>>
Nie tylko nastolatki cierpią na trądzik Fanów Gortata nie może zabraknąć na weekendowym turnieju koszykówki ulicznej Reebok Outline Basketball Battle. Na parkingu Miejskiej Areny Kultury i Sportu, powstałej przy stadionie ŁKS-u, wychowanek tego klubu wystąpi w pokazowym meczu. Gortat będzie też rozmawiał z kibicami, pozował do pamiątkowych zdjęć i rozdawał autografy. To początek krótkich wakacji naszej gwiazdy. W lipcu Polak zdecyduje, w którym klubie będzie kontynuował karierę.
Z Marcinem Gortatem rozmawia Łukasz Jachimiak W sezonie regularnym na poważnie zaistniałeś w NBA, w fazie play-off dotarłeś do finału i byłeś jednym z czterech zawodników Magic, którzy zagrali we wszystkich waszych meczach. Zadowolony? - Jeśli chodzi o sezon regularny, to uważam, że grałem bardzo dobrze. Przekonałem do siebie wielu trenerów, zawodników i - miejmy nadzieję - menedżerów. To, że grałem we wszystkich meczach fazy play-off, zawdzięczam moim trenerom, którzy pomogli mi znaleźć się na szczycie moich możliwości, a później na mnie stawiali.
Masz za sobą świetny sezon, ale pewnie czujesz, że uciekła ci wielka szansa na mistrzostwo? - Oczywiście, że tak. Każdy z nas liczy się z tym, że takiej szansy możemy już nie mieć. Ale zrobimy wszystko, żeby za rok znów znaleźć się w finale i go wygrać. Ja na pewno będę ciężko trenował właśnie po to.
Jak oceniasz swoją grę w meczach finałowych? - Niczego konkretnego w nich nie pokazałem. Grałem nierówno. Ale ciężko złapać rytm, kiedy na parkiet wchodzi się na minutę, później długo siedzi się na ławce, by za jakiś czas znów wyjść na minutę. W sumie jednak nie mogę narzekać - cieszę się, że w ogóle miałem okazję grać w finałach.
Finał z Los Angeles Lakers przegraliście 1:4. Który moment rywalizacji był decydujący? - Porażka w czwartym spotkaniu. To był najcięższy mecz i to, co się w nim stało, zabolało nas najbardziej. Po tym meczu wiele osób straciło wiarę w końcowy sukces.
Powiedziałeś, że za rok zrobicie wszystko, żeby znów zagrać w finale. To znaczy, że zostajesz w Orlando? - Nie wiem. Ja i mój menedżer czekamy na oferty. 1 lipca rozważymy wszystkie.
Ile jest prawdy w doniesieniach amerykańskiej prasy, że trafisz do New York Knicks? - Zero. Żadnej oferty nie mam, nie doszło nawet do rozmów. To wymysł dziennikarzy.
A gdyby do rozmów doszło? W Nowym Jorku jest mnóstwo Polaków. Nie byłoby przyjemnie grać dla nich? - Jasne, że byłoby przyjemnie. Zresztą fajnie byłoby zagrać w każdym miejscu, w którym są polscy kibice. I może będzie taka szansa. Wszystko wyjaśni się w kolejnych tygodniach.
Michel Platini, szef UEFA, jeden z najlepszych piłkarzy w historii, porównując ligę francuską i włoską stwierdził, że jeden sezon w Italii jest wart 10 sezonów we Francji. Sezon w NBA jest wart 10 sezonów w Europie? - Wszystko zależy od tego, w jakiej lidze i w jakim klubie gra się w Europie. Wiadomo że ligi niemieckiej, w której występowałem, nie można porównać do NBA. Ale myślę, że liga hiszpańska czy rosyjska tak bardzo od niej nie odbiega. Ja chcę grać tam, gdzie mogę się szybciej rozwinąć koszykarsko.
Jest możliwe, że wrócisz do Europy? - Dziś jestem zawodnikiem NBA, ale jeśli pojawią się ciekawe oferty z Europy, to je również rozpatrzę.
Dzięki tobie koszykówka w Polsce znów stała się popularna. Zrobisz dla basketu to, co dla skoków Adam Małysz, a dla Formuły 1 Robert Kubica? - Mam zamiar podnieść polską koszykówkę na wyższy poziom. Mamy poważne plany i perspektywy na wypromowanie koszykówki. Myślę, że może być ona najlepiej oglądanym sportem w Polsce zaraz po piłce nożnej.