Na gdańskich, kieleckich, krakowskich czy łódzkich ulicach, co bardziej spostrzegawczy przechodnie, mogą natknąć się na zdobione żeliwne pokrywy włazu do studzienki kanalizacyjnej czy telekomunikacyjnej. W ubiegłym roku piękne włazy zafundował sobie na reprezentacyjnych ulicach Rzeszów - znalazły się na nich sylwetki najważniejszych zabytków. Ale w większości miejsc dominuje beton czy metalowa kratka na okrągłym włazie. To, że te niepozorne i na co dzień ignorowane przez nas (choć nie przez zbieraczy złomu) przedmioty mogą stać się prawdziwą ozdobą miasta udowodnili Japończycy. A brytyjski artysta Remo Camerota, filmowiec i fotograf wykształcony w Australii i zafascynowany sztuką ulicy, uwiecznił i pokazał światu w książce "Drainspotting" oraz na blogu www.drainspottingbook.blogspot.com.
Jego podróż po Japonii ze skierowanym ku ziemi obiektywem aparatu przyniosła fascynujące rezultaty. Camerota odkrył japońskie studzienki przypadkiem, kiedy przygotowywał książkę o graffiti z Kraju Kwitnącej Wiśni. - Kiedy fotografowałem kolorowe rysunki i murale od czasu do czasu natykałem się na te wspaniałe kawałeczki sztuki i tak podróżując z miasta do miasta zacząłem je fotografować, coraz częściej. W końcu stałem się łowcą skarbów z obsesją zebrania ich wszystkich - mówi Remo Camerota w wywiadzie dla CNN.
Co ciekawe, tę eksplozję sztuki na najniższym poziomie Japończycy zawdzięczają zwykłemu urzędnikowi, który w latach 80. stwierdził, że studzienki nie muszą być brzydkie i zainicjował produkcję pierwszych zdobionych pokryw. Dziś 95 proc. japońskich gmin zdecydowało się na zdobienie swoich studzienek, w obiegu jest prawie trzy tysiące wzorów. Miasta toczą między sobą małe wojny o najpiękniejsze studzienki. Nie zamawiają jednak projektów u znanych artystów, pokrywy przygotowują miejskie firmy według rysunków swoich pracowników.
Na bajecznie kolorowych pokrywach studzienek można zobaczyć faunę i florę regionu, samurajów i ninja, gejsze, wzory graficzne nawiązujące do japońskiej tradycji, smoki, zachodzące słońce, motywy z mangi i japońskiego teatru, ale też dzielnych strażaków w rozmaitych pozach z sikawkami i bez, z wozami strażackimi i bez. - Japońskie pokrywy często zawierają jako główny motyw symbole charakterystyczne dla danego rejonu lub miasta. Na przykład w mieście Kora na wszystkich pokrywach znajduje się żółw, symbol mądrości i długiego życia, a wokół niego pojawiają się miejscowe widoki, drzewa, mity, fajerwerki, łodzie, rzeki, ryby i inne morskie stworzenia. Motywy z baśni, dinozaury, bohaterowie anime - wszyscy mogą zostać połączeni - opowiada Camerota. Pewnie nie wszyscy nazwa to sztuką. Na pewno jest to sposób na rozjaśnienie szarej miejskiej ulicy. - W ten dyskretny, pokorny i wyjątkowo japoński sposób - kończy Remo.
Źródło: Dziennik Metro