Gortat zagrał we wszystkich pięciu meczach wielkiego finału. I choć nie był zawodnikiem, który potrafiłby odmienić losy rywalizacji, wygranej przez Los Angeles Lakers 4:1, na pewno zostawił po sobie dobre wrażenie.
- Spośród dziewięciu moich graczy najlepszy był Gortat - mówił po pierwszym finałowym meczu trener Orlando Magic, Stan Van Gundy. - To dobry obrońca. Inny niż Dwight Howard. Howard to przede wszystkim blokujący. Z kolei Gortat lepiej broni indywidualnie - chwalił Polaka już po zakończeniu rywalizacji brat opiekuna Magic, Jeff, obecnie komentator stacji ABC.
Polski środkowy jako jeden z czterech zawodników Magic wystąpił we wszystkich 24 meczach, które drużyna rozegrała w play-off. Zdobył w nich 78 punktów i zaliczył 76 zbiórek, co daje średnią 3,3 punktu i 3,2 zbiórki na mecz.
Eksperci podkreślają, że Gortat wyróżnia się pracowitością, a postępy, jakich dokonał w tym sezonie, są imponujące. Typują, że Polak może trafić choćby do San Antonio Spurs, z rocznym kontraktem opiewającym na kwotę 5-6 mln dolarów. Obecnie Gortat za sezon dostaje 711 tys. dol.
Gortat ma wszystko, by ciągle się rozwijać.
- Nie sądzę, żeby miał dużo słabych stron. Potrafi zbierać, blokować, grać tyłem do kosza - charakteryzuje zawodnika legendarny Patrick Ewing, jeden z najlepszych środkowych lat 90., który obecnie jest asystentem szkoleniowca Magic.
Polakowi nie brakuje też wiary w siebie i jednocześnie pokory. W play-offach cicho wykonywał swoją robotę, dając dobre zmiany supergwieździe Magic Dwightowi Howardowi. A kiedy było trzeba, udanie zastąpił "Supermana" w całym meczu - w I rundzie play-off, przeciwko Philadelpii 76-ers poprowadził zespół do zwycięstwa na wagę awansu do kolejnej fazy, rzucając 11 punktów i notując 15 zbiórek.
Umie też się wypromować. W czasie finałów Gortat ze swadą opowiadał amerykańskim dziennikarzom, że jego popularność w Polsce rośnie lawinowo, tak, że mógłby nawet kandydować na prezydenta. Kochającym gadżety fanom NBA chwalił się podrasowanym BMW M5 i skarżył na złego Reeboka, który chce ubrać go w długie skarpety, by zasłonić wytatuowanego na łydce Michaela Jordana, reklamującego konkurencyjnego giganta z branży odzieżowej - Nike'a. O swym sponsorze Gortat powiedział nawet, że płaci mu za mało, by ingerować w jego wizerunek. Z drugiej strony w trakcie decydującej rozgrywki potrafił odciąć się od transferowych spekulacji, łączących go z New York Knicks, Barceloną czy Benettonem Treviso.
- Jako człowiek Gortat wciąż ewoluuje, szuka swojej ścieżki. Droga, którą pokonał w ciągu dwóch lat: od zawodnika, który siedzi za ławką rezerwowych, do gracza, który jest tuż za Dwightem Howardem - jest niesamowita - uważa Adonal Foyle, gracz Magic, a jednocześnie dyplomowany psycholog sportu.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl