>>
Pij piesku, pij... Piwo dla psów... Kazimierz Deyna, jeden z najlepszych polskich piłkarzy w historii futbolu, powiedział kiedyś: - Mam jedno marzenie. Kiedy już dobrze się ustawię w tej Ameryce, wrócę do Polski i założę szkółkę piłkarską dla dzieci. Deyna zginął tragicznie 1 września 1989 roku, wracając z zajęć z młodymi piłkarzami w USA. W bagażniku swego auta wiózł 22 piłki, które kilka godzin wcześniej kopali chłopcy z San Diego Sockers.
Gdyby Deyna żył, być może prowadziłby w kraju swą wymarzoną szkółkę, dostarczając piłkarzy reprezentacji Polski. Ale marzenie "Kaki" realizują inni. Jednym z prekursorów jest Roman Kosecki. Jego Międzyszkolny Uczniowski Klub Sportowy Kosa Konstancin, założony w czerwcu 2001 roku, zrzesza około 120 chłopców. Szkółkę wspiera miasto, pomaga sponsor Gefco. Na Koseckim, który osiągnął sukces, wzorują się kolejni piłkarze.
- Zakładanie takich szkółek to w Polsce ciągle jeszcze rzadka inicjatywa. Mnie namówili do tego Tomek Frankowski i Marek Konieczny, były kierownik Wisły Kraków, który ma doświadczenie w pracy z dziećmi - mówi Mirosław Szymkowiak, współzałożyciel krakowskiej Akademii Piłkarskiej 21 im. Henryka Reymana. -
Nasza szkółka działa dopiero od dwóch miesięcy, a już mamy ponad stu podopiecznych. Wciągnęło nas to, na pewno będziemy szkółkę rozwijać.
Komu się opłaca? Szymkowiak to człowiek zamożny. Jest właścicielem dwóch salonów piękności w Krakowie. Nie może też narzekać na nudę, bo po zakończeniu piłkarskiej kariery pracuje m.in. jako ekspert stacji Canal +. Po co mu jeszcze szkółka? - Lubię dzieciaki, ich trenowanie sprawia mi przyjemność. A kiedy pomyślę, że za 8-10 lat któryś z moich podopiecznych może profesjonalnie grać w piłkę, to już jestem dumny - zwierza się "Szymek".
Z punktu widzenia czysto biznesowego, prowadzenie akademii piłkarskiej nie jest złotym interesem. Opłaty w szkółkach prowadzonych przez byłych piłkarzy oscylują wokół stu złotych miesięcznie. - U nas rodzice najmłodszych dzieci płacą po 80 złotych, starszych - po 120. Ale nie martwią się o piłki, stroje, a w przyszłości nie będą też płacili za wyjazdy na turnieje i obozy. Na razie raczkujemy, nie mamy jeszcze wielu sponsorów, choć np. firma Umbro już zgodziła się zakupić dla nas stroje - mówi Szymkowiak.
W większości polskich klubów rodzice płacą za wszystko: piłki, stroje, zgrupowania i wyjazdy na turnieje, dlatego posłanie dzieci do prywatnych szkółek jest dla nich bardziej opłacalne.
Olsztyn jeszcze w poprzedniej dekadzie mógł się pochwalić grającym w ekstraklasie Stomilem. Teraz młodych piłkarzy ściąga do siebie były gracz tego klubu, Sylwester Czereszewski. - Moja szkółka funkcjonuje od września ubiegłego roku. W sumie mam około 50 chłopaków, podzielonych na dwie grupy: 6-12 lat i 15 lat - opowiada były reprezentant Polski, który w barwach warszawskiej Legii zdobył tytuł króla strzelców ekstraklasy. Właśnie na Legii wzoruje się "Czereś Sport". - Legia szkoli młodzież najlepiej w kraju. Pomagają mi m.in. Jacek Magiera i Tomasz Sokołowski, z którymi w przeszłości grałem. W Legii selekcja jest okrutna. Ze stu chłopaków klub wybiera dwóch-trzech najlepszych. Ja biorę wszystkich - mówi Czereszewski.
"Czereś" właśnie wrócił z obozu ze swoimi młodymi piłkarzami. - Byliśmy z młodszą grupą przez dziesięć dni w Darłowie. Za wyjazd płacili rodzice, ale już w przyszłym roku postaram się o dotację z miasta. A na razie dzielimy się z rodzicami kosztami: część płacą oni, część ja.
Kubicki nie dał rady Nie płaci już Dariusz Kubicki. Były reprezentant Polski, a w ostatnich latach trener m.in. Legii i Polonii Warszawa, swego czasu prowadził Akademię Piłkarską na warszawskim Bemowie. Szkółka powstała w 2005 roku i liczyła osiem drużyn, w których grali chłopcy urodzeni w latach 1993-2000. Kubicki miał ambitne plany. Poza podstawami futbolu, swoich podopiecznych chciał uczyć języka angielskiego. Wszystko z myślą o karierze międzynarodowej. Niestety, prawie dwustu chłopców musiało poszukać sobie miejsca gdzie indziej. - Nie miałem czasu wszystkiego doglądać. Taka szkółka to świetna sprawa, ale dla kogoś, kto dysponuje wolnym czasem. Ja ciągle jestem aktywny zawodowo - tłumaczy nam Kubicki. Szkoleniowca, który obecnie pracuje w pierwszoligowej Wiśle Płock, do ponownej pracy z dziećmi nie ciągnie. - Raczej do tego nie wrócę. Taka szkółka bardzo szybko się rozrasta, trzeba nie tylko pieniędzy, lecz także wielu ludzi do pomocy. Ja mam inne pomysły. Ale piłkarzom, którzy chcą spróbować, gorąco polecam. Zwłaszcza teraz, kiedy dzieciaki będą się do piłki garnąć - przecież w 2012 roku zorganizujemy mistrzostwa Europy.
W kontekście Euro 2012 aktywnie działać chce szkółka Szymkowiaka i Frankowskiego. - Jesteśmy w kontakcie z organizatorami Euro. Chcieliśmy zrobić większy turniej z drużynami z zagranicy, ale niestety, Kraków nie będzie gospodarzem mistrzostw, więc nie mamy dofinansowania. Ale cały czas pracujemy, szukamy sponsorów. Staramy się też załatwić jakieś wyjazdy do klubów z Europy, w których grają nasi koledzy. Chcemy podpatrzeć, jak tam pracuje się z takimi małymi chłopcami - opowiada Szymkowiak.
Trener czy ksiądz? Czego uczą swych podopiecznych polscy piłkarze? - Moi chłopcy potrafią uderzyć na bramkę, zastawić się, kiwnąć, ale nie mają siły. Pokutuje siedzenie przed komputerem. Często chłopak wygląda jak dąb, a skoczyć jest w stanie co najwyżej z podłogi na dywan - śmieje się Czereszewski. - Nasze najmłodsze dzieciaki mają po pięć lat. Dla nich najważniejsza jest zabawa. Pozwalamy im się kiwać, ale też dbamy o ich koordynację, każemy im skakać przez 10- i 20-centymetrowe płoteczki. Uczymy też podstaw: strzału wewnętrzną częścią stopy czy uderzenia prostym podbiciem - mówi Szymkowiak.
I Czereszewski, i Szymkowiak przekonują się, że na każdy mały sukces trzeba ciężko pracować. - Trzy razy w tygodniu mam treningi z obiema grupami, to dni wyjęte z kalendarza. Czasem męczy mnie, że wszystkiego trzeba pilnować. Ale pocieszam się, że za jakiś czas nie będę już musiał dopytywać, gdzie przystawić pieczątkę czy gdzie złożyć jakiś dokument - mówi Czereszewski.
- Dzieciaki lubią poszaleć, powariować. Troszkę trzeba krzyczeć, po miesiącu miałem nawet zapalenie gardła. Chłopaki przed każdym treningiem robią "sto pytań do". Biegają za mną i krzyczą "panie tleneze, a widzieliśmy pana w telewizji". Czasem się pomylą i zawołają "proszę pani" czy "proszę księdza". Jest śmiesznie - mówi Szymkowiak.
Wszyscy chcą działać W ślady tych, którzy już swe szkółki mają, wkrótce pójdą kolejni piłkarze. Własną akademię otworzył Łukasz Surma, który obecnie gra w Lechii Gdańsk. Szkółki w Warszawie i Krakowie prowadzi jego przyjaciel, Paweł Kusek. Po zakończeniu kariery szkółkę w rodzinnym Wrocławiu chce otworzyć bramkarz Manchesteru United Tomasz Kuszczak, na "swoje" może pójść także Maciej Żurawski. W szkółce prowadzonej przez jego ojca, Andrzeja, a działającej przy poznańskiej Warcie, trenuje 60 chłopców (poza synem wychował on piłkarsko m.in. Krzysztofa Ratajczyka, Grzegorza Rasiaka i Arkadiusza Kaliszana).