Atutów, czytaj świetnych zawodników, naszej kadrze nie brakuje. Mamy Sławomira Szmala, bramkarza, uznanego przez Międzynarodową Federację Piłki Ręcznej (IHF) za najlepszego szczypiornistę 2009 roku. Mamy Karola Bieleckiego, po którego rzutach piłka potrafi osiągać prędkość 120 km/godz. Są, twardzi jak skała, bracia Bartosz i Michał Jureccy i doświadczony Krzysztof Lijewski, który wreszcie jest w pełni sił. Kogoś brakuje? Teraz wreszcie można powiedzieć, że już nie. Bo do kadry wrócił jej wielki szef - Grzegorz Tkaczyk.
Rozgrywający niemieckiego Rhein-Neckar Löwen zrezygnował z występów w reprezentacji Polski w 2008 roku, po igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Potem chciał wrócić, ale na przeszkodzie stawały kontuzje. Teraz jednak z piętą achillesową, tzn. z kolanem Tkaczyka wszystko jest w porządku.
- Znów chciałem zagrać z orzełkiem na piersi. Stęskniłem się też za chłopakami i atmosferą, jaka zawsze panowała w kadrze. Poza tym, dobrze się ze sobą czujemy, tworzymy też bardzo silny zespół, który może wiele osiągnąć. A ja chce być jego częścią - mówił Tkaczyk w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Z pewnością to na Tkaczyku i jego grze koncentrować będzie się uwaga polskich kibiców, ale drugim bohaterem będzie Bielecki. "Kola" w czerwcu tego roku, w meczu sparingowym w Chorwacji, podczas przypadkowego starcia z Josipem Valciciem doznał koszmarnej kontuzji, po której stracił oko. Wydawało się, że zakończy karierę, zresztą on sam zaraz po operacji mówił, że musi poszukać innego życia poza piłką ręczną. Nie znalazł. Choć lekarze prognozowali, że w szczypiorniaka zawodowo już nie pogra, Bielecki wrócił. Gra teraz w specjalnych goglach, sprowadzonych dla niego z USA. I to jak gra! Kilka dni temu, w meczu Pucharu Niemiec z TV Bittenfeld, wygranym przez Rhein-Neckar 39:28, rzucił rywalom... 11 goli!
- Nie mam żadnych problemów. Wszystko jest tak, jak było wcześniej. Inaczej widzę, ale nadrabiam to pracą na treningach i koncentracją. Oczywiście, były pewne kłopoty na początku, ale poprawiam się z każdym treningiem i popełniam coraz mniej błędów - mówi Bielecki.
Oprócz Ukraińców, rywalami biało-czerwonych w grupie eliminacyjnej są Portugalczycy i Słoweńcy. To ci ostatni wydają się najpoważniejszym przeciwnikiem, ale Tkaczyk przestrzega: - Ukraina to niewygodny rywal. Mocny fizycznie. To są bardzo duże chłopy, podobnie jak Rosjanie. To taka typowo ruska szkoła gry.
Ale 30-letni zawodnik nie wyobraża sobie innego wyniku niż wygrana Polski. Ktoś jest innego zdania?
Polska - Ukraina, godz. 17, TV4
Źródło: Dziennik Metro