>>
Hotel dla psa i kota Czy Pan się jeszcze interesuje naszą kadrą? - Oczywiście. Chciałbym, żeby nasza reprezentacja poleciała na mistrzostwa świata. Też chciałbym polecieć. W końcu jestem kibicem, i zależy mi, żeby kadra osiągała jak najlepsze wyniki. Ale z drugiej strony jestem piłkarzem, trochę się na tym znam i trudno mi być hurraoptymistą. Już przed meczem z Irlandią wiedziałem, że będzie ciężko, nawet wśród znajomych twierdziłem, że nie wygramy. Żałuję, że ten scenariusz się sprawdził, ale górę wziął rozsądek i realna ocena tego, jak gramy, kto gra, jacy ludzie są w formie. Chciałbym, żeby się udało, ale wiem, że awans na mundial to bardzo ciężkie zadanie.
Zbigniew Boniek po remisie z Irlandią powiedział, że nie ma się co czepiać, bo nasi zagrali dobry mecz, a na więcej po prostu ich nie stać. - Nie zawsze zgadzam się z panem Bońkiem, ale w tym przypadku myślę, że ma rację. Po prostu tej drużynie brak potencjału. Jeśli wyłączy się z gry Błaszczykowskiego, który zresztą w meczu z Irlandią zagrał słabo, czy jeszcze dwóch zawodników, to nagle okazuje się, że nie mamy reprezentacji i jesteśmy w stanie przegrać z każdym. Nie można opierać całej gry na kilku piłkarzach. Bo Smolarek to już nie jest ten Smolarek, Krzynówek to już nie jest ten Krzynówek. Wiadomo, że kibic liczy na dobre wyniki, ale rozum mówi co innego - nie mamy podstaw, by być optymistami i wierzyć w awans. Gdyby się udało, bardziej trzeba by to było traktować w kategoriach niespodzianki.
Załóżmy, że w Mariborze wygrywamy 3:0. Czy to odda formę i możliwości naszej drużyny? - Na pewno każde zwycięstwo będzie cieszyło, ale to będzie takie przedłużanie agonii, a i tak mało prawdopodobne jest, że wywalczymy awans. Wiadomo, liczymy do końca, analizujemy różne warianty, sumujemy punkty, ale szanse są niewielkie. Realnie oceniając, to nie mamy czym straszyć. Zawaliliśmy te eliminacje już wcześniej. Za dużo było błędów. A do tego cała ta sytuacja z trenerem, który myślami jest już zupełnie gdzie indziej. Brawo dla Leo Beenhakkera za ogromny sukces, jakim był awans do mistrzostw Europy 2008, ale potem Holender został zagłaskany przez wszystkich - ordery, odznaczenia. A później, kiedy przyszły słabsze mecze, to Leo nie radził sobie z krytyką, z dziennikarzami rozmawiał jak z wrogami.
Mówił Pan, że to nie jest ten Krzynówek, nie ten Smolarek, i nie ten Beenhakker. Czy w ogóle coś z tej kadry można jeszcze wycisnąć? Czy już raczej trzeba wietrzyć skład przed Euro 2012? - Trzeba będzie wietrzyć, z niektórymi zawodnikami się pożegnać, poszukać kilku młodych. Zostało jeszcze trochę czasu. Błaszczykowski będzie liderem tej reprezentacji, jest kilku zawodników, którzy przydadzą się, bo nie można przecież puścić samych młodych.
A kto by się przydał tej nowej reprezentacji? - Tacy, którzy grają regularnie w mocnych klubach.
Tylko gdzie ich szukać? - Rzeczywiście, takich nie mamy. Kiedy jeszcze ja grałem w reprezentacji, to przyjeżdżało na kadrę 15 zawodników z najmocniejszych lig w Europie. Trener miał komfort, miał w kim wybierać. A teraz - nie.
Ale może się jeszcze pojawią, może coś się urodzi? Mamy przykład zawodnika, który przyjeżdża z ligi francuskiej i od razu widać kolosalną różnicę - w przyjęciu piłki, przygotowaniu taktycznym, nawet w poruszaniu się po boisku. Dlatego może ktoś do tego czasu się wybije, choć to mało prawdopodobne. Na razie nie widzę następców. Proces szukania nowych piłkarzy potrwa jakieś 5-8 lat.
To Euro 2012 też nie zapowiada się rewelacyjnie? - Jest dużo plusów - jako gospodarze na pewno zagramy w turnieju, będzie czas na budowanie drużyny, przyjdzie rozsądny trener, który złoży odpowiedni kolektyw. Gramy też u siebie, przed swoimi kibicami. Dlatego jest kilka czynników, które mogą przesądzić, że ten turniej nam wyjdzie. W trakcie takich turniejów także tworzy się drużyna. Trzeba być optymistą.
Słowenia - Polska, godz. 20.45