>>
Witaminy dla psa i kota Z Piotrem Gackiem rozmawia Łukasz Jachimiak Puchar Wielkich Mistrzów nie daje punktów do rankingu FIVB, nie dorównuje rangą mistrzostwom świata... - ...ale grają tam mistrzowie aż pięciu kontynentów. To bardzo prestiżowy turniej i potraktujemy go poważnie. Poza tym nie ma żadnej taryfy ulgowej, bo to zawody grane z orzełkiem na piersi. W Japonii na pewno nie jesteśmy na wycieczce.
Ale wycieczka by się wam przydała. Od września, kiedy zdobyliście mistrzostwo Europy, nie macie chwili wytchnienia. - Co prawda, to prawda. Zaraz po mistrzostwach zaczęła się liga. Niedawno ja i kilku kolegów ze Skry Bełchatów lecieliśmy do Kataru na klubowe mistrzostwa świata i teraz znów musieliśmy wyjechać. W głowie się kręci. Ale nie narzekamy - przyjdą święta, będzie chwila, żeby usiąść i odpocząć.
To spora dawka grania. Wytrzymacie do świąt? - Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem zmęczony. Ale przecież po to ciężko trenowaliśmy jeszcze przed mistrzostwami Europy, żeby wytrzymać trudy sezonu.
W Japonii zagracie bez Pawła Zagumnego i Piotra Gruszki. To duża strata, a kibicom marzy się zwycięski mecz z Brazylią. - Tak jak przed mistrzostwami Europy nie zastanawiamy się, kogo brakuje. Nie myślimy też o konkretnych zadaniach. Jeszcze w Polsce powiedzieliśmy sobie, że jedziemy zagrać naszą siatkówkę, najlepszą, na jaką nas stać. Wierzę, że będziemy w stanie coś ugrać.
Na czterodniowym zgrupowaniu przed turniejem wszystko działało, jak powinno? - Trener zorientował się, kto jest w jakiej dyspozycji. Miał ułatwione zadanie, bo przecież śledzi na bieżąco rozgrywki ligowe i widział nas w wielu meczach.
Zdążyliście chociaż pomówić o rywalach? - W roli faworytów, choć może nie stuprocentowych, do Japonii przyjechały drużyny Brazylii i Kuby. Ale to nie znaczy, że z resztą pójdzie łatwo. My na dzień dobry zagramy z gospodarzami. Będzie ciężko, bo wiadomo, jak się walczy z gospodarzem, który gra przy wypełnionych po brzegi trybunach. Zmobilizowani będziemy też do gry z Egiptem i Iranem. Na klubowych mistrzostwach świata nauczkę dostał brazylijski Cimed, który w pierwszym meczu spotkał się z klubem irańskim i przegrał. Na pewno w reprezentacji Iranu będzie grało wielu zawodników Paykanu, dlatego każdy z nas będzie mocno skoncentrowany.
W Japonii zagracie według normalnych zasad. Cieszysz się, że złota formuła [zakładająca m.in., że pierwszy atak po przyjęciu zagrywki trzeba wyprowadzić zza linii trzeciego metra] obowiązywała tylko na mistrzostwach klubowych? - Bardzo mi ulżyło, że już jej nie będzie. Ta formuła nie jest dla siatkówki niczym dobrym. Zabija przecież tak podstawowy element jak atak ze środka. Mam nadzieję, że ten słaby pomysł zniknie tak szybko, jak się pojawił.
Formułę krytykuje wielu zawodników. - To prawda, ale nie wiem, jakie znaczenie ma nasze zdanie. O przepisach decyduje szefostwo FIVB, ale mamy nadzieję, że nas posłucha. W Katarze rozmawialiśmy z graczami z Kazania czy z Trento i nikt nie wyrażał się o tym dziwnym systemie dobrze.
FIVB znów powierzyła organizację dużego turnieju Japonii. Przed trzema laty zdobyliście tam wicemistrzostwo świata. - Ten kraj kojarzy mi się bardzo miło. Kiedy byłem tam po raz pierwszy, wygraliśmy mecze Ligi Światowej. Za drugim razem zdobyliśmy srebrny medal mistrzostw świata. Teraz jestem w Japonii po raz trzeci i myślę, że po raz trzeci wrócę zadowolony.