http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Złotka jadą do Japonii. Ale muszą się poprawić

aq
2009-07-19, ostatnia aktualizacja 2009-07-19 20:27

Polskie siatkarki zagrają w przyszłym roku na mistrzostwach świata w Japonii. W rozegranym w Rzeszowie turnieju przetrzebiona kontuzjami polska reprezentacja zajęła drugie miejsce

Złotka cieszą sie ze zwycięstwa
Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Złotka cieszą sie ze zwycięstwa
ZOBACZ TAKŻE
>> Pij piesku, pij... Piwo dla psów...

- Cieszy wygrana, ale styl już nie. Rywalki były dobrze przygotowane do tego meczu. Mocno straszyły nas zagrywką, a my popełniałyśmy proste błędy. Najważniejsze jest jednak zwycięstwo - mówiła kapitan naszej reprezentacji, Dorota Świeniewicz po dramatycznej wygranej z Belgią 3:2. Rzeczywiście, ta wygrana okazała się kluczowa. I to ona zadecydowała o awansie biało-czerwonych na mistrzostwa świata.

Po piątkowym zwycięstwie na otwarcie turnieju cieszyliśmy się, ale styl, jak mówiła Świeniewicz, rozczarował.

- Na boisku było stadko stremowanych panienek. Trudno którąkolwiek pochwalić. (...) Bały się swoich akcji, nie było luzu, swobody. Do tej pory rozegraliśmy kilkanaście meczów sparingowych, ale takie coś pierwszy raz widzę. Nie można się tak spalać psychicznie. Cieszy wygrana i tylko tyle - mówił po meczu Jerzy Matlak.

Już pierwszy set pokazał, że spacerek, jakim miał być mecz z młodziutkimi Belgijkami (średnia wieku 21 lat), zapowiada się na ciężką przeprawę. Polki nie radziły sobie z zagrywką rywalek, szczególnie rozgrywającej Frauke Dirickx, słabiej funkcjonował nasz blok, w ataku mogliśmy liczyć jedynie na Joannę Kaczor. Kolejne dwa sety nasze wygrały jednak dość łatwo i wydawało się, że wszystko wraca do normy. Nic z tych rzeczy: w czwartej partii biało-czerwone nie potrafiły znaleźć recepty na środkową Els

Vandesteene, która co chwila kończyła ataki z "krótkiej". W tie-breaku przez moment było jeszcze gorzej, bo nasze roztrwoniły pięciopunktową przewagę i podarowały nawet rywalkom meczbola! Szczęście było jednak przy Polkach, a punkt na wagę wygranej zdobyła atakiem Anna Woźniakowska.

Sobotni mecz z Francją był spotkaniem bez historii, choć w trzecim secie Polki męczyły się z przeciwniczkami i wygrały 32:30.

W niedzielę, pewne już awansu do MŚ Polki miały zagrać z Turcją na luzie i o wygraną w turnieju. Ale rywalki były lepsze. U "Złotek" szwankowało przyjęcie, nie radziły sobie z gwiazdą tureckiej reprezentacji Neslihan, do której dołączyła skuteczna środkowa Eda. To, w połączeniu z niezłym rozegraniem Naz, dobrą obroną i zagrywką wystarczyło na Polki. W naszych szeregach tradycyjnie już wyróżniała się Joanna Kaczor, nieźle grała świetna zwłaszcza na zagrywce Anna Barańska. Ale grzech główny, w siatkówce niewybaczalny, wciąż popełniamy. Oczywiście przyjęcie.

"Pomóżcie sobie!", "Jak nie dajesz rady, poproś Mariolę [Zenik, libero reprezentacji Polski], niech pomoże przy przyjęciu", "Czemu to przyjęcie idzie w ziemię?" - podczas czasów branych przez trenera Jerzego Matlaka takie słowa padały najczęściej z ust trenera. I przyjęcie zagrywki, piętę achillesową chyba wszystkich polskich ekip siatkarskich, należy bezwzględnie poprawić. Ale w pierwszej kolejności pogratulujmy "Złotkom" i ich szkoleniowcowi awansu. To on był tu najważniejszy.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów