Dwa lata temu, na igrzyskach w Pekinie była druga. Przed rokiem w holenderskim Zoetermeer zdobyła mistrzostwo Europy, a w estońskim Tartu - srebrny medal mistrzostw Starego Kontynentu w kolarskim maratonie. - Wolałabym mieć tęczową koszulkę mistrzyni świata niż to srebro. Ale tak naprawdę cieszę się z tego, że jestem zdrowa i mogę dalej jeździć - mówiła nam wtedy. Dwa tygodnie wcześniej jej kariera zawisła na włosku. Na treningu w australijskiej Canberze, gdzie odbywały się mistrzostwa świata, uderzyła twarzą w skałę, przeszła operację pod pełną narkozą i w Tartu jechała jeszcze ze szwami na twarzy. - Na moją psychikę ten wypadek negatywnie nie wpłynął. Z pokonywaniem zjazdów nie będę miała żadnych problemów - obiecywała. I - jak pokazał czas - wiedziała co mówi.
W drodze do Mont-Sainte-Anne Maja wygrała prestiżowy wyścig Pucharu Świata w słynącym z trudnej trasy włoskim Val di Sole (pokonała tam 109 konkurentek), a wcześniej sięgnęła po kolejny medal. W lipcu była druga na mistrzostwach Europy w Hajfie. W Izraelu do złota Polce zabrakło tylko 47 tysięcznych sekundy. Triumfu pozbawiła jej Szwajcarka Katrin Leumann, która i teraz będzie jedną z groźniejszych przeciwniczek.
- Najgroźniejsze będą moje towarzyszki z olimpijskiego podium, czyli Rosjanka Irina Kalentiewa [brązowa medalistka igrzysk, aktualna mistrzyni świata, która ten tytuł zdobyła także w 2007 roku] i Niemka Sabine Spitz [mistrzyni olimpijska i mistrzyni globu z roku 2003]. Uważać trzeba też na dwie Kanadyjki - Catharine Pendrel i Marie-Hélene Prémont - i około 10 innych zawodniczek - mówi nam Maja. - Ale koncentruję się na swoim zadaniu. Wiem, jak trudna jest trasa, zwłaszcza kiedy pada deszcz. A prognozy mówią, że będzie mokro - dodaje Włoszczowska.
- Wyścig będzie trudny, stawka bardzo się wyrównała, mocnych rywalek jest coraz więcej. Ale Maja pojedzie na sto procent swoich możliwości, jest świetnie przygotowana - mówi trener reprezentacji Polski, Andrzej Piątek.
W stawce 69 zawodniczek z całego świata poza Włoszczowską znajdą się jeszcze trzy Polki - Aleksandra Dawidowicz, Anna Szafraniec i Magdalena Sadłecka. One też są znakomicie przygotowane. - Nasza drużyna jest świetna. Ubiegły rok w rankingu państw zakończyłyśmy na drugiej pozycji. Ola Dawidowicz bardzo dobrze jeździ w Pucharach Świata, Ania Szafraniec na mistrzostwach w Australii była piąta. Wielka szkoda, że na igrzyskach w Londynie będziemy mieli tylko dwa miejsca - opowiada Włoszczowska, która w swej sportowej karierze marzy nie tylko o tęczowej koszulce, ale też o olimpijskim złocie. - To mój wielki cel, ale na razie koncentruję się na tym najbliższym. W tamtym roku tęczowa koszulka mi umknęła, a bardzo chcę ją wreszcie zdobyć - mówi Maja.
Źródło: Dziennik Metro