http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Smuda: Niczego się nie boję

Łukasz Jachimiak
2009-11-04, ostatnia aktualizacja 2009-11-04 17:47

- Na pewno znajdę jedenastu piłkarzy, którzy będą w stanie walczyć na boisku do upadłego. Na meczach międzypaństwowych zobaczycie takiego samego Smudę jak w lidze. Nie boję się niczego - mówi nam nowy selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Franciszek Smuda

Nowy trener reprezentacji - Franciszek Smuda
Fot. Pawel Koziol / Agencja Gazeta
Nowy trener reprezentacji - Franciszek Smuda
ZOBACZ TAKŻE
>> Jak oduczyć psa żebrania

Z Franciszkiem Smudą rozmawia Łukasz Jachimiak

Kontrakt z Polskim Związkiem Piłki Nożnej podpisze pan dopiero w grudniu. W jaki sposób rozliczy się pan z PZPN-em za pracę na zgrupowaniu w Grodzisku Wielkopolskim i podczas towarzyskich meczów z Rumunią oraz Kanadą?

- Nie będziemy się rozliczać. Poprowadzę kadrę społecznie. Trener, który był moim rywalem w walce o stanowisko selekcjonera, chciał pracować bez zapłaty aż do Euro 2012 [chodzi o Henryka Kasperczaka]. Ja też mogę dużo zrobić dla polskiej piłki.

To może poprosi pan o wynagrodzenie dopiero po Euro?

- Nie, nie, ja takim trenerem nie jestem (śmiech).

Za prowadzenie reprezentacji będzie pan dostawał dużo mniejsze pieniądze niż Leo Beenhakker. A do zrobienia po poprzedniku ma pan sporo.

- Wiem, co mam do zrobienia, wiem, że choć czasu mam sporo, to wyników wszyscy będą chcieli ode mnie od razu. Pewnie już 14 listopada, zaraz po meczu z Rumunią, odbiorę pierwszą krytykę. Ale nie martwię się tym. Ja też chcę zapomnieć o ostatnich spotkaniach reprezentacji i tak zbudować drużynę, żeby grała dobrze i wygrywała. Na pewno znajdę jedenastu piłkarzy, którzy będą w stanie walczyć na boisku do upadłego.

Z jakimi rywalami chce pan grać w ramach przygotowań do Euro?

- Uzgodniliśmy z zarządem PZPN, że interesują nas przeciwnicy silni. To, nad czym będziemy pracowali, będziemy wypróbowywać na trudnych przeciwnikach.

Teraz zagracie z Rumunią i Kanadą, w styczniu, na turnieju w Tajlandii, m.in. z Koreą Północną. To chyba nie są pańscy wymarzeni rywale?

- Na razie jest za wcześnie, żeby oceniać, czy Korea będzie mocnym przeciwnikiem. Dla krajowego składu kadry, która pojedzie do Tajlandii, może tak. Ja na pewno chciałbym grać z Argentyną, Niemcami, Anglią. I PZPN obiecuje, że takich przeciwników będziemy mieli.

Wiceprezes związku Antoni Piechniczek powiedział otwarcie, że on powołałby na najbliższe mecze Euzebiusza Smolarka, z którego pan zrezygnował. Później prezes zapewniał, że nie będzie się wtrącał. Nie obawia się pan współpracy z działaczami PZPN?

- Co do Smolarka czy Mariusza Lewandowskiego, którego na najbliższe mecze też nie wziąłem, to chcę powiedzieć, że z nikogo nie rezygnuję. Wszyscy mają otwarte drzwi i wszystkim na pewno będę się osobiście przyglądał. A jeśli chodzi o PZPN, to prezes Grzesiu Lato powiedział, że daje mi duży kredyt zaufania. Piechniczek i Jerzy Engel też są dla mnie życzliwi i wobec mnie lojalni. To nie jest żaden kit - jestem przekonany, że wszyscy będą mi pomagać.

Z pomocy Macieja Chorążyka, człowieka, który obserwuje polskie talenty na emigracji, korzystać pan nie chce. Dlaczego?

- Jeszcze z tym panem nie rozmawiałem, ale w krajach, w których gra dużo polskiej młodzieży, mam bardzo dobre kontakty. Wiem, że jak się pojeździ po niemieckich klubach, to znajdzie się tylu polskich chłopaków, że superkadrę da się z nich zestawić. I ja będę jeździł.

Do Niemiec wyrusza pan już w ten weekend, żeby przekonać do gry dla Polski Sebastiana Bönischa, który urodził się w Gliwicach, ale występował już w niemieckiej młodzieżówce. Uda się?

- Ten chłopak zachwycił mnie, kiedy prowadziłem Lech Poznań i zagraliśmy sparing z Werderem Brema. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on jest Polakiem. W niedzielę obejrzę ligowy mecz Werderu z Borussią Dortmund, później spotkam się z Sebastianem i z jego rodzicami. Myślę, że się dogadamy.

A kiedy spotka się pan z Robertem Acquafrescą, synem Polki grającym dla reprezentacji Włoch?

- O Aquafresce na razie nie chcę mówić. Teraz wybieram się na rozmowę z Bönischem. To świetny piłkarz, jeżeli zechce dla nas grać, zrobimy wszystko, żeby go powołać.

Przed nominacją na selekcjonera kadry mówił pan, że jeśli obejmie stanowisko, pojedzie do Joachima Löwa, żeby podpytać, jak prowadzi reprezentację Niemiec. Już się pan z nim umówił?

- Jeszcze nie, bo i my, i Niemcy, gramy wkrótce towarzyskie mecze. Po nich na pewno będzie czas, żeby do Löwa pojechać.

Zamierza pan porozmawiać także z Leo Beenhakkerem? Może warto byłoby skorzystać z jego doświadczeń z pracy z naszą reprezentacją?

- Beenhakker nie chciał z nikim rozmawiać, kiedy tu był, więc nie będę o spotkanie zabiegał. Ale jeśli kiedyś spotkamy się na trybunach jakiegoś stadionu, a to się prędzej czy później zdarzy, na pewno chętnie z nim porozmawiam, bo szanuję go jako trenera.

Na początku pracy z kadrą cieszy się pan tak dużym poparciem jak Beenhakker w swym najlepszym okresie. Nie zawiedzie pan kibiców?

- Jak słyszałem, że 70 procent ludzi chce, żebym był selekcjonerem, to czułem, że to jest najważniejsze. Poparły mnie też media, zarząd PZPN wybrał mnie prawie jednogłośnie. Nie mogę tego zmarnować. Kto mnie zna, ten wie, że zdrowie do pracy mam. Na meczach międzypaństwowych zobaczycie takiego samego Smudę jak w lidze.

A nie boi się pan, że jednak specyfika pracy w reprezentacji jest inna niż w klubie?

- E tam, inna. Jak pan przegra mecz, to zawsze pan dostanie burę (śmiech). A odwagi mam dużo, co już pokazałem wiele razy. Nie boję się niczego.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów