http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sikora: sześć godzin treningu i siatkówka

Łukasz Jachimiak
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-07-06 20:46

- Od lat nie szło mu tak dobrze na strzelnicy - mówi Roman Bondaruk, trener Tomasza Sikory, wicemistrza olimpijskiego w biathlonie, który szukuje się do przyszłorocznych igrzysk w Vancouver

Roman Bondaruk
Fot. Fot: Kuba Atys / AG
Roman Bondaruk
ZOBACZ TAKŻE
30-stopniowy upał i narty... ciężka jest dola Tomasza Sikory. Jak znosi to nasz mistrz biatlonu?

- Uściślijmy - nie narty, tylko nartorolki. A wszystko idzie zgodnie z planem. Zdrowie dopisuje, pogoda jest fajna, ośrodek w Otepaeae też. Jesteśmy tu pierwszy raz, ale od dawna wiedzieliśmy, że jest świetny. Za rekomendację wystarczy nam, że często przyjeżdża tu Justyna Kowalczyk.

Estonia nie jest waszym pierwszym przystankiem w drodze do Vancouver.

- Zgadza się, byliśmy już w Ramsau, gdzie mieliśmy trening strzelecki. A przygotowania do zimy zaczęliśmy jeszcze inaczej - od zgrupowania leczniczego.

Jak poszło na strzelnicy? Sam Tomasz Sikora twierdził, że poprawił swoją dyspozycję.

- Rok temu Tomek też był zadowolony ze swojej formy strzeleckiej, a zimą ona go zawodziła. Znów decydować będzie psychologia. Trzeba będzie unieść odpowiedzialność, opanować tętno, uspokoić nerwy. Jeśli to się uda, będzie dobrze, bo na treningach sprawdziany strzeleckie Tomek miał najlepsze od lat.

W Otepaeae strzelacie już rzadko. Na co stawiacie na tym zgrupowaniu?

- Tu każdy dzień jest inny. Tomek biega przełaje, jeździ na nartorolkach i na rowerze.

Ile godzin dziennie pracuje Sikora?

- Dwie, dwie i pół godziny trwa pierwszy trening, półtorej do dwóch godzin drugi. Nie wliczam do tego czasu rozruchów czy wieczornego treningu biegowego na sucho z karabinkiem. Gdyby to wszystko zsumować, na dobę Tomek jest w treningu przez około sześć godzin.

A czas wolny?

- Mamy tu odnowę biologiczną, siłownię, swojego masażystę. Ale najchętniej przebywamy na dworze, bo pogoda jest piękna i gramy w siatkówkę.

W ogóle daje pan Tomkowi spokojnie posiedzieć?

- Oczywiście (śmiech). Zawodnicy mają swoje pokoje, w każdym z nich jest internet, można skontaktować się ze znajomymi, coś poczytać czy obejrzeć film.

A w tę siatkówkę Sikora gra z paniami? W biatlonowej kadrze olimpijskiej mężczyzn znalazł się tylko on, bo koledzy nie prezentują odpowiedniego poziomu...

- Poza żeńską kadrą są tu z nami Łukasz Szczurek i Mirosław Kobus. Ci zawodnicy będą startować w Pucharze Świata i do niego się przygotowują. Na igrzyska pewnie nie pojadą, bo PKOl zdecydował, że kwalifikację zdobędzie tylko ten, kto podczas zawodów Pucharu Świata albo mistrzostw świata co najmniej dwa razy znajdzie się w czołowej dwudziestce. W naszej dyscyplinie na starcie staje zwykle ponad sto osób. Norwegowie, Niemcy i Rosjanie wystawiają po siedmiu zawodników. Być w dwudziestce to dla takiego zawodnika jak Szczurek, który dopiero w tym roku przejdzie z juniorów do seniorów, zadanie bardzo trudne. W tym sporcie nie jest łatwo wygrać z dziadkami (śmiech).

Dlaczego wciąż tak dużo brakuje nam do najlepszych?

- Najlepiej mówić na przykładach. W olimpijskiej kadrze Rosji pracuje w sumie 18 trenerów - pięciu fachowców od treningu, psycholog, biochemik, dwóch lekarzy, dwóch masażystów, pięciu serwismenów... U nas, poza mną jest jeszcze tylko Nadia Biełowa, która prowadzi kadrę kobiet. My chcielibyśmy mieć choć po jednym asystencie. Kadry porównywalne do naszej, a więc np. Czech, mają po pięciu trenerów. Dwaj szkoleniowcy opiekują się zespołami Mołdawii, Serbii czy Chorwacji. Ale w kadrach tych drużyn startuje w sumie tylko dwoje-troje zawodników.

Dlaczego inni mają, a my nie?

- Wszystko zależy od ministerstwa sportu. Nasze uznało, że tylu ludzi wystarczy. Oczywiście Polski Związek Biathlonu może wziąć jeszcze nawet 10 trenerów, ale musi ich utrzymać za swoje pieniądze. Justyna Kowalczyk ma swój zespół, bo Polski Związek Narciarski ma swoich sponsorów i jest w stanie płacić dodatkowym ludziom.

Ale Polski Związek Biatlonu też ma dobrego sponsora [firmę Viessmann]. Może warto poprosić o poszerzenie sztabu trenerskiego? W końcu igrzyska tuż-tuż.

- Teraz już niczego dodatkowego się nie zrobi. Nie będziemy eksperymentować, bo zepsujemy to, co dotychczas wypracowaliśmy. Na przyszłość związek na pewno problem rozwiąże. Teraz nie był w stanie. Miał długi, które pozostawiła po sobie poprzednia ekipa. W sumie trzeba było spłacić ponad milion złotych. Właśnie m.in. na to przeznaczane były i jeszcze są - bo do spłaty zostało 300-400 tys. złotych - pieniądze od sponsora. Ja sobie radzę, mam tylko trzech zawodników, Tomka doglądam, niczego nie przegapię.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl





Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów