Formuła 1 2010, kosztuje ponad 100 zł i znalazła się na drugim miejscu najlepiej sprzedających się tytułów w sieci Empik. Znaleźć ją można w każdym sklepie z elektroniką. Przyczyną jej popularności jest to, że po raz pierwszy możemy - jak zapewnia wydawca - w realistyczny sposób zasiąść za sterami bolidu F1 i poczuć się jak Robert Kubica.
Ale czar szybko pryska. Gdy zainstalujemy i zarejestrujemy tytuł przez internet, podając, że mieszkamy w Polsce, dowiadujemy się, że nie możemy grać przez sieć, ale także zapisywać postępów w grze. Zabawę za każdym razem trzeba zaczynać od nowa, co trwa nawet kilkanaście minut! Niektórzy radzą sobie z tym podając nieprawdziwe dane: e-mail bez końcówki .pl i inny kraj zamiast Polski np. Wielką Brytanię, choć taka działalność oznacza złamanie licencji.
- Wszystko jest zgodne z prawem, bo na opakowaniu gry znajduje się informacja, że usługa Games for Windows Live, nie jest dostępna we wszystkich krajach - broni się Agnieszka Lach, z Licomp Empik Multimedia, wydawca gry. Podaliśmy też adres strony internetowej na której można sprawdzić, których krajów to dotyczy. A dlaczego nie ma tam informacji, że problem ten dotyczy akurat Polski? Nie wiadomo.
Hubert Hatłas z firmy, która w imieniu Microsoftu odpowiada w Polsce za Games for Windows Live:
- Dobra wiadomość jest taka, że system ten będzie dostępny w naszym kraju w listopadzie. - To biznesowa decyzja firmy Microsoft. Do tej pory badania wskazywały, że potencjał tutejszego rynku nie był wystarczający, żeby wprowadzić tę usługę - nie ukrywa Hatłas.
A co z ludźmi, którzy już kupili niepełnowartościowy tytuł? - Także będą mogli w pełni korzystać z gry w listopadzie - zapewnia Hatłas. Co o lekceważeniu klientów sądzi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta?
- Opisana praktyka nie budzi naszych zastrzeżeń. O niedozwolonym działaniu moglibyśmy mówić jedynie wówczas gdyby konsument został wprowadzony w błąd. W tym przypadku tak się nie stało. Wydawca nie zapewniał, że korzystanie z tej usługi jest możliwe w Polsce - mówi Maciej Chmielowski z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Kłopot w tym, że gra, choć niefunkcjonalna jest zaledwie o kilkadziesiąt złotych tańsza niż w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie można korzystać z niej bez żadnych problemów. Czy to nie spowoduje, że zamiast kupić kolejny oryginalny tytuł, młodzi ludzie następnym razem, ściągną go z internetu? - Nie, piractwo nie może i nie powinno być alternatywą dla firm, które za nic mają konsumentów - mówi Konrad Niklewicz, dziennikarz gospodarczy Gazety Wyborczej. - Tego typu działania, mimo że zgodne z prawem są sprzeczne z dobrą praktyką kupiecką. Bojkot konsumencki to za duże słowa, ale zachęcam wszystkich, żeby nie płacili firmom, które nie szanują swoich klientów i sprzedają produkt wybrakowany.