>>
Bierzesz psa? Przygotuj się dobrze. Jak - czytaj na Cafe Animal - O energetyce jądrowej nie rozmawia się w Polsce w demokratyczny sposób. Rząd chce edukować społeczeństwo w sprawie atomu, ale na swoich warunkach i odpowiadając wyłącznie na wygodne pytania, które stawiają tylko ich eksperci - przekonywał podczas wczorajszej debaty Społecznego Instytutu Ekologicznego Radosław Gawlik, były wiceminister środowiska i ekolog ze stowarzyszenia Eko-Unia.
W Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, prowadzonym przez "Krytykę Polityczną", spotkali się wczoraj przeciwnicy inwestowania w energię atomową. Datę wybrano nieprzypadkowo - w poniedziałek minęły 24 lata od katastrofy w czarnobylskiej elektrowni.
Ekolodzy przekonywali, że rząd, decydując o budowie elektrowni atomowej, postawił Polaków przed faktem dokonanym, podobnie jak to zrobił na początku stanu wojennego w 1982 r., decydując o budowie pierwszej elektrowni atomowej w Żarnowcu.
- Pewnie i wtedy gen. Wojciech Jaruzelski był przekonany, że to jedyne rozwiązanie deficytu energii. Chyba premier Donald Tusk nie chciałby, aby jego styl dialogu ze społeczeństwem porównywać do stylu władz PRL? - prowokował Gawlik. Przez niemal godzinę wymieniał zagrożenia, jakie według ekologów niesie za sobą atom. Oto najważniejsze: ? wydobycie oraz przetworzenie uranu (paliwa dla elektrowni) niszczy środowisko i jest szkodliwe dla pracowników kopalni; ? elektrownie nie są w pełni bezpieczne, co kilka lat zdarzają się w nich poważne awarie (np. na Węgrzech w 2003 r.); ? brakuje pomysłu, jak bezpiecznie składować radioaktywne odpady atomowe; ? państwo inwestuje w energię jądrową kosztem jej innych alternatywnych źródeł, np. elektrowni wiatrowych; ? inwestując w atom, Polska uzależni się od ograniczonych zasobów uranu; ? koszty budowy elektrowni są wyższe niż twierdzi rząd.
W tym samym czasie, kiedy ekolodzy dyskutowali o minusach energii atomowej, kilka kilometrów dalej, w siedzibie PAP, fizycy z Państwowej Agencji Atomistyki przekonywali, że elektrownie jądrowe są genialnym pomysłem. - Mógłbym mieszkać w pobliżu elektrowni i wiedziałbym, że jestem bezpieczny - mówił Maciej Jurkowski, wiceprezes PAA. Eksperci z agencji tłumaczyli, że nowoczesne elektrownie w niczym nie przypominają tej, w której w 1986 r. na Ukrainie doszło do wybuchu. - Pytacie mnie, czy Czarnobyl może się powtórzyć. Nie może, ponieważ dzisiejsze reaktory, w tym te, które mają powstać w Polsce, to zupełnie inna, bardzo nowoczesna technologia. Taka awaria nie jest w nich możliwa - mówił Jurkowski.
- Jak przekonać społeczeństwo, by nie było protestów takich jak podczas budowy obwodnicy Augustowa w Dolinie Rospudy? - pytali ekspertów dziennikarze. Prof. Michał Waligórski, prezes PAA: - Nie przyszliśmy dziś po to, żeby przekonywać do inwestowania w energię atomową. Od tego są inne instytucje. Nerwy tu nie pomogą. Musimy zacząć rzeczowo ze sobą rozmawiać.
Na razie rząd przygotowuje tylko akcję informacyjną mającą oswoić nas z atomem. - Może jeszcze w wakacje po kurortach polskiego Wybrzeża zacznie jeździć autobus nuklearny ze studentami. Będą tłumaczyć plażowiczom, co to jest np. reaktor jądrowy - zapowiadał na łamach "Metra" Mirosław Lewiński, dyrektor Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki.
A co po wakacjach? - Billboardy, ulotki, książki, filmy telewizyjne o tym, jak żyje się w krajach, które mają elektrownie jądrowe.
Pierwsza elektrownia atomowa, jaka ma powstać w Polsce, stanie prawdopodobnie w Żarnowcu. Spore szanse mają również Klempicz w Wielkopolsce i Kopań w woj. zachodniopomorskim. Planowany rok uruchomienia - 2020.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl