Na stadionie Wisły zasiadł w sobotę komplet 15 tysięcy widzów. I choć piłkarze Macieja Skorży nie rozgrywali wielkiego meczu, nic nie było w stanie odebrać im mistrzostwa. Lider do wywalczenia tytułu potrzebował jednego punktu. Zainkasował trzy, pewnie pokonując Śląsk Wrocław 2:0. Wiślakom pomogło szczęście, bo po strzałach gości piłka trzy razy lądowała na poprzeczce bądź słupku bramki Mariusza Pawełka, ale prawda jest taka, że "Biała Gwiazda" zarówno mecz, jak i cały ligowy finisz miała pod kontrolą. Zwycięska noc na Rynku Głównym zwyczajnie się wiślakom należała.
Lech, który po świetnej jesieni był uważany za głównego faworyta do tytułu, w decydujących meczach grał właśnie tak, jak przedwczoraj z Cracovią - męczył się i tracił punkty. Ostatecznie zajął dopiero trzecie miejsce, przegrywając wicemistrzostwo z Legią. - Remisy przeszkodziły nam w zdobyciu mistrzostwa i teraz wicemistrzostwa. Gdybyśmy tylko połowę tych zremisowanych meczów [w sezonie Lech miał ich aż 11, Wisła i Legia po siedem] wygrali, bylibyśmy najlepsi - podsumował żegnający się z "Kolejorzem" trener Franciszek Smuda.
Lech niepowodzenie osłodził sobie zdobyciem Pucharu Polski. Cracovii i Górnikowi nie zostało na pocieszenie nic. Oba kluby, jeden najstarszy a drugi najbardziej utytułowany w Polsce, żegnają się z ekstraklasą. Cracovia, która zremisowała w Poznaniu, może mieć wielkie pretensje do sędziów, bo dwa gole zdobyte przez Lecha padły ze spalonego. Górnik tylko do siebie. Zabrzanie mieli wszystko, by w ostatniej kolejce obronić ligę. Grali przed własną publicznością z Polonią Warszawa, wspierało ich dopingiem 16 tys. fanów, wśród nich dawne sławy klubu: Stanisław Oślizło, Jan Kowalski, Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Andrzej Szarmach i Henryk Latocha.
Gdyby Górnik wygrał, pozostałby w lidze. Piłkarze walczyli, ale Polonia była lepsza o jednego gola.
W porażkę i spadek 14-krotnego mistrza kraju nie mogli uwierzyć kibice Górnika. Wielu płakało, inni z niedowierzaniem kręcili głowami. A wściekli szalikowcy wpadli na murawę i zrywali koszulki z załamanych piłkarzy. Później próbowali wedrzeć się do klubowego budynku, w którym znajdują się szatnie, na szczęście sytuację opanowała policja. Zabrzańscy kibice długo jednak okupowali stadion, skandując obraźliwe hasła pod adresem trenera i piłkarzy.
- Biorę pełną odpowiedzialność na siebie - mówił po meczu trener zabrzan, Henryk Kasperczak. Czy szkoleniowiec, który inkasuje 20 tys. euro miesięcznie i miał stworzyć z Górnika potęgę, pozostanie w klubie na kolejny, pierwszoligowy sezon, okaże się wkrótce. Na razie pewne jest, że około trzykrotnej redukcji ulegnie budżet Górnika, sięgający dziś 30 mln złotych.
- Musimy ochłonąć i spokojnie przeanalizować sytuację. Ale zapewniam, że wszyscy; właściciele, działacze i piłkarze jesteśmy razem. Ostatni raz Górnik spadł 31 lat temu, ale warto pamiętać, że po roku wrócił do ekstraklasy. Nie zmieniamy planów. Nadal chcemy budować klub na miarę naszych marzeń - zapewnia prezes Górnika, Jędrzej Jędrych.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl