Zamknąć centrum Poznania dla autW Poznaniu ludzie parkują wszędzie, gdzie się da - na dwumetrowym pasku zieleni, na miejscu dla inwalidów. Zamiast przejść te 400 metrów czy podjechać dwa przystanki tramwajem, wolą przyjechać samochodem, a potem przez 20 minut krążyć dookoła i szukać wolnego miejsca. Nie widzę w tym sensu.
Sprawniejsza komunikacja mogłaby skłonić część osób do rezygnacji z jazdy samochodem. Wiecznie spóźniające się, przeładowane w szczycie tramwaje i system biletów czasowych - przekroczenie czasu o minutę skutkuje gigantycznymi karami - to nie jest zachęcające.
W Poznaniu brakuje mi miejsc z całkowitym zakazem ruchu dla samochodów - zamiast spaceru po Starym Mieście w dobrym humorze, trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiadomo, czy nagle nie wjedzie na nas polujący na wolne miejsce
parkingowe kierowca.
Czytelnik Samochody w mieście to normalneW obecności samochodu w mieście nie ma nic dziwnego. Człowiek nie zrezygnuje z wynalazków ułatwiających mu życie. Nie rozumiem też obecnej tendencji do zamykania obszarów miasta dla samochodów. Takie miejsca będą wyludnione, bo mieszkańcy uznają, że dostanie się do nich jest zbyt trudne. Moda na ekologię nie spowoduje, że wszyscy wrócą do anachronicznych rozwiązań, zrezygnują osiągnięć przemysłu chemicznego czy przesiądą się z samochodów
na rowery. Władze miasta mogłyby pomyśleć nad uatrakcyjnieniem okolicy dla zmotoryzowanych, przygotowaniem odpowiedniej liczby miejsc parkingowych, a nie wszystko pokrywać trawnikami i lamentować, że je potem rozjechano.
Poznaniak - niezmotoryzowany, ale współcześnie myślący. Z drogi śledzie, pan kierowca jedzieKto ma samochód, uważa się za Boga. Jakby mógł, wjeżdżałby
autem do
mieszkania. A ja uważam, że centrum miasta powinno być bez samochodów. Komu się nie podoba, dla kogo zostawianie aut na wyznaczonych miejscach na obrzeżach to niewygoda - niech zostanie w domu! W centrum i tak będzie dużo ludzi, którzy po prostu dla przyjemności chcą się przejść, posiedzieć w kawiarni.
Czytelnik Jedyna metoda: mandaty!Zanim zaparkujecie samochód na trawniku czy na skwerze, pomyślcie, że ktoś ciężko pracował, żeby wyglądały one estetycznie i ktoś (czyli my wszyscy) zapłacił za to niemałe pieniądze. Widziałem, co się działo podczas inauguracji fontann pod skarpą na Nowym Mieście w Warszawie - samochody parkujące na jezdni, na pasie między jezdniami, w bocznych uliczkach, na trawnikach, wszędzie! Straż miejska i policja powinna karać tych kierowców za lenistwo.
Z drugiej strony, miasto powinno się dobrze przygotować na takie imprezy: wyznaczyć parkingi, zorganizować dojazd komunikacją miejską (dodatkowe linie, wzmocnienie linii istniejących) i zapewnić dobrą informację.
Dyskusje o bolączkach naszego miasta często trafiają w próżnię: urzędnicy i służby miejskie nie biorą pod uwagę opinii mieszkańców i nie podążają za nimi.
Piotr Dybowski