http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

To był sezon Gortata

Łukasz Jachimiak
2009-06-15, ostatnia aktualizacja 2009-06-15 21:46

- Nie rewelacyjny, ale bardzo dobry - tak swój sezon w NBA ocenia Marcin Gortat. Ma rację. Pierwszego Polaka, który zagrał w finale najlepszej koszykarskiej ligi świata, znają już jej wszyscy fani. A usługami "Polskiego Młota" interesują się menedżerowie wielu ekip

Marcin Gortat podczas piątkowego meczu
Fot. ELSA AFP
Marcin Gortat podczas piątkowego meczu
ZOBACZ TAKŻE
Gortat zagrał we wszystkich pięciu meczach wielkiego finału. I choć nie był zawodnikiem, który potrafiłby odmienić losy rywalizacji, wygranej przez Los Angeles Lakers 4:1, na pewno zostawił po sobie dobre wrażenie.

- Spośród dziewięciu moich graczy najlepszy był Gortat - mówił po pierwszym finałowym meczu trener Orlando Magic, Stan Van Gundy. - To dobry obrońca. Inny niż Dwight Howard. Howard to przede wszystkim blokujący. Z kolei Gortat lepiej broni indywidualnie - chwalił Polaka już po zakończeniu rywalizacji brat opiekuna Magic, Jeff, obecnie komentator stacji ABC.

Polski środkowy jako jeden z czterech zawodników Magic wystąpił we wszystkich 24 meczach, które drużyna rozegrała w play-off. Zdobył w nich 78 punktów i zaliczył 76 zbiórek, co daje średnią 3,3 punktu i 3,2 zbiórki na mecz.

Eksperci podkreślają, że Gortat wyróżnia się pracowitością, a postępy, jakich dokonał w tym sezonie, są imponujące. Typują, że Polak może trafić choćby do San Antonio Spurs, z rocznym kontraktem opiewającym na kwotę 5-6 mln dolarów. Obecnie Gortat za sezon dostaje 711 tys. dol.

Gortat ma wszystko, by ciągle się rozwijać.

- Nie sądzę, żeby miał dużo słabych stron. Potrafi zbierać, blokować, grać tyłem do kosza - charakteryzuje zawodnika legendarny Patrick Ewing, jeden z najlepszych środkowych lat 90., który obecnie jest asystentem szkoleniowca Magic.

Polakowi nie brakuje też wiary w siebie i jednocześnie pokory. W play-offach cicho wykonywał swoją robotę, dając dobre zmiany supergwieździe Magic Dwightowi Howardowi. A kiedy było trzeba, udanie zastąpił "Supermana" w całym meczu - w I rundzie play-off, przeciwko Philadelpii 76-ers poprowadził zespół do zwycięstwa na wagę awansu do kolejnej fazy, rzucając 11 punktów i notując 15 zbiórek.

Umie też się wypromować. W czasie finałów Gortat ze swadą opowiadał amerykańskim dziennikarzom, że jego popularność w Polsce rośnie lawinowo, tak, że mógłby nawet kandydować na prezydenta. Kochającym gadżety fanom NBA chwalił się podrasowanym BMW M5 i skarżył na złego Reeboka, który chce ubrać go w długie skarpety, by zasłonić wytatuowanego na łydce Michaela Jordana, reklamującego konkurencyjnego giganta z branży odzieżowej - Nike'a. O swym sponsorze Gortat powiedział nawet, że płaci mu za mało, by ingerować w jego wizerunek. Z drugiej strony w trakcie decydującej rozgrywki potrafił odciąć się od transferowych spekulacji, łączących go z New York Knicks, Barceloną czy Benettonem Treviso.

- Jako człowiek Gortat wciąż ewoluuje, szuka swojej ścieżki. Droga, którą pokonał w ciągu dwóch lat: od zawodnika, który siedzi za ławką rezerwowych, do gracza, który jest tuż za Dwightem Howardem - jest niesamowita - uważa Adonal Foyle, gracz Magic, a jednocześnie dyplomowany psycholog sportu.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów