http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Uciekają od kamaszy

Tomasz Kurowski
2011-06-28, ostatnia aktualizacja 2011-06-28 16:26

Narodowe Siły Rezerwowe przyjęły tylko połowę chętnych, bo rzekomi ochotnicy najpierw składali wnioski, a potem nie odbierali telefonów

232 żołnierzy szkolących się w toruńskim Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia złożyło przysięgę wojskową na stadionie przy ul. Armii Ludowej
Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
232 żołnierzy szkolących się w toruńskim Centrum Szkolenia Artylerii i...
ZOBACZ TAKŻE
Pomysł na rodzimą gwardię narodową to autorski projekt ministra obrony narodowej Bogdana Klicha. Na reklamach w telewizji służbę chwalą lekarka i wuefista, którzy w strugach deszczu walczą z powodzią.

Ale rekruci nie płyną do armii strumieniem. MON obwinił za to biurokrację, bo trzeba było oddzielnie składać dokumenty w WKU i w jednostce. W marcu procedury uproszczono, a minister obiecał dodatkowe pieniądze dla rekrutów - po 2 tys. zł każdy po roku służby (wcześniej ok. 80 zł za każdy dzień ćwiczeń). Pojawiły się kolejne reklamy w telewizji i miejskich autobusach.

Nie pomogło. Rok po rozpoczęciu naboru zakontraktowano zaledwie ok. 7,5 tys. rekrutów, choć wnioski złożyło ponad 15 tys. A według planów ministerstwa NSR w tym roku miały liczyć 20 tys. osób.

- Wysyłają CV, bo chcą, żeby ktoś ich wziął pod uwagę. A potem wielu rezygnuje - mówi płk Andrzej Wiatrowski, rzecznik prasowy Sztabu Generalnego WP.

Najczęściej tłumaczą się "powodami osobistymi". A tak naprawę chodzi o pieniądze. - Ochotnicy myślą, że dzięki Narodowym Siłom Rezerwowym szybko dostaną się do zawodowej armii. A w niej ma miejsc. Więc rezygnują, gdy znajdą inną pracę - mówi kpt. Dariusz Włodarski ze szczecińskiego sztabu.

W opinii wojskowych rekruci mają złe wyobrażenie o wojsku i zbyt wysoką samoocenę. Chcieliby dostawać pieniądze za gotowość do służby. A gdy ich nie dostają, to wycofują swoje wnioski o wstąpienie do NSR a potem nie odbierają telefonów.

NSR ma być wsparciem dla nielicznej (ok. 100 tys. żołnierzy) zawodowej armii. Rezerwiści mają pomagać przy klęskach żywiołowych np. powodzim, a nawet wyjeżdżać na misjach zagraniczne. Kandydat musi mieć wojskowe przeszkolenie i przejść żołnierskie testy psychofizyczne. Pozostali odbywają czteromiesięczne ćwiczenia.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos