http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziewczyna na siódemkę

Łukasz Jachimiak
2010-11-21, ostatnia aktualizacja 2010-11-21 19:54

Szwedzi robili wszystko, by w Gällivare to Charlotte Kalla wygrała pierwszy w sezonie start Pucharu Świata w biegach narciarskich. Zapłaciła za to m.in. Justyna Kowalczyk, ale Polka nie przejęła się nieczystymi zagrywkami organizatorów i wykonała swój plan

Justyna Kowalczyk
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Justyna Kowalczyk
ZOBACZ TAKŻE
W sobotnim starcie na 10 km stylem dowolnym Polka była siódma. Wczoraj biegnąc na pierwszej zmianie sztafety 4x5 km, pokazała, że już za tydzień w Kuusamo może nie mieć sobie równych.

Gdy kilka dni temu trener Aleksander Wierietielny skarżył się na warunki, w jakich zakwaterowano ekipę naszej mistrzyni olimpijskiej i świata, wielu mogło nie dowierzać, że jest aż tak źle. - Dom jest nieprzystosowany do zimy, podłoga zimna jak diabli. Kiedy ktoś korzysta z łazienki, budzą się wszyscy, bo woda w rurach huczy w całym domku. Szwedzi, Norwegowie, Finowie czy Niemcy są zakwaterowani w dobrej klasy hotelach. Ich posiłki składają się z kilku dań. My dostajemy po cztery ziemniaki i małym kawałku mięsa - wyliczał szkoleniowiec w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

W sobotę taki skromny posiłek, zamiast wyczekiwanej uczty, dostali od Szwedów polscy kibice. Ci, którzy ostrzyli sobie zęby na pierwszy od marca start naszej najlepszej sportsmenki przez całą transmisję zobaczyli ją tylko dwa razy - na starcie i na finiszu. Realizator uznał, że międzyczasy osiągane przez obrończynię Pucharu Świata nie są istotne. I zamiast Justyny pokazywał nie tylko toczące korespondencyjny bój o zwycięstwo Kallę i Norweżkę Marit Bjorgen, ale nawet zawodniczki, które nie liczyły się w walce o czołowe pozycje. - No widzi pan, już nie narzekałem, a Szwedzi jeszcze raz udowodnili, jacy z nich szowiniści. Nie mogą przełknąć, że Polka od dwóch lat jest najlepszą biegaczką na świecie - mówi Wierietielny.

Mimo wszystko trener z pobytu w Szwecji może być zadowolony. - Euforii nie ma, bo być nie może. Ani miejsce, ani tym bardziej strata aż minuty i 15 sekund do zwyciężczyni [wygrała Bjorgen aż 41 sekund przed Kallą] mnie nie satysfakcjonuje. Ale pobiegłam nieźle technicznie, mamy dobrą pozycję wyjściową do kolejnych startów i krok po kroku dojdziemy do wysokiej formy - tłumaczy jego podopieczna.

W sztafecie Kowalczyk pokazała, że w stylu klasycznym formy szukać już nie musi. Na pierwszej zmianie nasza mistrzyni była aż o 16,5 sekundy lepsza od Norweżki Vibeke Skofterud. Niestety, biegnące później Ewelina Marcisz, Paulina Maciuszek i Martyna Galewicz roztrwoniły przewagę i ostatecznie Polska zajęła dalekie, 17. miejsce (wygrały Norweżki przed Szwedkami i Włoszkami). Ale Justyna potwierdziła, że w sobotę w fińskim Kuusamo będzie główną faworytką "klasycznego" startu na 5 km. - W sprincie [piątek - 1,2 km, także stylem klasycznym] też powalczę. Trasa jest trudna, a ja ją lubię - przed rokiem tam wygrałam - mówi "Metru" Kowalczyk.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów