>>
Hotel dla psa i kota Kiedy w trzecim secie Polacy rozgromili rywali 25:10 i objęli prowadzenie w setach 2:1, wszyscy kibice zgodnie uznali, że już jest po meczu. Fantastycznie grał Piotr Gruszka, który spokojnie punktował przeciwnika, dobrze radziliśmy sobie też w bloku. Właściwie jedyne, co nas wówczas interesowało, to kto, oprócz Polski oraz Rosji i Bułgarii (zdecydowanych liderów drugiej grupy) zagra w półfinałach. Najwyraźniej tak samo uznali podopieczni Daniela Castellaniego. Bo na czwartą partię wyszli zupełnie zdekoncentrowani, jakby myślami byli już przy decydujących o medalach starciach. Tymczasem Słowacy podnieśli się z kolan, z których po takim laniu podnieść się nie mieli już prawa. Wystarczyły dwa błędy Bartosza Kurka, dokładne ataki Słowaka Frantiszka Ogurczaka, i ani się spostrzegliśmy, jak zrobiło się 12:8 dla rywali. A potem 16:9. Castellani próbował zmian, na parkiet weszli Jakub Jarosz, Paweł Woicki i Zbigniew Bartman, ale nasza gra nadal wyglądała źle. A Słowakom wychodziło wszystko. I wzięli srogi rewanż za trzeciego seta, wygrywając czwartego aż 25:14.
Tie-break, podobnie jak w meczu z Hiszpanią, był dramatyczny, a sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Albo jeszcze szybciej. Zaczęliśmy świetnie, po bloku Gruszki i Marcina Możdżonka było 3:1 dla Polski. Ale błyskawicznie zrobiło się 4:3 dla Słowacji... Kurek i Michał Bąkiewicz nie potrafili przebić się przez słowacki blok, rywale świetnie grali też w obronie. Potem, po błędzie Martina Nemeca objęliśmy prowadzenie 7:6, by za chwilę, po kolejnym udanym bloku Słowaków, je stracić. Kiedy Kurek zaatakował w taśmę, przy stanie 10:8 dla Słowacji, Castellani wziął czas. I znów wszystko się odwróciło. Bąkiewicz i 9:10, za chwilę blok Kurka i remis, a potem jeszcze jeden, tym razem w wykonaniu Piotra Nowakowskiego, i znów - tym razem Możdżonek! 12:10. Kiedy po świetnym ataku Gruszki prowadziliśmy 13:11, wydawało się, że już nic nam nie odbierze triumfu. A jednak, punkt dla Słowaków, potem złe przyjęcie zagrywki przez Piotra Gacka i zrobiło się 13:13. Ostatnie słowo należało jednak do biało-czerwonych. Dwa bardzo ważne punkty zdobył Gruszka (szczególnie ten na 14:13, kiedy nasz atakujący przepchnął się przez potrójny blok), potem z "krótkiej" zbił Możdżonek, a wszystko zakończył najlepszy w naszej ekipie "Grucha". 16:14 i w setach 3:2. Jesteśmy w najlepszej czwórce mistrzostw Europy. Po raz pierwszy od 26 lat.
Polska-Słowacja 3:2 (21:25, 25:15, 25:10, 14:25, 16:14)