>>
Hotel dla psa i kota na wakacje Piąta i szósta porażka w dziewiątym i dziesiątym meczu, tylko set ugrany w dwóch spotkaniach z mocno przeciętną Finlandią - to bilans ostatniego weekendu polskich siatkarzy. Zawodnicy, którzy w kadrze zastępują regenerujących się po trudach ostatnich lat Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Sebastiana Świderskiego czy Piotra Gruszkę, jak dotąd byli w stanie wygrywać tylko ze słabiutką Wenezuelą. W starciach z Brazylią byli bezradni. W konfrontacjach z Finlandią - niestety także.
To prawda, że podopieczni Włocha Mauro Berutto przed tygodniem wygrali 3:2 z Brazylią. To prawda, że byli czarnym koniem ostatnich mistrzostw Europy, które ukończyli na czwartym miejscu. Ale też prawdą jest, że w siatkarskiej hierarchii Skandynawowie stoją zdecydowanie niżej niż my. I choćby dlatego z Finlandii nasza kadra powinna wrócić z jakimkolwiek dorobkiem punktowym.
Dlaczego w Tampere nie udało się uszczknąć choćby punktu, który mógłby okazać się niezwykle cenny w perspektywie rewanżów, jakie za kilka dni zostaną rozegrane w Bydgoszczy? To proste - gospodarze, choć nie rozegrali wielkich meczów, byli od nas lepsi w absolutnie każdym elemencie gry.
Różnica była szczególnie widoczna na rozegraniu. Oba mecze pokazały, że Grzegorz Łomacz i Paweł Woicki powinni długo obserwować grę kapitana Finów, Mikko Esko, by kiedyś mu dorównać. Na dowód klasy 31-letniego zawodnika włoskiej Modeny, wystarczy wspomnieć, że Marcin Możdżonek, najlepszy blokujący całej Ligi Światowej (średnia 1,21 bloku na set), w Tampere zdobył w tym elemencie gry zaledwie dwa punkty. Za to Finowie nasze ataki zatrzymywali z łatwością, bo ich bloku ani Łomacz, ani Woicki zgubić nie potrafili. Zresztą, nawet gdy im się to udało, koledzy, wyjąwszy może Jakub Jarosza, ze skutecznym zbiciem piłki mieli ogromne problemy. Statystyki są bezlitosne. Dla przykładu - w sobotę trzecią siłę naszego ataku (po Jaroszu i Bartmanie) stanowił Michał Ruciak, który kończył co piąty atak, a Antillu Sintali, który w swym zespole ustępował Mikko Oivanenowi i Olliemu Kunnariemu, wykorzystał połowę ze swych zbić. - Nasi rywale zagrali naprawdę dobrze. To była miła dla oka siatkówka. Szczególnie w bloku i w obronie - przyznaje Woicki, który pod nieobecność Michała Bąkiewicza (dostał wolne od trenera) pełnił rolę kapitana biało-czerwonych.
Smutno brzmią słowa pociechy, jakie fińscy siatkarze kierowali do Polaków. - Nie ukrywam, że nie było łatwo skoncentrować się na tym spotkaniu po zwycięstwie nad Brazylią. Osobiście nie uważałem, że to będzie łatwy mecz. Być może kibice czekali na łatwe zwycięstwo nad Polską, ale Polacy są dobrym zespołem i zagrali dzisiaj naprawdę nieźle - mówił w piątek Esko.
Po gładkich porażkach w Tampere trzeba jednak pokornie pochylić głowę. I Castellani zdaje sobie z tego sprawę. - Wiemy, że nie gramy dobrze. Musimy poprawić technikę - mówi trener. O podwyższenie jakości gry już na najbliższe spotkania będzie jednak bardzo trudno. A żeby zająć drugie miejsce w grupie D, które może dać prawo gry w Final Six w Belgradzie, z Finami trzeba będzie wygrać co najmniej 3:0 i 3:1, czyli dokładnie w takim stosunku, w jakim właśnie z nimi przegraliśmy.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl