- Bardzo lubię pomarańcze, ale teraz będą mi się chyba śniły po nocach. W tym sezonie grałyśmy z Holenderkami cztery mecze i wszystkie przegrałyśmy - żaliła się Jagieło po półfinałowej porażce z Holandią.
- Cóż, na Holandię jesteśmy jeszcze za słabe. Ale musiałyśmy walczyć do końca. Z Niemkami wygrałyśmy, bo pozbierałyśmy się psychicznie po półfinałowej porażce. A one nie - oceniała Katarzyna Gajgał. Nie sposób nie zgodzić się z naszą środkową. Po upragniony krążek, pierwszy po złotych medalach mistrzostw Starego Kontynentu, jakie w roku 2003 i 2005 zdobywały drużyny Andrzeja Niemczyka, Polki sięgnęły jak po swoje. Niemki przez cały mecz nie potrafiły dotrzymać kroku naszemu zespołowi. Jagieło, Barańska, Gajgał, Joanna Kaczor, Agnieszka Bednarek - wszystkie cieszyły się grą i o medal walczyły z uśmiechami na ustach. Świetnie zaczęła Kaczor. Jej dwa bloki i skuteczny atak, a także zbicia Bednarek i Barańskiej, już po kilku minutach zmusiły trenera Niemiec Giovanniego Guidettiego do wzięcia czasu. Jego podopieczne przegrywały bowiem 1:5. Po radach włoskiego szkoleniowca potrafiły odrobić straty - było 8:8, potem 11:11, ale na więcej nie było je stać. Zaraz po drugiej przerwie technicznej Polki dały koncert gry. Od stanu 16:14 zdobyły sześć punktów z rzędu, głównie za sprawą ataków Jagieło i zagrywek Bednarek. Początek drugiej partii to z kolei popis Jagieło. Po jej dwóch świetnych serwisach biało-czerwone wyszły na prowadzenie 4:2, które konsekwentnie powiększały. Zeszły na przerwę techniczną, prowadząc 8:5, kilka chwil później było już 11:6 i Guidetti znów musiał prosić o czas. Skutek? Oczywiście żaden, podobnie jak po kolejnej przerwie, której szkoleniowiec rywala zażyczył sobie przy stanie 19:14 dla Polski. Świetnie serwująca Barańska, obijająca blok Jagieło, rozgrywająca kombinacyjne akcje i próbująca efektownych kiwek Milena Sadurek, dalej bawiły się w najlepsze. Wraz z nimi cieszyło się 13,5 tysiąca kibiców, których doping momentami był ogłuszający. Na własnej skórze przekonała się o tym Mariola Zenik. Kiedy fani utrudniali Niemkom wykonanie jednej z zagrywek, nasza libero aż zatykała uszy. Drugiego seta, dwoma świetnymi serwisami zakończyła Jagieło. Schodzące do szatni na krótką przerwę Polki pożegnano owacją. Podobną dostali zasiadający na trybunach przedstawiciele naszej męskiej kadry, Bartosz Kurek i Michał Bąkiewicz. Ale to ich koleżanki były gwiazdami wieczoru. W trzecim secie dzielnie broniły przewagi (5:1), którą wypracowały sobie na początku. Gdy Niemki odrabiały straty, po naszej stronie siatki zawsze znajdował się ktoś, kto brał na siebie ciężar gry. Gajgał dwoma świetnymi serwisami pozwoliła uciec nam z 9:7 na 11:7, a później atakami z obejścia - z 16:15 na 18:15. Dwa decydujące ciosy - gdy Niemki doprowadziły do remisu 23:23 - zadała, jak na kapitana przystało, Barańska.
- Przyznam się, że w tej końcówce ledwo stałam na nogach. Namęczyłyśmy się na tym turnieju okrutnie. Ale teraz każda z nas wie, że było warto - powiedziała "Metru" Barańska.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl