>>
Jamniki mają swoją paradę Przegraliśmy zasłużenie. To Serbia była przez większość meczu zespołem lepszym - Polacy dotrzymywali jej tempa tylko przez pierwszą kwartę. Potem na parkiecie rządzili rywale, a bezradni koszykarze Mulego Katzurina popełniali błąd za błędem, kompletnie nie radząc sobie w obronie z pick'n'rollami Serbów. Co gorsza, źle było też w defensywie. W ataku zawodzili ci, na których do tej pory mogliśmy liczyć: Maciej Lampe i David Logan.
Zdesperowany Katzurin zrobił wreszcie to, czego przez cały turniej unikał jak ognia - posłał w bój rezerwowych. Od końca trzeciej kwarty Polacy, prowadzeni przez Łukasza Koszarka i Szymona Szewczyka, zniwelowali stratę z kilkunastu do dwóch punktów. - Trener postawił wszystko na jedną kartę, a my staraliśmy się zrobić jak najwięcej... - mówił później Szewczyk. Ale Serbowie przetrzymali szturm i zwycięstwa nie oddali.
W poniedziałek o 18.15 Polacy zagrają ze Słowenią. Ewentualna porażka mocno skomplikuje nam sytuację, ale awans do ćwierćfinału wciąż będzie możliwy. Trzeba będzie jednak w środę pokonać Hiszpanów.
Z Marcinem Gortatem rozmawia Tomasz Porębski To był dziwny mecz - Serbowie odskakiwali na kilkanaście punktów, a zaraz potem doprowadziliście niemal do remisu. - Jeżeli pierwsza piątka robi stratę piętnastu punktów, a zaraz potem wchodzi druga piątka i ją odrabia, to nie jest przypadek. To znaczy, że komuś się nie chciało grać. Osoby, które wiedzą, co zrobiły źle, powinny teraz spojrzeć w lustro i zapytać siebie: czy naprawdę dałem z siebie wszystko?
To znaczy, że Polakom brakowało chęci do walki? Przecież to dla was jedna z najważniejszych imprez w karierze. - Szkolne błędy, które popełnialiśmy, najlepiej o tym świadczą. Znowu nie każdy był skoncentrowany tak, jak powinien. Nie może być tak, że jeżeli ja coś mówię w szatni, a starszy zawodnik mnie popiera, to ten młodszy przytakuje, a potem na boisku robi dokładnie co innego. Ja nic na to nie poradzę. Nie wejdę przecież w jego skórę, nie zmienię jego mentalności. A i grać na pięciu pozycjach naraz nie mogę.
Narzekasz na kolegów, ale podobno jesteś też niezadowolony z banku informacji kadry. - Zgadza się. Nie wiem, może to nieporozumienie lub zbieg okoliczności, ale raporty, które dostajemy, znów mówiły nieprawdę. Bo tak samo było w meczu z Bułgarami. Według nich jeden z zawodników w ogóle nie rzuca "trójek", a w meczu z nami aż cztery razy trafił za trzy punkty. W sobotę identyczna sytuacja - też mieli nie rzucać, a już po paru chwilach trafili z sześć, siedem "trójek". Ktoś nas wprowadza w błąd, ale ja dowiem się, czyja to wina.
Dziś gracie ze Słowenią, która z Litwą wygrała aż 23 punktami. - Będzie jeszcze trudniej, niż z Serbami. Dlatego musimy wyeliminować tragiczne błędy z soboty. Musimy wreszcie grać porządną koszykówkę. Bo z tym, co pokazujemy do tej pory, nie mamy prawa w ogóle myśleć o wywalczeniu jakiegokolwiek tytułu. Przecież w meczu z Serbami nie wychodziły nam nawet podania z ręki do ręki. To niedopuszczalne! A my naprawdę mamy spore umiejętności, potrafimy grać. Wbrew niektórym zarzutom, kontratak to nie jedyna nasza broń. Mamy zawodników, którzy potrafią także grać pozycyjnie. Musimy tylko wyeliminować ten chaos i wreszcie zacząć słuchać wskazówek trenera.
Wierzysz w awans do ćwierćfinału? - Jasne, że tak. Nadal wystarczy nam jeden zwycięski mecz, żeby zapewnić sobie grę w Katowicach. Możemy oczywiście czekać do środowego spotkania o wszystko z Hiszpanią, ale my chcemy wygrać już ze Słowenią. Niech tylko każdy z nas, zawodników, zrobi teraz wszystko, czego potrzebuje, żeby zresetować sobie mózg. Bo w kolejnym meczu musimy zagrać na maksa.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl