http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Narodowa wojenka o medal

Łukasz Jachimiak
2009-10-06, ostatnia aktualizacja 2009-10-06 18:54

Powiedziałyśmy sobie, że musimy walczyć, a słabe mecze z pierwszej fazy turnieju wyzwoliły w nas złość. Po drodze do podium przeżyłyśmy wiele - mówi "Metru" kapitan reprezentacji Polski siatkarek, Anna Barańska

Anna Werblińska (Muszynianka)
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Anna Werblińska (Muszynianka)
ZOBACZ TAKŻE
>> Hotel dla psa i kota

Z Anną Barańską rozmawia Łukasz Jachimiak

Brązowy medal mistrzostw Europy jest pierwszym, jaki zdobyła pani z reprezentacją Polski. Ale kosztował on was bardzo wiele wysiłku.

- Chyba tylko my wiemy, jak mocno musiałyśmy się napracować. Już pod względem fizycznym rozegranie ośmiu meczów w ciągu dziesięciu dni jest bardzo męczące. Ostatnie akcje meczu z Niemkami grałam na miękkich nogach. A przecież my po drodze do tego medalu przeżyłyśmy bardzo dużo, także poza boiskiem. W pewnym momencie nie wierzył w nas już chyba nikt.

Po pierwszej rundzie mistrzostw ciężko było wierzyć, że się odrodzicie.

- Pamiętamy, jak się czułyśmy po porażce z Holandią. Przez nią do drugiej fazy turnieju weszłyśmy z małymi szansami na półfinał. Myślałam, że ten system, który uwzględnia wyniki z pierwszej rundy, nam zaszkodzi. Czułam, że w drugiej rundzie się poprawimy, że damy radę się zebrać i będziemy wygrywały, ale bałam się, że to nie wystarczy. W końcu jednak powiedziałyśmy sobie, że musimy walczyć, a te słabe mecze z pierwszej fazy wyzwoliły w nas złość. Wygrałyśmy bardzo ważne mecze z Rosją i Bułgarią, w półfinale znów nie dałyśmy rady Holenderkom, ale byłyśmy mocne. Dlatego o trzecie miejsce wygrałyśmy kolejną narodową wojenkę. Tym razem z Niemcami.

W najważniejszych chwilach nie było przy was trenera Jerzego Matlaka. Na dekorację wyszłyście w koszulkach z dedykacją dla szkoleniowca i jego chorej żony.

- Grałyśmy dla trenera i jego żony, a pomagał nam, świetnie wywiązując się ze swoich zadań, trener Piotr Makowski. Przez ten tydzień z kawałkiem nasza drużyna była w różnych sytuacjach, turniej wymęczył nas wszystkich okrutnie. Ale teraz, patrząc na medale, wiemy, że warto było się męczyć.

Wszystkie podkreślacie, że nie byłoby medalu, gdyby nie kibice.

- Bo to prawda. Przed mistrzostwami mówiło się, że możemy być zestresowane, przytłoczone takim dopingiem. Teraz mogę powiedzieć, że w naszym kraju należy organizować wszystkie siatkarskie imprezy, jakie tylko się da. Publiczność była fantastyczna. Była z nami w każdym, nawet najtrudniejszym momencie. To niesamowicie buduje. Pełna hala, niosący nas doping. Jak o tym myślę, to - chociaż sama do końca nie wierzę w to, co zaraz powiem - mam nadzieję, że kobieca siatkówka pod względem popularności przebije męską (śmiech).

Czułyście, że skoro siatkarze zdobyli mistrzostwo Europy, to i wy musicie wywalczyć medal?

- Oni mieli swoją imprezę i cieszyłyśmy się, że ją wygrali. Ale nasze mistrzostwa rozpoczynałyśmy z przekonaniem, że nic nie musimy. Nie myślałyśmy w taki sposób nawet przez chwilę. I według mnie właśnie dlatego mamy medal.

I będą kolejne? Co myśli o tym kapitan reprezentacji?

- Ten brąz pokazuje, jak duży mamy potencjał. Przecież pracujemy razem dopiero od kilku miesięcy, a pokonałyśmy zgrane i doświadczone drużyny. Kiedy dołączą do nas kontuzjowane dziewczyny, będziemy jeszcze silniejsze.

Uda się pani odpocząć przed startem ligi?

- Zaraz po klubowym turnieju Szamotuły Cup będę miała tydzień wolnego. Wyjadę, żeby się całkowicie wyłączyć. I na pewno wyłączę telefon!



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów