>>
Czy pies może być dobrym lekarzem? Selekcjoner rzeczywiście może być dumny. W spotkaniu w Kielcach Polacy szybko uzyskali przewagę, której nie oddali do końca meczu. Grali twardo, zdecydowanie, ale przede wszystkim - skutecznie, jak na medalistów dwóch ostatnich mistrzostw świata przystało. I choć po meczu mówili o dużym zmęczeniu, wyglądali tak, jakby dopiero zaczynali sezon, a nie go kończyli. - Michał Jurecki był tak naładowany energią, jakby był dopiero po urlopie. Widząc determinację, z jaką grali w pierwszej połowie, bałem się nawet, czy nie trzeba ich powstrzymać, by starczyło im sił do końca - przyznał później Wenta.
Szmal: Pokazaliśmy charakter Ze Sławomirem Szmalem rozmawia Tomasz Porębski
Do awansu potrzebowaliście tylko remisu, ale najwyraźniej minimalizm nie leży w naturze "Orłów Wenty". - Wyjazdowe porażki w eliminacjach mocno skomplikowały naszą sytuację. Ten awans powinniśmy wywalczyć wcześniej. Ale potrafiliśmy się zmobilizować, pokazać charakter. W ostatnich meczach pokazaliśmy naprawdę dobrą grę. Gratulacje dla chłopaków za ten sukces.
Gratulacje dla chłopaków i dla Sławomira Szmala, który jest jednym z głównych bohaterów reprezentacji. - Meczu nie wygrywa jedna osoba, tylko cały zespół. Na nic zdałyby się moje interwencje, gdyby nie świetna postawa kolegów w ataku i w obronie. Poza tym, największym bohaterem pojedynku z Rumunią jest nie Szmal, lecz Bartosz Jurecki, który zagrał naprawdę znakomity mecz. Ale ze swojej dyspozycji jestem oczywiście zadowolony. Udało mi się odbić kilka trudnych piłek.
Awansowaliście do mistrzostw Europy i teraz nie macie raczej wyjścia - pojedzie do Austrii po medal? - Nasz zespół zawsze gra o jak najwyższe cele. Bez takiego myślenia nie osiągnęlibyśmy nic w sporcie. Ale mistrzostwa są za pół roku, teraz na razie cieszymy się z małego sukcesu, jakim było wyjście z eliminacyjnej grupy. Zrealizowaliśmy zadanie, możemy głowy podnieść wysoko do góry. To był ostatni mecz piekielnie trudnego sezonu i chyba wszyscy jesteśmy już myślami na zasłużonych urlopach.
Lijewski: Dla chłopaków uznanie Z Marcinem Lijewskim rozmawia Tomasz Porębski
Zwycięstwo na koniec sezonu różnicą dwunastu bramek może budzić podziw. To był łatwy mecz? - Spotkanie od początku ułożyło się po naszej myśli. Od pierwszych minut odskoczyliśmy Rumunom na kilka bramek i pozostało nam tylko bezpiecznie utrzymać tę przewagę do końca. Cały zespół zasługuje na szacunek po takim meczu. Ale ja chciałbym szczególnie wyróżnić Sławka Szmala, który momentami w bramce dokonywał cudów, oraz Karola Bieleckiego i braci Jureckich.
Olimpiada w Pekinie, mistrzostwa w Chorwacji, eliminacje do ME... Czujesz zmęczenie? - Ogromne. Trudy tego sezonu bardzo dały się nam we znaki. Było to widać w meczach ligowych, gdzie zwyczajnie padaliśmy jak muchy. Jesteśmy tylko ludźmi, nasze organizmy ciężko znosiły tak trudne obciążenia. Tym bardziej cieszę się, że jednak potrafiliśmy w końcówce pokazać raz jeszcze naszą siłę, naszą moc.
Szczypiorniak rozwija się coraz prężniej. Sukcesy reprezentacji wpływają na postawę kibiców. W Kielcach dla chętnych zabrakło miejsc w hali. - Bardzo się cieszę, że piłka ręczna jest coraz bardziej popularna, a nasza praca doceniana. Jesteśmy dumni, że tyle osób przychodzi na nasze mecze, dopinguje nas i robi wspaniałą atmosferę. Bo piłka ręczna to naprawdę fajny sport.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl