś, co sami zrobiliśmy - sugeruje dr Maciej Kowalewski, socjolog miasta z Uniwersytetu Szczecińskiego.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Podzieliłbyś się świątecznym ciastem z sąsiadem, a może masz już takie doświadczenia? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl