Na zgrupowaniu trzeba było się zameldować do godziny 13. - Dla mnie żaden problem. Daleko nie miałem - mówi Robert Lewandowski, napastnik Lecha Poznań. Gorzej z... selekcjonerem, który o 13. dopiero lądował na poznańskim lotnisku Ławica. Spóźnienie już pierwszego dnia zgrupowania? Absolutnie wybaczalne, bo Smuda przybył prosto z Bremy. Tam przekonał do gry dla Polski Sebastiana Boenischa, 22-letniego obrońcę Werderu urodzonego w Gliwicach. Misja Smudy się powiodła, choć Boenisch grał już dla młodzieżowych reprezentacji Niemiec. - Rozmawiałem z Sebastianem, chce grać dla Polski. Czy już w najbliższych meczach? Trudno powiedzieć, czasu jest mało, a do załatwienia jeszcze trochę spraw papierkowych - mówił "Franz".
- Te papierkowe sprawy to procedury związane z uzyskaniem przez piłkarza polskiego paszportu - uściśla Agnieszka Olejkowska, rzecznik prasowy Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Smuda dotarł do Grodziska bardzo zmęczony. - W nocy z niedzieli na poniedziałek spałem raptem cztery godziny - mówił dziennikarzom. Ale energii mu nie brakowało. Gdy na zgrupowanie spóźniali się kucharze reprezentacji, selekcjoner zadeklarował, że sam ugotuje piłkarzom obiad.
- Rybka, jaką jadłem, była bardzo dobra, więc chyba jednak kucharze dotarli na czas - śmieje się Sławomir Peszko z Lecha. - Fajnie, że trener jest spokojny, uśmiechnięty, sypie żartami - dodaje skrzydłowy kadry.
Ale żarty skończyły się o godzinie 17. Z nieba lało, termometry wskazywały 4 stopnie Celsjusza, a Smuda na początek treningu zaordynował solidną przebieżkę wokół boiska. Od dziś reprezentacja będzie trenowała dwa razy dziennie.
- Pracowałem z trenerem Smudą przez rok w Lechu. Wiem, czego mogę się spodziewać, więc ciśnienie mam trochę mniejsze niż koledzy, którzy są ciekawi nowego selekcjonera - opowiada Peszko. - Ale i tak ani mnie, ani Roberta [Lewandowskiego] nikt nie pytał, jaki ten Smuda jest. Bo każdy wie, że trzeba będzie zasuwać.
- Widzę, że chłopaki już od pierwszego treningu chcą się pokazać z jak najlepszej strony. I bardzo dobrze, trzeba ostro pracować i wreszcie zapomnieć o słabych meczach i złej atmosferze - dodaje "Lewy".
Jego słowa potwierdza bojowo nastawiony Wojciech Szczęsny. - Gra w reprezentacji to dla mnie największy honor. Mentalnie jestem przygotowany, by udowodnić swą przydatność - mówi 19-letni bramkarz Arsenalu Londyn.
Peszko jest przekonany, że pierwsze efekty pracy Smudy będzie widać już pod koniec zgrupowania. - A porównanie "Franza" z Leo Beenhakkerem i Stefanem Majewskim? Cóż, to zupełnie inny trener. Wystarczy zobaczyć, jak Smuda żyje na ławce podczas meczu - podsumowuje Peszko.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl