>>
Hotel dla psa i kota Z Anną Barańską rozmawia Łukasz Jachimiak Brązowy medal mistrzostw Europy jest pierwszym, jaki zdobyła pani z reprezentacją Polski. Ale kosztował on was bardzo wiele wysiłku. - Chyba tylko my wiemy, jak mocno musiałyśmy się napracować. Już pod względem fizycznym rozegranie ośmiu meczów w ciągu dziesięciu dni jest bardzo męczące. Ostatnie akcje meczu z Niemkami grałam na miękkich nogach. A przecież my po drodze do tego medalu przeżyłyśmy bardzo dużo, także poza boiskiem. W pewnym momencie nie wierzył w nas już chyba nikt.
Po pierwszej rundzie mistrzostw ciężko było wierzyć, że się odrodzicie. - Pamiętamy, jak się czułyśmy po porażce z Holandią. Przez nią do drugiej fazy turnieju weszłyśmy z małymi szansami na półfinał. Myślałam, że ten system, który uwzględnia wyniki z pierwszej rundy, nam zaszkodzi. Czułam, że w drugiej rundzie się poprawimy, że damy radę się zebrać i będziemy wygrywały, ale bałam się, że to nie wystarczy. W końcu jednak powiedziałyśmy sobie, że musimy walczyć, a te słabe mecze z pierwszej fazy wyzwoliły w nas złość. Wygrałyśmy bardzo ważne mecze z Rosją i Bułgarią, w półfinale znów nie dałyśmy rady Holenderkom, ale byłyśmy mocne. Dlatego o trzecie miejsce wygrałyśmy kolejną narodową wojenkę. Tym razem z Niemcami.
W najważniejszych chwilach nie było przy was trenera Jerzego Matlaka. Na dekorację wyszłyście w koszulkach z dedykacją dla szkoleniowca i jego chorej żony. - Grałyśmy dla trenera i jego żony, a pomagał nam, świetnie wywiązując się ze swoich zadań, trener Piotr Makowski. Przez ten tydzień z kawałkiem nasza drużyna była w różnych sytuacjach, turniej wymęczył nas wszystkich okrutnie. Ale teraz, patrząc na medale, wiemy, że warto było się męczyć.
Wszystkie podkreślacie, że nie byłoby medalu, gdyby nie kibice. - Bo to prawda. Przed mistrzostwami mówiło się, że możemy być zestresowane, przytłoczone takim dopingiem. Teraz mogę powiedzieć, że w naszym kraju należy organizować wszystkie siatkarskie imprezy, jakie tylko się da. Publiczność była fantastyczna. Była z nami w każdym, nawet najtrudniejszym momencie. To niesamowicie buduje. Pełna hala, niosący nas doping. Jak o tym myślę, to - chociaż sama do końca nie wierzę w to, co zaraz powiem - mam nadzieję, że kobieca siatkówka pod względem popularności przebije męską (śmiech).
Czułyście, że skoro siatkarze zdobyli mistrzostwo Europy, to i wy musicie wywalczyć medal? - Oni mieli swoją imprezę i cieszyłyśmy się, że ją wygrali. Ale nasze mistrzostwa rozpoczynałyśmy z przekonaniem, że nic nie musimy. Nie myślałyśmy w taki sposób nawet przez chwilę. I według mnie właśnie dlatego mamy medal.
I będą kolejne? Co myśli o tym kapitan reprezentacji? - Ten brąz pokazuje, jak duży mamy potencjał. Przecież pracujemy razem dopiero od kilku miesięcy, a pokonałyśmy zgrane i doświadczone drużyny. Kiedy dołączą do nas kontuzjowane dziewczyny, będziemy jeszcze silniejsze.
Uda się pani odpocząć przed startem ligi? - Zaraz po klubowym turnieju Szamotuły Cup będę miała tydzień wolnego. Wyjadę, żeby się całkowicie wyłączyć. I na pewno wyłączę telefon!
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl