>>
Hotel dla psa i kota na wakacje Jeśli ktoś obawiał się o losy Adamka w walce z Gunnem, mógł odetchnąć już po pierwszej minucie. Polak z łatwością unikał mocnych cepów rywala. - Te świstaki mogłyby zrobić krzywdę, ale trzeba jeszcze uderzać celnie - komentował taktykę Gunna trener Andrzej Gmitruk. Adamek nie musiał używać żadnych świstaków. Zadawał kilka ciosów, zmieniał tempo. Tylko tyle i aż tyle wystarczyło do ośmieszenia rywala. Bądźmy szczerzy - jeśli tylko mistrz federacji IBF by chciał, ta walka trwałaby jedną rundę.
Trwała cztery. Po czwartej odsłonie, gdy głowa Gunna niemal się nie urwała, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, sędzia ringowy ogłosił koniec walki. Oszczędził zdrowia dzielnemu Bobby'emu, ale kibicom zabrał efektowny nokaut, jaki miałby pewnie miejsce w następnej rundzie.
Adamek nawet specjalnie nie cieszył się z drugiej obrony tytułu. Może dlatego, że na jesieni czeka go znacznie trudniejsza przeprawa. Steve Cunningham pokonał Wayne'a Braithwaite'a i został obowiązkowym rywalem mistrza IBF.
Ta walka na pewno będzie emocjonująca. W zeszłym roku Adamek zafundował Cunninghamowi trzy nokdauny i odebrał mu mistrzowski pas. Nawet media za oceanem pisały o niej "walka roku".
Amerykanin to jednak najgroźniejszy z możliwych rywali dla Polaka. Ten świetny technik o żelaznej kondycji już dzień po porażce z Polakiem chciał rewanżu. Teraz go dostanie. Bardzo możliwe, że walka odbędzie się w Polsce. Jeśli żadna z wielkich stacji telewizyjnych w Stanach znów nie będzie chciała pokazać Adamka (pojedynek z Gunnem Amerykanie zobaczą za tydzień!), byłoby to najlepsze rozwiązanie. Cunningham nie będzie miał nic przeciwko. On za oceanem jest mniej znany niż Adamek.
Na gali w New Jersey walczyło jeszcze dwóch Polaków: Mateusz Masternak znokautował Mazura Alego w piątej rundzie, Piotr Wliczewski przegrał przez techniczny nokaut w trzecim starciu pojedynku z Curtisem Stevensem.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl