>>
Kot jest jak kapryśne dziecko Nawet nie musiałem sam szukać mieszkania. Wynajęła je dla mnie firma budowlana, w której pracuję - mówi Robert Kobus, który rok temu zdecydował się wyjechać z pogrążającej się w kryzysie Anglii i wylądował w norweskim Bergen. Niedawno ściągnął z Polski żonę i dwuletniego syna. - Żona dostała propozycję pracy w gminie. Zna świetnie angielski i uczy się norweskiego, więc będzie pomagać Polakom, którzy nie znają żadnego języka - opowiada.
Nieznajomość norweskiego to jeden z nielicznych problemów Polaków, którzy zdecydowali się na życie wśród fiordów. - W Londynie, gdzie mieszkałem przez cztery lata, właściciel kawalerki, którą wynajmowałem z kolegą, podniósł czynsz o 30 proc., potem zwolnili mnie z firmy kurierskiej. Brat od razu wybrał Norwegię i dobrze zrobił. Tu wszystko jest lepiej zorganizowane i zarobki wyższe niż na Wyspach - mówi z kolei Joachim Żak, który od pół roku kładzie dachy na budowie nowego osiedla mieszkaniowego na przedmieściach Oslo. W Londynie zarabiał 7 funtów za godzinę (26 zł), teraz dostaje 150 koron, czyli 77 zł. Dwupokojowe mieszkanie wynajmuje od gminy, która zorganizowała darmowy kurs norweskiego.
Kryzys, który wywołał wzrost bezrobocia na Wyspach i w Irlandii, z Norwegią obszedł się wyjątkowo łagodnie. To jeden z najbogatszych krajów na świecie. Ciągle buduje się tu tysiące dróg, mostów, wiaduktów, domów, statków. To raj dla doświadczonych i zahartowanych na Wyspach polskich budowlańców. Tym bardziej że pracy w liczącym 4,5 mln kraju jest więcej niż ludzi. Czeka się tu na cieśli, murarzy, glazurników, hydraulików, monterów, spawaczy, drogowców. Ale też na informatyków, lekarzy, stomatologów, pielęgniarki, a nawet przedszkolanki. - Jeśli ktoś zna przynajmniej angielski i potrafi szybko nauczyć się norweskiego, to może dostać pracę w przedszkolu lub w domu opieki - mówi Marta Kosowska, która rok temu przyleciała do Oslo z Radomia, gdzie przez dwa lata nie mogła znaleźć zatrudnienia. Teraz miesięcznie zarabia 16 tys. koron brutto (8 tys. zł).
Według nieoficjalnych danych polskiego konsulatu w Oslo, w Norwegii mieszka już 200 tys. Polaków (oficjalnie zarejestrowanych pracowników z Polski jest 50 tys.). Połowa przyjechała z kraju, reszta z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Szacuje się, że 11 proc. polskich imigrantów ma już norweskie obywatelstwo. Ponieważ do Norwegii przyjechali głównie młodzi (średnia wieku polskiego emigranta to 31 lat), szybko rośnie liczba polskich dzieci. 5 proc. spośród nich urodziło się już tutaj. To sprawiło, że od ubiegłego roku Polacy są najliczniejszą mniejszością narodową w Norwegii. Wyprzedzili Szwedów i Niemców.
W Norwegii można jednak narzekać na ceny. Zarabia się tu bardzo dobrze, ale to jeden z najdroższych krajów świata. Jeśli ktoś sam wynajmuje mieszkanie, wówczas za 35-metrowe lokum w Oslo musi płacić miesięcznie ok. 8-12 tys. koron (4-6 tys. zł). Chleb kosztuje 20 koron (10 zł), piwo w pubie studenckim 40 koron (20 zł).
Przedszkole dla każdego małego Polaka... w Norwegii Sylwia Węgrzyn, wychowawczyni w norweskim przedszkolu
- W Norwegii mieszkam od sześciu lat. Tu urodzili się moich synowie. Jakub ma teraz sześć lat, a Filip cztery. W Norwegii są fantastyczne warunki dla kobiet w ciąży. Gdy się trafia do szpitala, każda kobieta bez konieczności rezerwacji dostaje oddzielny pokój. Poród odbierają jednak tylko położne. Lekarz przychodzi jedynie w razie kłopotów. Dziecko cały czas pozostaje przy matce. Dopiero gdy kobieta jest zmęczona lub chce się przespać, przychodzi pielęgniarka. Cały pobyt pokrywa ubezpieczenie. Za nic się nie płaci. Polki mogą się czuć w norweskich szpitalach jak w Polsce, bo tu jest sporo naszych lekarzy i pielęgniarek. Mój lekarz też jest Polakiem.
W Norwegii nie ma żłobków. W przedszkolach jest podział wiekowy na dzieci od 0 do 2 lat i od 3 do 5. Żeby zapisać dziecko do przedszkola, wystarczy wysłać mejlem wniosek do gminy z trzema propozycjami przedszkoli, do których chce się wysłać dziecko. Gdy w tym najbliżej domu nie ma już miejsc, gmina sama szuka miejsca w kolejnym. W tej chwili każde dziecko w Norwegii ma miejsce w przedszkolu. Ale nie każda matka chce je tam posłać. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi o Norwegii, tutaj państwo woli, żeby dziecko pozostawało z matką jak najdłużej, bo uważa się, że tak najlepiej się rozwija. Gdy ktoś się na to zdecyduje, dostaje 3,3 tys. koron zapomogi (ok. 1,5 tys. zł). To tutaj nie jest dużo. Przedszkole kosztuje miesięcznie ok. 2,5 tys. koron. Dzieci mają zapewniony jeden posiłek - lunch, który przygotowują wychowawczynie. To najczęściej są kanapki i owoce. Do picia są zimne napoje. Śniadanie każde dziecko przynosi z domu w plastikowym pojemniczku. W odróżnieniu od polskich przedszkoli tu dzieci zdecydowaną większość czasu spędzają na powietrzu. Mają mnóstwo zajęć sportowych. Obaj moi synowie chodzili do przedszkola i dopiero tam nauczyli się mówić po norwesku, ponieważ w domu mówimy z mężem tylko po polsku.
Norwegia
Średnia pensja: 13500 tys. złotych
W Norwegii rodzicom przysługuje 46 tygodni płatnego w 100 proc. urlopu macierzyńskiego/tacierzyńskiego lub 56 tygodni urlopu płatnego w 80 proc.
Polska
Średnia pensja: 3288 złotych
W Polsce kobiecie przysługuje urlop macierzyński: 20 tygodni przy urodzeniu jednego dziecka przy jednym porodzie, 31 tygodni przy urodzeniu dwojga dzieci, 33 tygodnie przy urodzeniu trojga dzieci, 35 tygodni przy urodzeniu czworga dzieci, oraz 37 tygodni przy urodzeniu pięciorga lub więcej dzieci. Ojcowie mogą korzystać z tygodniowego urlopu tacierzyńskiego.
na podst. amb-norwegia.pl, GUS
>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl